Fotowyprawa Toskańska jesień, 29 sierpnia – 6 września 2015

 To była nasza szósta fotowyprawa do Toskanii, a trzecia jesienna – nietypowo na przełomie sierpnia i września, a nie, jak zwykle, w drugiej połowie września. Organizatorem jak zwykle był Klub Podróży Horyzonty. Program był taki sam, jak przy poprzednich toskańskich fotowyprawach, zapraszamy także do lektury relacji z poprzednich wyjazdów:

https://www.ewaipiotr.pl/wspomnienia-z-warsztatow/warsztaty-fotograficzne-2013/toskanska-wiosna-13-21-iv-2013/

https://www.ewaipiotr.pl/wspomnienia-z-warsztatow/warsztaty-fotograficzne-2013/toskanska-jesien-ix-2013/

Polecamy także filmową relację z edycji z kwietnia 2014:

Zapraszamy także do obejrzenia naszego toskańskiego portfolio, gdzie można obejrzeć więcej zdjęć z toskańskich fotowypraw, zarówno edycji wiosennych, jak i jesiennych:

https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/toskania/

A poniżej zapraszamy do lektury zebranej relacji na żywo, którą zamieszczaliśmy na blogu niemal dzień po dniu w trakcie trwania fotowyprawy.

 

Toskania wymyślona

Cyprysy, Toskania

Wszyscy wiedzą, jak wygląda Toskania: łagodne wzgórza, na nich pojedyncze cyprysy, urocze wille, gdzieniegdzie malowniczo wije się dróżka. Trzeba się nieźle najeździć i naszukać po Toskanii, żeby w niej taką Toskanię znaleźć. Nawet w Val d’Orcia, gdzie takie scenerie faktycznie występują, znacznie więcej jest innych toskańskich pejzaży: wzgórza porośnięte krzakami i chaotycznymi kępami drzew, wśród których z trudem da się zauważyć cyprysy. Statystycznie tej drugiej Toskanii jest znacznie więcej, ale wszyscy wiedzą, że Toskania wygląda tak, jak na tych zdjęciach. Zdjęcia zresztą nie kłamią – nawet drutów i słupów nie trzeba było klonować. Tyle, że np. na lewo od kępy cyprysów u góry jest już sceneria typu „toskański chaos leśny”.

Cyprysy, Toskania

W przypadku Toskanii geograficzna prawda już dawno przegrała w masowej świadomości z kreacją pracowicie budowaną kiedyś przez malarzy, dziś także przez fotografów. Można tylko współczuć naiwnym, którzy sami przyjadą rozkoszować się idyllą cyprysów i willi, bo sporo się najeżdżą, zanim coś takiego znajdą. Toskania jest wyobrażeniem zbudowanym ze starannie wybranych fragmentów rzeczywistości i cała reszta tej rzeczywistości nie ma nic do gadania. Zresztą, czy tylko Toskania jest wymyślona?

 

P jak panika

Katedra w Sienie, Toskania

Co robi niezbyt pewny swoich umiejętności fotograf, gdy natrafia na trudne warunki (wysoki kontrast, słabe światło czy ruch w kadrze)? Przełącza aparat na tryb P lub w ogóle zostawia aparat fotograficzny, a sięga po smartfona lub tablet. Tak wygląda fotograficzna panika: „sytuacja mnie przerosła, niech jakiś automat zrobi zdjęcie za mnie”. Działa? Nigdy. Zdjęcie ze smartfona może nawet wyglądać nieźle… na smartfonie, ale inne zastosowania obnażają nędzę telefonicznej obróbki. Tryb P czy inne full auto nie wymyśli nic mądrzejszego niż fotograf, jeśli tylko się on chwilę zastanowi. Co więcej, aparat nie ma pojęcia jaki czas z ręki fotograf jest w stanie utrzymać ani na ile w danym ujęciu istotne jest dla niego zachowanie świateł, a na ile ratowanie cieni. A przecież remedium na problemy ze słabym światłem jest proste: podnoś ISO i otwieraj przysłonę na tyle, na ile to konieczne, poszukaj podparcia, a jeśli jeszcze wyzwaniem jest wysoki kontrast, to włącz bracketing i sprawdzaj histogram kolejnych zdjęć. Panika nigdy nie jest rozwiązaniem, tryb P(aniki) – także nie.

U góry zdjęcie z katedry w Sienie, którego się nie zrobi w trybie P: składanka HDR z 6 ujęć zrobionych co 2 EV przy ISO 6400, z ręki (opartej o barierkę).

 

Powroty do Toskanii

Kapliczka z cyprysami, Toskania

Na kolejnych fotowyprawach do Toskanii jesteśmy pytani, czy nam się nie nudzi kolejny pobyt w Toskanii i czy w ogóle jeszcze robimy jakieś zdjęcia. No więc: nie nudzimy się i nadal robimy zdjęcia, nawet całkiem sporo. Toskania jest piękna nawet oglądana regularnie dwa razy do roku. Owszem, nie ma już tego pierwszego wrażenia, które jest najbardziej emocjonalne. Ale totalny zachwyt niekoniecznie pomaga w fotografowaniu: gdy podoba się wszystko (jedzenie i pyszną kawę wliczając), trudniej zbudować kompozycje, które się obronią także bez smaku pizzy zjadanej na schodach katedry w San Gimignano czy kawy w Pitigliano. Każda kolejna sesja fotograficzna w tym samym miejscu jest inna niż poprzednie: najpierw się robi najbardziej oczywiste kadry, później jest czas i odrobina dystansu, aby sobie poszukać nieco innych obrazów. Toskania może się nie zmienia, ale z pewnością zmienia się nasze spojrzenie.

Val d'Orcia, Toskania

Fajnie się wraca do znanej architektury (Biblioteka Piccolominich w katedrze w Sienie poniżej), ale w przypadku pejzaży to nie są powroty. Każda poranna czy wieczorna sesja to inne światło, czyli inne możliwości – nawet jeśli w tych samych miejscach stawialiśmy już statywy kilkukrotnie. O ile w miasteczkach przy piątej i szóstej fotowyprawie fotografowaliśmy faktycznie niedużo (co nie znaczy jednak, że nie robiliśmy zdjęć wcale!), to z porannych i wieczornych plenerów nadal przywozimy sporo zdobyczy. Nie bez wpływu jest też fakt, że plenery wymieniamy: z dobrych na jeszcze lepsze. Oba zdjęcia pejzażowe z miejscówki, na której po raz pierwszy byliśmy przy tegorocznej jesiennej fotowyprawie. Owszem, ten wiosenny krajobraz został zrobiony parę dni temu – jak widać, toskańską wiosnę można mieć nawet jesienią. Miejscówka jest bardzo fajna, więc z pewnością będzie w programie obu przyszłorocznych Toskanii – zarówno wiosennej, jak i jesiennej, na które można się już zapisywać w Horyzontach. My już się cieszymy na fotografowanie na siódmej i ósmej toskańskiej fotowyprawie. Serio, serio.

Biblioteka Piccolominich w katedrze w Sienie

 

I jeszcze grupowe zdjęcie uczestników fotowyprawy wspólnie z cyprysami i kapliczką w tle.

Uczestnicy fotowyprawy Toskania jesień 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *