Wybraliśmy się na Nową Zelandię w kwietniu, żeby fotografować kolory złotej jesieni. I owszem, jesień trafiła na nam się barwna, z pięknie przebarwionymi topolami. Ale na południu Wyspy Południowej czekały inne lasy – wiekowe lasy deszczowe.

Lasy wśród fiordów
Szacuje się, że lasy w Fiordland National Park trwają niezmienione od czasów, gdy były częścią superkontynentu Gondwana. I faktycznie wyglądają na wiekowe – porośnięte brodatymi mchami, gęste, prawie nieprzepuszczalne dla promieni słońca. Wyglądają oszałamiająco, ale w fotografowaniu nie są łatwe. To, co dla oka wygląda harmonijnie i naturalnie, dla aparatu zmienia się w sieczkę jasnych i ciemnych plam. W takim miejscu lepiej mieć pełne zachmurzenie, nawet deszcz jest niezłą opcją, ale my mieliśmy bezchmurne niebo i słońce. To nie są idealne warunki do fotografowania lasu, ale robiliśmy, co się dało.

Przede wszystkim dało się używać dłuższych ogniskowych. Węższy kąt widzenia ułatwia wybieranie obszarów równomiernie oświetlonych, pozwala też unikać umieszczania w kadrze jasnego nieba. Powyżej – ogniskowa 240 mm, która nie tylko ułatwiła wyeliminowanie mniej eleganckich fragmentów tła, ale też „zagęściła” gałęzie kompresją perspektywy. Czas naświetlania to tutaj ponad sekunda, więc oczywiście w użyciu był statyw. Statyw zabieraj do lasu nie tylko na niedźwiedzie! 😉

A jeśli już fotografujemy szeroko i w górę, to najlepiej tam, gdzie gęsta roślinność skutecznie filtruje silne i kontrastowe światło. Powyżej paproć drzewiasta fotografowana ogniskową 32 mm. Nie trzeba było kucać ani kłaść aparatu na ziemi – te paprocie są naprawdę imponująco wysokie.

W fotografowaniu lasu zdecydowanie pomaga filtr polaryzacyjny, dzięki któremu liście przestają się świecić. Właściwie powinienem napisać, że odpowiednie pokręcenie filtrem polaryzacyjnym sprawia, że większość liści się nie świeci, bo zawsze są jakieś listki wykręcone w inną stronę niż reszta, które wymagałyby wygaszenia odblasków w innej płaszczyźnie. A użycie filtra polaryzacyjnego i wydłużenie za jego pomocą czasu naświetlania jest kolejnym powodem, aby do lasu chodzić ze statywem.
Fotografowanie lasu w słońcu

Pogoda była, jaka była, a tak fantastyczny las fotografować trzeba. No to fotografowaliśmy pod słońce, co pozwalało uzyskać podświetlenie krawędzi gałęzi, a zwłaszcza efektownie zwisających mchów. Trochę pomagało ukształtowanie terenu – powyżej niebieskie tło to nie jest niebo, ale odległy i przez to niebieskawy stok wzgórza. Nieba na tym kadrze w ogóle nie ma.

Co naprawdę było w tle bardziej widać na zdjęciu wyżej. Słońce tuż za prawym górnym rogiem kadru podświetliło gałęzie i mchy, ale nie weszło w kadr.

A jeśli ma się dość walki ze słońcem w lesie, warto skupić się na bardziej kameralnych ujęciach, detalach i ciasnych kadrach, przy których łatwiej zadbać o brak silnych kontrastów.
Chodzenie po lesie wciąga…

Plener, z którego pochodzi większość prezentowanych tu fotografii, miał miejsce w lesie deszczowym położonym na zboczu góry. Wiodła przez niego ścieżka dość szeroka na jedną osobę, ale w niektórych miejscach kłopotliwa przy mijaniu. No i przy jednej mijance, przepuszczając parę idącą z przeciwka, postawiłem stopę na krawędzi ścieżki, która okazała się mało stabilna i po sekundzie… wisiałem głową w dół, trzymany za nogi. I od tej pory wiem, że przepuszczać należy stając przy ścianie, a o urwisko niech się martwią mijający. W zdarzeniu zaginął bez wieści dekielek na obiektyw i butelka wody.