Twój Lightroom jest teraz Classic, czyli mamy kozę

Lightroom Classic CC

No i stało się: Adobe ogłosiło rozdwojenie Lightrooma, a nawet w pewnym sensie roztrojenie. Dotychczasowy Lightroom 6.x jest ostatnim sprzedawanym „w pudełku” bez miesięcznych opłat. Do końca roku (czyli raptem przez nieco ponad dwa miesiące) można liczyć na łatanie w nim dziur i uzupełnianie o obsługę nowych aparatów, potem – do piachu. Tzn. kto kupi, to może korzystać jak długo zechce, ale na wsparcie od Adobe niech nie liczy. Normalny następny Lightroom, który powinien mieć numer 7, nazywa się teraz Lightroom Classic CC – i jak łatwo się domyślić, jest sprzedawany wyłącznie w modelu subskrypcyjnym, ale działa normalnie na dysku, jak do tej pory. Do tego pojawił się nowiutki program, działający całkowicie w chmurze, i to on teraz będzie się nazywał Lightroom CC. Trochę to skomplikowane i podejrzewam, że wzbudzenie konfuzji wśród użytkowników jest celowe. (Muzyka z głośników: „Why This, Why That and Why”*, Jean-Michel Jarre i Yello.)

Czytaj dalej

Test: DxO Optics Pro 11 Essential kontra Ewa

Test DxO Optics Pro

Nastał miesiąc dobroci dla fotografów: DxO udostępnia za darmo nową (!) wersję swojego flagowego programu DxO Optics Pro, w nieco okrojonej odmianie Essential. Promocja „program za maila” potrwa do końca listopada, więc jest czas się nad tą ofertą pochylić. Przedstawiam mały, subiektywny test DxO Optics Pro 11 Essential, zawierający porównanie do Lightrooma, canonowego DPP i tego, co bym chciała, żeby istniało.

Czytaj dalej

Cytaty: „Banał nie rodzi się z tego, co fotografujesz…

Uniknąć banału w Wenecji

… ale jak to sfotografujesz”. David DuChemin, znany nauczyciel języka fotografii, wie, co mówi. W końcu objeździł już z warsztatami sporo najbardziej opstrykanych miejsc, w tym Wenecję (nie spotkaliśmy się, trudno, może innym razem) i wciąż w nich robi zdjęcia. Udaje mu się uniknąć banału? Można zobaczyć na jego stronie… Wpis nazywa się „Pocztówki z Wenecji” i jak dla mnie, wygląda zupełnie niepocztówkowo.

Czytaj dalej

Jaki aparat fotograficzny kupić: wybór w 5 krokach

Fotowyprawa Wenecja

Dla tych, którzy przygodę z fotografią zaczynają (albo dopiero zaczną zaczynać), przygotowałem krótki poradnik kupowania cyfrówki. Wystarczy sobie odpowiedzieć na pięć pytań, a stanie się jasne, jaki aparat fotograficzny będzie dla nas najlepszy. I zamiast tracić czas na koszmar decyzji zakupowych, można ruszyć na poszukiwanie piękna.

Czytaj dalej

Dolomity w chmurach i złota godzina w Wenecji

złota godzina w Wenecji, celowe poruszenie

Nie ma dwóch takich samych plenerów, a tym bardziej dwóch identycznych fotowypraw. Tym razem Dolomity okazały się bardziej pogodne niż Wenecja (czyli odwrotnie niż przy poprzednich fotowyprawach). Gorsza pogoda w Wenecji nie była zresztą wcale zła, lecz sprowadzała się do mało spektakularnych wschodów i zachodów. Generalnie było nieźle – padało niewiele, a braki nasłonecznia o poranku nadrabiały lekkie mgiełki, więc złota godzina w Wenecji była całkiem fotogeniczna.

Czytaj dalej

Fotowyprawa: zgubić się w Wenecji

długa ekspozycja, Wenecja

Nie jest łatwo zgubić się w Wenecji, ale warto próbować. Trzeba zejść ze szlaku prowadzącego od San Marco do Rialto, a później skręcić w jedną wąską uliczkę, później drugą… i czasem trafia się znowu na trasę do San Marco, bo tras takich jest sporo i tu wszystkie drogi prowadzą do San Marco. Jeśli się jednak postarać, to uda się dotrzeć do miejsc, gdzie przez chwilę będziemy sami. Być może nawet poczujemy się, jakbyśmy dotarli tam pierwsi, odkryli to miejsce – przynajmniej dla fotografii. A przynajmniej dla własnej fotografii.

Czytaj dalej

Fotowyprawa do Wenecji: numerki w Burano

Numerki w Burano, Wenecja

Co oznacza numer 4543? Na fotowyprawie do Wenecji mogliśmy to sprawdzić i rezultat trochę nas zdziwił. Takie duże liczby to na wyspach weneckich numery domów. Wenecja to labirynt uliczek, placyków, zaułków, podwórek, a przede wszystkim kanałów. Ten labirynt nie jest numerowany ulicami, jak u nas, tylko cały naraz, jak leci. Tak, jakby cała Wenecja była jedną wielką ulicą. Siłą rzeczy, numery domów bywają wysokie. Właściwie to trudno znaleźć niskie numery, a do mojego projektu potrzebuję takich poniżej stu.

Czytaj dalej

Wenecja: długa ekspozycja

Wenecja długa ekspozycja, gondole

Jesteśmy już w najczęściej odwiedzanym mieście Europy, przez którego uliczki i kanały przewija się co roku kilkanaście milionów turystów. Choć wysoki sezon już minął, to nadal panuje tu spory ruch, tak pieszych po uliczkach i nabrzeżach, jak i motorówek, promów i statków wycieczkowych po Canale Grande. Nie da się ukryć, że ten zgiełk utrudnia komponowanie eleganckich, ascetycznych kompozycji. Mój sposób, aby fotograficznie poradzić sobie z tak popularnym miejscem jak Wenecja – długa ekspozycja.

Czytaj dalej

Fotowyprawa w Dolomity: wiara przenosi chmury

Fotowyprawa w Dolomity - z przełęczy Falzarego

Po wczorajszym chmurno-deszczowym wieczorze potrzeba było dużo wiary w dzisiejszy poranek. I wiara wystarczyła do rozganiania chmur o poranku, a i później przegrywały one z entuzjazmem naszej grupy. Na Przełęczy Falzarego chmury jeszcze próbowały kontratakować, ale mimo snucia się w te i we wte nie dały rady zakryć nam pejzaży. Niniejszym fotowyprawa w Dolomity zaliczyła Dolomity fotograficznie, a mamy jeszcze apetyt na jutrzejszy poranek na przełęczy Giau.

Czytaj dalej

Wenecja i Dolomity: plener fotograficzny przy drodze

Plener fotograficzny w Dolomitach

Pierwszy plener fotograficzny w Dolomitach za nami – pogoda nie oszałamia spektakularnym światłem, ale liczymy, że będzie się tylko poprawiać. Poprawiło się zresztą, nim wysiedliśmy z autobusu, bo po drodze padało i po zakończeniu fotografowania też padało, a w trakcie szukania kadrów wokół jeziora deszczu nie było. Nie jest zresztą tak całkiem szaro – poniżej chmur są lasy, gdzie zaczęła się już całkiem barwna jesień.

Czytaj dalej

GoPro Fusion: wirtualny kamerzysta

Santorini - fotografowanie to wybieranie

GoPro Fusion to nowa kamera rejestrująca w zakresie 360 stopni i w rozdzielczości 5.2K przy 30 kl/s, do tego wodoszczelna, stabilizowana, sterowana głosem itp. itd. W tym całym filmowaniu VR od GoPro najfajniejsze jest to, że później łatwo można je przerobić na normalny film. Co więcej, dołączony do GoPro Fusion wirtualny kamerzysta pozwala kadrować w postprodukcji – można sobie z dookólnego materiału łatwo wyciąć „płaskie” klipy. Te sekwencje w zwykłym FullHD mogą być dynamiczne – jakby kamera się w trakcie ujęcia obracała. Ten wirtualny kamerzysta od GoPro nazywa się Overcapture. To coś, jakby ze zdjęcia zrobionego szerszym obiektywem wycinać węższe kadry, tylko że w wersji filmowej. Przykład przejść zrealizowanych z klipu 360 za pomocą Overcapture poniżej.

Czytaj dalej

Pochwała głupoty, czyli fałszywy profil barwny

Kształty Santorini

Po co komu profile w plikach zdjęciowych? No, jak to po co: żeby wyświetlacze poprawnie interpretowały kolory, żeby zdjęcia nie były ani sprane, ani przebarwione itp. No, wiadomo. Bywało już o tym u nas i piszą o tym wszystkie podręczniki edycji koloru. Profil być musi i musi być poprawny.

Oj tam, oj tam. Dzisiaj będzie o tym, że taki porządnie fałszywy profil barwny bywa lepszy niż taki grzeczny i prawdziwy.

Czytaj dalej

Dlaczego o fotografiach trzeba rozmawiać

katedra w Sienie, fotowyprawa Toskania

Trzeba rozmawiać o zdjęciach – własnych i o fotografiach znalezionych w internecie, albumach, czasopismach, nawet na bilbordach. Rozmawiać z każdym – fotografem zawodowym, amatorem, ale też oglądaczem fotografii, który nawet komórką nie pstryka. Jak już całkiem nie ma z kim – to rozmawiać ze sobą. Po co?

Tak, wiem, fotografia to obraz, a rozmowa to słowa. Nie chodzi jednak przecież o to, żeby zastąpić fotografię słowami, ale żeby za pomocą słów lepiej ją zrozumieć.

