Poranek w górach Siemen, Etiopia

Być jak Ansel Adams

Dla jasności: nie, nie chodzi o to, żeby zapuścić brodę i wozić wielkoformatowy aparat samochodem z platformą widokową na dachu. Choć w sumie to ostatnie to też byłaby interesująca opcja. Tym razem jednak chciałam zasugerować co innego: mianowicie, żeby od czasu do czasu zastanowić się ponownie nad swoimi starymi zdjęciami. Nawet nad tymi, które, wydrukowane, już odwisiały swoje na ścianie. Tak jak to robił Ansel Adams.

Poranek w górach Siemen, Etiopia

Księżyc nad Hernandez i jego długa historia

Fotografia ta została naświetlona jesienią 1941 roku w Nowym Meksyku, ale kolejne jej odbitki Adams wykonywał przez długie lata – częściowo z własnej artystycznej inicjatywy, a częściowo dlatego, że stała się popularna i dobrze „schodziła”. Odbitek powstało ponad tysiąc (!) i bynajmniej nie wszystkie one były jednakowe… Z biegiem czasu autor wciąż doskonalił swój warsztat, ale również zmieniał zdanie co do pożądanego, optymalnego wyglądu końcowego fotografii. Tutaj można obejrzeć cztery przykładowe wersje tonalne, powstałe na przestrzeni ponad trzydziestu lat. Księżyc nad Hernandez to niejedyne dzieło tego mistrza pejzażu, które było przez niego wywoływane na różne sposoby, ale to zdjęcie miało chyba najwięcej wersji.

Nie bój się zmian

To, że raz RAW już został wywołany, pokazany, być może nawet wydrukowany, to nie znaczy jeszcze, że to zdjęcie nie może wyglądać inaczej. Może tym razem spróbować wywołania bardziej dramatycznego? Albo stonowanego? Albo tu bardziej rozjaśnić, a ówdzie jednak przyciemnić? Może poczytać trochę o kontraście i zastosować tę wiedzę na zdjęciach, które wcześniej nie do końca nas zadowalały? Jeśli RAW jest partyturą, a wydruk – wykonaniem, to żaden wydruk nie jest ostateczną formą zdjęcia. Zawsze jeszcze można zmienić zdanie, bo przecież i osobowość, i umiejętności autora się zmieniają.

Gdyby ktoś się zastanawiał: to na górze to nie jest Half Dome, tylko góry Siemen w Etiopii. Tym razem w wersji „dramatyczne światło poranka”.

  1. Nie, nie .. tak to było u van Gogha. któremu brat farby kupował. 🙂
    A Vincent miał tylko lustro i kawałek ogródka i na okrągło : autoportret, słoneczniki, autoportret, słoneczniki … 🙂

    1. Oj chyba będzie trzeba coś o Van Goghu napisać, bo te autoportrety i słoneczniki zupełnie mu zasług nie oddają… z całym szacunkiem do słoneczników, które wielkim dziełem są i zachwycają.

      1. Nie chcę deprecjonować twórczości van Gogha, ale gdyby było mi dane przywłaszczyć sobie jakiś obrazek, z któregoś z amsterdamskich muzeów, to pewnie padłoby na Vermeera.
        Chociaż on również głównie malował stoliki pod oknem. 🙂

        Ewo napisz o Van Goghu koniecznie i może coś o końcu świata, na którym wylądowaliście.
        My jutro lecimy do Andaluzji, niestety bez Was, na pocieszenie dołożymy sobie Sewillę, Kadyks i trochę Costa del Sol.

          1. Zasugerowałem się stemplem „dzieje się” i myślałem, że aż do Kambodży Was wywiało.
            Razem chyba będziemy oglądać konie i wąchać lawendę.
            P.S. Edyta ma już 2 korpusy i 4 obiektywy – ja zostałem zdegradowany do pomocy przy ich wymianie. 🙂

            1. A nie, Kambodża zdalnie. A konie już się pewnie pucują na sesję 😉
              Może jednak Edyta Ci pożyczy czasem jeden korpus?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *