Trzy słonie i rzeka, Botswana, fotowyprawa

Botswana – safari z lądu, powietrza i wody

Ostatnia aktualizacja:

Fotowyprawa do Botswany była naszym pierwszym safari, gdzie fotografowaliśmy zwierzęta z lądu, powietrza i z wody. Ponad tydzień fotografowania zwierząt… nie znudziło się wcale, a plenery z tradycyjnej łódki mokoro i z helikoptera były niezwykłym doświadczeniem i okazją do zupełnie nowego podejścia do fotografii zwierząt.

Dla niecierpliwych krótka filmowa relacja z fotowyprawy do Botswany i Wodospadów Wiktorii, a poniżej ciąg dalszy relacji obrazkowo-literkowej.

Kto chce zobaczyć takie cuda na żywo, może się z nami wybrać na następną fotowyprawę do Botswany! Wystarczy wejść w ten link, przeczytać program i kliknąć zgłoszenie 🙂

Delta Okawango z helikoptera

Do Maun w Botswanie przylecieliśmy po południu, więc pierwszego dnia robiliśmy tylko drobne zakupy (np. przejściówki do gniazdek elektrycznych – takie same, jak w Namibii, czyli bardzo dziwne). Nasz pierwszy plener podczas fotowyprawy do Botswany miał miejsce o poranku drugiego dnia i był okazją do zobaczenia Afryki z zupełnie nietypowej perspektywy. Przed świtem przyjechaliśmy ponownie na lotnisko w Maun, ale tym razem wsiadaliśmy do helikopterów – niewielkich maszyn, gdzie oprócz pilota zasiadało jeszcze trzech spragnionych wrażeń fotografów.

Latając helikopterem nad Okawango, Botswana

Część helikopterów miała zdjęte drzwi, co wprawdzie o poranku dawało powiew zdecydowanie chłodnego powietrza, za to ułatwiało fotografowanie. Fotografowanie z helikoptera nie jest proste. Wszystko odbywa się w ruchu – maszyna cały czas się przesuwa, więc wypatrzenie tematu, jego skadrowanie i uchwycenie wymaga szybkich decyzji. Nie wolno opierać się o żadną z części helikoptera, bo wszystko wibruje – fotografuje się więc z ręki, starając się niwelować drgania. Czas naświetlania musi być krótki – 1/2000 sekundy to rozsądne minimum, ale przy zdjęciach wczesnym porankiem wymusza to ustawienie bardzo wysokiego ISO. Na szczęście można otworzyć przysłonę – dystanse są na tyle duże, że głębia ostrości i tak będzie wystarczająca.

Hipopotam z helikoptera, Botswana

Dobór ogniskowych zależy od tego, co się chce fotografować. Standardowy zoom 24-70 mm na widoczki z horyzontem, a teleobiektyw na detale. Zdecydować się trzeba przed lotem, oczywiście w kabinie, zwłaszcza otwartej, nie ma pola manewru na zmianę obiektywu. Pomijając już kwestie bezpieczeństwa, to żonglowanie obiektywami po prostu nie miałoby sensu – zanim byśmy zmienili obiektyw z myślą o konkretnym kadrze, helikopter byłby już co najmniej kilometr dalej. Lecimy z prędkością około 160 km/h, czyli kilometr robimy w nieco ponad 20 sekund.

Stado gnu z lotu helikopterem, Botswana, fotowyprawa

Prędkość lotu sprawia, że przy fotografowaniu z hotelikoptera obowiązuje zasada: „nie wychylać się”. Nie chodzi nawet o bezpieczeństwo (siedzimy przypięci), ale o pęd powietrza, który praktycznie uniemożliwia wysunięcie choćby koniuszka obiektywu.

Nasz helikopter na fotowyprawie do Botswany

A takimi helikopterami lataliśmy nad deltą Okawango od bladego świtu.

Pływamy mokoro

Słoń i jego lusterko, Botswana, wyprawa fotograficzna

W kategorii nietypowych sposobów na fotografowanie zwierząt w Botswanie przećwiczyliśmy różne opcje. Było latanie, to czas na pływanie! W Botswanie pływaliśmy również statkami rzecznymi, ale bez wątpienia najciekawszy był rejs mokoro. To rodzaj czółna, które tradycyjnie było wykonane z wydrążonego pnia drzewa, ale współcześnie przeważnie jest konstrukcją z włókna szklanego. Napęd typu „gondolier” pozwala wpływać mokoro nawet na teren rezerwatów, gdzie obowiązuje zakaz używania łodzi z silnikiem. Jak wygląda rejs mokoro można zobaczyć na filmie zmieszczonym wyżej.