Czytaj dalej

Toskania: gladiator i wieczór w San Gimignano

Willa Gladiatora, Toskania

Ostatnia toskańska sesja o świcie zastała nas przed willą „Gladiatora”. Russel Crowe nie wyszedł, za to wyszło słońce. I to nam wystarczyło. Później wpadliśmy na chwilę do Monteriggioni – chwila to jednostka czasu wystarczająca, żeby obejść i obfotografować tę metropolię. Resztę dnia i początek wieczoru spędziliśmy wśród wież San Gimignano, inspirując się do zdjęć za pomocą pizzy zjadanej na schodach katedry oraz najlepszych na świecie lodów. Dzień ze średniowiecznymi wieżami zakończył się sesją o błękitnej godzinie, gdy gwarne, choć małe miasto cichnie i pustoszeje. Dobranoc!

Czytaj dalej

Toskania: nie komplikuj

Jesienne drzewo, Toskania

Podstawowym zadaniem przy komponowaniu kadrów jest upraszczanie. Usunięcie zbędnego elementu zawsze poprawia kadr, usunięcie dwóch zbędnych poprawia jeszcze bardziej. Gdy nie ma już nic zbędnego, kadr jest najlepszy, jaki w danym momencie można zrobić. Toskańskie pejzaże są bardzo dobrym poligonem do ćwiczeń z upraszczania. Stoimy na wzgórzu i widzimy przed sobą wiele następnych wzgórz, a na nich wille, cyprysy, wijące się drogi, kępy drzew, linie wyznaczone przez zaorane bruzdy. Wszystko wygląda interesująco, ale sfotografowanie wszystkiego interesujące nie jest. Okazuje się, że jedno drzewo bardziej przykuwa uwagę niż dwa drzewa, a jedna willa jest ciekawsza bez dokładania do kompozycji drugiej. W kompozycji mniej elementów ma większą wagę niż umieszczenie na zdjęciu większej liczby przedmiotów, choć istotne jest też wybranie tych właściwych kilku i wyeliminowanie tych mniej ciekawych czy po prostu mniej pasujących do reszty. I takie układanki wyjątkowo dobrze ćwiczy się w toskańskich krajobrazach.

Czytaj dalej

Toskania: od świtu do zmierzchu

Zachód pod Monticchiello, Toskania

Najważniejsze pory dnia to oczywiście wschód i zachód słońca – przynajmniej na toskańskiej fotowyprawie. Nie znaczy to jednak, że reszta dnia to „czas wolny”, choć… Owszem, to czas wolny w którymś z toskańskich miasteczek (dzisiaj były to Montepulciano i Monticchiello, wczoraj – Pitigliano i Bagnoregio, a jutro Siena, która jest dużym miasteczkiem, więc nie ma pary). Miasteczka penetrujemy dokładnie: od szczytów wież po piwnice – zwłaszcza takie z beczkami wina. Szczególnie w Montepulciano nie zejść do piwnic, to jak nie być tam wcale. „Katedra wina” ma faktycznie rozmiary i wysokość katedry, tyle że podziemnej, a katakumby strzeżone przez zardzewiałego rycerza to labirynt, w którym fotograf łatwo może stracić poczucie czasu. Z poczuciem przestrzeni jest na szczęście lepiej, bo ciąg korytarzy nie ma bocznych odnóg i jak się weszło, to się wyjdzie. Raczej nieprędko, ale być może nie nazbyt późno. Te piwnice to nie zabytki – cały czas tam dojrzewa wino, aktualnie głównie nobile z rocznika 2015 i 2016, choć trochę vinsanto też jest.

Czytaj dalej

Toskania: Piaggio i dzwony rurowe

Piaggio w Pitigliano, Toskania

Pitigliano to miasteczko pełne kontrastów. Kiedy jest słonecznie – a na południu Toskanii często jest słonecznie – stwierdzenie to można rozumieć dosłownie: w wąskich, kamiennych uliczkach plamy światła i zwały cienia tworzą kontrast trudny do fotograficznego ogarnięcia. Ale nawet gdy uprzejma chmura zasłoni słońce, to dalej jest to miejsce pełne kontrastów, tyle że innych.

Czytaj dalej

Toskania: właściwy rytm

villa Belvedere, Toskania

Porządek dnia na toskańskich fotowyprawach może dziwić osoby przyzwyczajone do wycieczek objazdowych. Dzień rozpoczyna się w środku nocy i od razu rusza z kopyta, bo trzeba zdążyć na wschód słońca. Ze wschodem słońca następuje spowolnienie – jest czas połazić, pomedytować, poszukać kadru i poczekać na światło. Późniejszy powrót na śniadanie to znowu przyspieszenie – nie ma sensu tracić na jedzenie więcej czasu niż to potrzeba (zwłaszcza że śródziemnomorskie śniadania to nie jest coś, co można by celebrować – w przeciwieństwie do kolacji). Później znowu zwalniamy i to solidnie – żaden normalny turysta nie spędziłby połowy dnia w miasteczku, które da się przejść w kwadrans.

Czytaj dalej