Rzeka w Botswanie, fotowyprawa

Fotograficznym atutem mokoro jest bardzo niska perspektywa – nawet leżąc na brzegu bylibyśmy wyżej. A z takiego czółna można robić zdjęcia praktycznie tuż nad powierzchnią wody, uzyskując duże, wyraziste odbicia. Krajobrazowo Botswana nie jest szczególnie spektakularna, więc odbicia są sposobem, aby nadać tym sceneriom wyrazistości.

Nie myśl o słoniach…

Para słoni, Botswana, fotowyprawa

O ile sporo zwierząt mieliśmy okazję fotografować podczas kilku fotowypraw do Namibii, o tyle takich ilości słoni nigdzie wcześniej nie widzieliśmy. Czasem 2-3, czasem kilkanaście, wśród drzew, brodzące na rozlewiskach i pływające w rzece Zambezi, niekiedy prawie na wyciągnięcie ręki.

Słonie dwa, Botswana, fotowyprawa

Oczywiście zachowywaliśmy bezpieczny dystans, ale taka ostrożność nie obowiązywała słoni. Podczas jednej z nocy dwie uczestniczki miały problemy z zaśnięciem, bo drzewo tuż obok ich lodge’y tarmosił słoń, zrywając co smaczniejsze gałązki. Domek go nie interesował, ale co się natrząsł drzewkiem tuż obok, to dziewczyny zapamiętają do końca życia.

Hipopotamy i bawoły

Hipopotam wieczorem, Botswana

W Botswanie, w przeciwieństwie do Namibii, są szanse na uzupełnienie kolekcji tzw. afrykańskiej wielkiej piątki o bawoły (za to nie ma dość łatwego do zaobserwowania w Namibii nosorożca). Obfitość wody sprawia, że można tu spotkać bawoły nawet w dużych stadach. Są też hipopotamy, które ilością dorównują wszechobecnym słoniom.

Bawoły afrykańskie w Botswanie

Zarówno bawoły, jak i hipopotamy, utrzymywały rozsądny dystans do nas, a my do nich. Jeśli nie lataliśmy i nie pływaliśmy, to prawie całe fotografowanie odbywało się z samochodów. To była bez wątpienia nasza najłatwiejsza pod względem kondycyjnym fotowyprawa, miłośnicy wyrabiania dziennej normy kroków mieliby tutaj problem.

Lwy, lwice i lwiątka

Lwica na polowaniu, Botswana, wyprawa fotograficzna

Największe stado bawołów spotkaliśmy, gdy wycofywało się przed polującą grupą lwic. Nie chcę napisać, że uciekały, bo to zdecydowanie wyglądało na zorganizowany odwrót, z ariergardą zwróconą rogami w stronę spodziewanych agresorów. Kurzu było sporo, ruchu też, aczkolwiek polowanie się raczej lwom nie udało. Piszę w trybie przypuszczającym, bo liczące dziesiątki bawołów stado w całości oddaliło się poza zasięg dróg, którymi mogliśmy się poruszać po rezerwacie, a lwice szeroką ławą podążyły za nimi, więc być może historia miała ciąg dalszy.

dwa małe lwy bawią się ogonem lwicy, Botswana, fotowyprawa

Kolejne spotkanie z władcami królestwa zwierząt to sesja z młodą matką i jej niesfornym potomstwem. Lwiątka były trzy, ale nie wiem, czy komuś udało się je uchwycić na jednym kadrze. Jak widać powyżej, lwica wykazywała się anielską cierpliwością, a młodzież ćwiczyła agresję.

Lwica i lwiątko, Botswana, fotowyprawa

Choć zwierzęta były dość blisko (użyte na prezentowanych fotografiach ogniskowe to 150-280 mm), to wcale nie przejmowały się ani samochodami, w których siedzieliśmy, ani klikaniem migawek w trybie seryjnym. Owszem, zwłaszcza młodzież nas zauważała, ale nie zdradzała chęci do bliższej interakcji.

Lwica i turyści, Botswana, fotowyprawa

W ogóle człowiek w samochodzie jest dla dzikich zwierząt zupełnie nieinteresujący. Co innego, gdyby z samochodu wysiadł…. Dlatego na safari z samochodów nie wysiadamy, a tak bliskie, jak powyżej, spotkania z drapieżnikami, choć są rzadkością, to nie wiążą się z ryzykiem. Co najwyżej ryzykuje się utratę kadru, gdy nagle okazuje się, że ogniskowa 100-400 mm to bardzo, ale to bardzo za dużo.

Trzy parki narodowe – Chobe, Moremi, Savuti

Botswana jest dużym krajem, ale w programie fotowyprawy mamy tylko jej północny fragment i trzy parki narodowe oraz przejazd do Wodospadów Wiktorii w Zimbabwe. Łącznie w czasie całego wyjazdu mamy do zrobienia nieco ponad 500 km (nie licząc oczywiście kręcenia się po rezerwatach podczas safari). Jest to niewiele jeżdżenia, ale… może ono być czasochłonne.

Stado likaonów, Botswana

Najdłuższy odcinek – 120-kilometrowy – pokonywaliśmy przez… 7 godzin. Faktem jest, że drogi były paskudne: piaszczyste, z powybijanymi głębokimi koleinami. Faktem jest jednak też, że była to trasa przez park narodowy, gdzie co chwila się zatrzymywaliśmy na fotografowanie. No bo jak się nie zatrzymać, skoro trafia się taka atrakcja jak stado likaonów – zagrożonych wyginięciem dzikich afrykańskich psów?

Hieny rodzinnie, Botswana

Spotkań z drapieżnikami mieliśmy więcej. Ot, taka rodzinna scenka z hieną. Nie widzieliśmy tym razem lamparta – choć niewykluczone, że jakiś lampart albo dwa nas widziały, one maskują się fantastycznie. Wypatrzeć takiego w wysokich trawach i krzakach to jak trafić w totka.

Toko czerwonolicy, Botswana

Dopisały natomiast ptaki: od sępów i różnych odmian sokołów, przez dropie olbrzymie, dławigady, sekretarze, „latające banany” czyli toko czerwonolice (powyżej), aż po kukale, zimorodki i żołny.

Kotawce w dzikim tańcu, Botswana

Nie narzekaliśmy na brak naczelnych: były pawiany, ale też mniejsze i bardziej dynamiczne kotawce (w akcji powyżej). Antylop było dużo mniej niż w Namibii, za to trafiały się takie, które preferują bagniska, jak koby.

Odkrywamy Wodospady Wiktorii

Okno na Wodospady Wiktorii, Zimbabwe

Wprawdzie w trakcie fotowyprawy do Botswany nie padało, co nie znaczy jednak, że nie zmokliśmy. Imponujące Wodospady Wiktorii niosą tak dużo wody, że pył wodny sięga przeciwległej strony wąwozu. Nie znaczy to, że nie da się robić zdjęć nawet z takich miejsc, ale należy je robić szybko, zanim soczewka obiektywu spłynie wodą.

Wodospady Wiktorii z lotu ptaka, Zimbabwe

Na sucho można fotografować Wodospady Wiktorii z helikoptera – to był drugi nasz lot podczas tej fotowyprawy. Tym razem lot był z zamkniętymi drzwiami, ale obiektyw aparatu można było wystawiać przez okienko.

I to już był ostatni punkt programu naszej fotowyprawy do Botswany i Zimbabwe. Przylecieliśmy do Maun, wracaliśmy z Victoria Falls – nie było potrzeby ponownego przekraczania granicy Zimbabwe z Namibią. Grupa wróciła do Polski, a ja z Ewą polecieliśmy do Windhouk, aby z następną grupą kontynuować fotografowanie Afryki, tym razem w Namibii.

Uczestnicy fotowyprawy do Botswany 2025

Na koniec zdjęcie grupowe uczestników fotowyprawy do Botswany pod baobabem. Chyba pierwsze nasze zdjęcie grupowe zrobione bez użycia statywu (za to z pomocą managerki koordynującej nasz wyjazd na terenie Zimbabwe). W ogóle statyw podczas fotowyprawy do Botswany nie przydał się ani razu – choć też nie zmarnował się całkiem, bo zaraz kontynuowaliśmy afrykańską przygodę w Namibii, a tam był zdecydowanie użyteczny.

Więcej fotografii z Afryki?

Ponieważ faktycznie fotowyprawa obejmowała dwa kraje, to żeby nie mieszać (i nie sugerować, że wodospady Wiktorii są gdzie indziej, niż są), nasze fotografie z tego i następnych wyjazdów podzieliliśmy między dwie galerie:

Botswana – królestwo zwierząt

Zimbabwe – Wodospady Wiktorii

Na bazie doświadczeń z Botswany, ale także z kilku wcześniejszych wypraw do Namibii przygotowaliśmy na Fotezji poradnik fotografowania na safari. Miłej lektury!

No i zapraszamy na następną edycję fotowyprawy do Botswany, można ją połączyć z fotowyprawą do Namibii – miesiąc w Afryce to jest to! 🙂