Zaproszenie do świata Almohadów

Zapraszamy na naszą pierwszą fotowyprawę – podróż, której celem jest fotografowanie. Nie fotografowanie przy okazji, w biegu, gdy znajdzie się chwilę czasu. Jedziemy, aby fotografować.

A dokąd? Do bajkowej krainy Berberów – najbardziej malowniczych regionów Maroka. Widzieliście je nieraz – na fotografiach zawodowców i w hollywoodzkich filmach. Teraz możecie sami zmierzyć się z egzotyką, pięknem monumentalnym lub ulotnym, motywami znanymi i tymi, które same odkryjecie. Bez naganiaczy, przewodników, którym się zawsze spieszy i zawsze są spóźnieni. Bez obowiązkowych wizyt w fabrykach dywanów i innego naciągactwa. Także bez ludzi, dla których 5 minut w jednym miejscu to o 4 minuty za dużo. Bez ludzi, dla których podwieczorek jest ważniejszy od dobrego światła, a najlepszą pamiątką z wyjazdu – pocztówka kupiona na targowisku. Za to ze mną, z Ewą, Sławkiem Adamczakiem (przewodnikiem i znawcą Maroka) oraz innymi maniakami fotografowania.

Kiedy? Na początku listopada, gdy temperatury w Maroku zbliżone są do tych, które możemy spotkać w Polsce w letnie dni, a nie tych, które występują w piekarniku.

Więcej informacji oraz program fotowyprawy można znaleźć na górze bloga w menu Warsztaty.

Zdjęcie powyżej moje, ale z Omanu, natomiast zdjęcia w programie fotowyprawy są autorstwa Sławka Adamczaka – i nie tylko naprawdę z Maroka, ale nawet z regionów, które odwiedzimy.

Odwiedzimy razem?

  1. Obawiam się, że albo nowy obiektyw albo to. Raczej obiektyw 🙁
    Szalejecie :-)))))))
    Ale jestem niesamowicie ciekawa zdjęć jakie zrobicie 🙂 No i ten … tego … zazdroszczę!

      1. Może zacznijmy od tego, że zdjęcia trzeba mieć czym robić, a na razie brak w torbie przyzwoitego szerokiego kąta (28-70 na APS-C raczej trudno nazwać szerokim kątem), a jechać szmat drogi i stwierdzić, że tego, tamtego i jeszcze innego ujęcia z braku odpowiedniego “szkła” nie da się wykonać, to… sam rozumiesz 🙂 Pomijając kwestię sprzętową i jeszcze parę innych spraw, nie jestem chyba aż taką miłośniczką fotografowania pejzaży (bo cudze zdjęcia krajobrazowe lubię oglądać).
        Jak mi jest ciężko wyrwać się na weekend do Stolicy czy Wrocka, to cóż dopiero takie Maroko:)

        1. Po pierwsze, ta fotowyprawa to nie tylko pejzaże, ale również architektura, reportaż uliczny i portrety. Ale nie obiecuję, że tam jakieś owady będą. Pewnie będą, bo wszędzie są, ale nie będę ich wyszukiwał 🙂
          Po drugie, naprawdę nie są niezbędne ultraszerokie obiektywy. Niektórzy ich używają, inni nie. Właściwie moda na ultrakrótkie ogniskowe w pejzażu to nowinka z ostatnich dekad – dla wielkiego formatu do dzisiaj nie ma nic naprawdę szerokiego, a klasyczny sprzęt pejzażystów to właśnie wielki format…

  2. Robali nie będziecie musieli szukac .. one was znajdą pierwsze:)) Imiennik ma racje, pewnie ze sprzet:p czekam na żóltego Kurka..

      1. Ty nie bądź taki dowcipny;P Chociaż Dominik nas (Kaśkę i mnie) rozumie;) Obiektyw ultra szerokokątny potrzebny mi jest do architektury i wnętrz. Do krajobrazu wystarcza mi 28-70 i 70-200 na APS-C. Autoportret na 10-20? A potem co? Chyba pętla na szyję po zobaczeniu tegoż autoportretu:P Zresztą im dłużej myślę, tym częściej, niż na Sigmę 10-20, wybór pada na 9-18 z jakimś bezlusterkowcem. Jakimś, bo ten G1 już nie jest takim pewniakiem jak kiedyś. Olek PEN raczej nie (chyba, że E-PL2 stanieje do magicznej granicy 1000 PLN), ale Panasonic GF1 jest mocno prawdopodobny (widziałam już za 849 PLN na allegro – używany oczywiście, ale ja zawsze kupuję używany /nie mylić z zużytym:P/ sprzęt foto). Tracę w porównaniu z Sigmą 2 mm z pola widzenia, ale zyskuję wygodę niezmieniania obiektywu z 28-70 na 10-20. Co do robali, to zgadzam się z yehoodem – jakoś tak jest, że znajdują się same wcale nie szukane, a czasem wręcz nie proszone:P (co ja się mam z muchami podczas fotografowania ważek, to tylko ja i Pan Bóg raczy wiedzieć – raz mało mnie nie zjadły;) ).

  3. Poważna sprawa: wyprawa fotograficzna! Jak to wygląda w praktyce, w szczegółach? Najlepiej samemu pojechać i zobaczyć! A filozoficzna kwestia: wyjazd czy nowy obiektyw, jest trudno rozstrzygalna. Ja optuję za wersją “wyjazd”. Obiektyw rzecz nabyta, ukraść mogą, może pacnąć o beton :\ a wspomnienia i dobre zdjęcia zostaną do końca naszego żywota 🙂

  4. wspomnienia.. hm. ten tego co to ja chcialem?.. aaa! już sobie przypomniałem, wspomnienia też można zgubic:))

  5. Yehood, złe wspomnienia tak… Ale dobre? po co je gubić! Poza tym zostają zdjęcia zapisane na trzech różnych nośnikach i pochowane w trzech różnych miejscach. No i zostają zdjęcia w galerii DFV… 😉

  6. A jakby mi tak strzeliło do głowy sprzedać aparat po to, żeby pojechać do Maroka z pożyczonym kompaktem? Jak napisał Strzelec – wspomnienia i zdjęcia pozostaną do końca życia. Tak, bo to byłaby podróż życia! Właściwie, to po niej można już nigdy nie robić zdjęć… brzmi kusząco!

    1. Jak się zdecydujesz, to daj znać – pożyczę ci nieodpłatnie mojego Canona G3. Ma RAWy, PASM, wbudowany celownik optyczny i filtr szary, ruchomy wyświetlacz, obiektyw f/2-3. Mógłby mieć nieco większą niż 4 mpx rozdzielczość i szerszy niż 35 mm (ekw. dla FF) obiektyw. Sama go jeszcze czasem używam jako uzupełnienia lustrzanki z 70-200. Głównie do krajobrazu i architektury.

      1. Wielkie dzięki, ale na wypady krajobrazowe mogę pożyczyć Panasa LX-5. Ma jasny, szeroki, stabilizowany obiektyw i nowoczesną matrycę z używalnym wysokim iso. To chyba najlepsze rozwiązanie.
        Ale dzięki i pozdrawiam 🙂

  7. No, Panasonic LX5, to zupełnie inna bajka. Wcale ci się nie dziwię. Też o nim (a jeszcze bardziej o jego starszym bracie LX3) myślałam zanim jeszcze poznałam bezlusterkowce. Teraz żaden kompakt nie ma u mnie szans. Jeśli kupię coś w miejsce G3, to tylko bezlusterkowca.

  8. Nie wiem czy kwestia sprzętu jest taka ważna. Przecież w informacji o tej wyprawie do Maroka nie ma ani jednego słowa. Głównie chodzi o “zaangażowanych zapaleńcach”, którzy wiedzą poco jadą i w jakim celu, przecież jest to FOTOWPYPRAWA.

    Pozdrawiam

  9. Z pewnością podstawowym warunkiem, do zrobienia zdjęć na fotowyprawie, to – być tam 🙂 Drugim, mniej istotnym, ale nadal ważnym warunkiem, jest – mieć aparat. Jaki – kwestia drugorzędna. Chyba nawet bardziej drugorzędna niż inny warunek – mieć statyw. Być tam, mieć aparat i statyw – to już gwarancja, że przywiezie się co najmniej połowę z tych zdjęć, które będzie się chciało zrobić. Dokładając kolejne gadżety zwiększamy szanse na uchwycenie pewnych kadrów (choć na inne kadry nie wpływamy zupełnie). Krótki ranking najbardziej przydatnych, moim zdaniem, klamorów na fotowyprawę (poza wymienionymi wyżej), w kolejności od najważniejszych:
    – zapas baterii/akumulatorów, które starczą na minimum cały dzień intensywnego pstrykania, a najlepiej na dwa dni.
    – zapas kart pamięci wystarczający na cały wyjazd
    – filtr polaryzacyjny (albo filtry, jeśli mamy kilka obiektywów o różnych średnicach)
    – zakres ogniskowych od 16 mm do 300 mm (odpowiedniki dla pełnej klatki), niekoniecznie jasne
    – wężyk lub pilot pozwalający na dłuższe ekspozycje niż 30 sekund
    – jasna stałka do reportażu w słabym świetle na ulicach i bazarach Marakeszu
    – filtry połówkowe szare na wschody i zachody słońca na pustyni
    – lampa błyskowa (do portretów w środku dnia i nie tylko 🙂
    – i inne gadżety, które poprawią nasze samopoczucie i sprawią, że będziemy się czuli pewnie i dobrze przygotowani na różne sytuacje 🙂

    1. A co sądzisz o moich rozterkach:

      1. Sprzedać aparat, pojechać do Maroka z pożyczonym kompaktem i potem zakończyć zabawę z fotografią.

      czy

      2. Nic nie sprzedawać, nie pojechać w podróż życia do Maroka i dalej bawić się fotografią (dopóki sprzętu nie ukradną).

      1. Wzrokowiec, chyba to błędne założenia bo w:
        1. dlaczego wpisałeś zakończenie zabawy z fotografią, można np. sprzedażą dobrych zdjęć na pożyczonym sprzęcie zarobić na sprzęt własny i kontynuować zabawę.
        2. można też nie pojechać, nie sprzedawać i zakończyć zabawę w foto. Czyż nie?
        Podoba mi się punkt widzenia Piotra: żeby zrobić zdjęcia trzeba tam być, mniej istotne jest mieć aparat (!)

      2. Niestety zupełnie nie wierzę w opcje, które podałeś Strzelcu 🙂
        Mógłbym do nich dorzucić coś równie nieprawdopodobnego:
        3. jadę do Maroka, na pustyni spotykam kosmitów z Jowisza, którzy mówią, że jestem ich zaginionym dzieckiem i zabierają do domu 😉

      3. Hm, wydają mi się nieco dziwne. Jakoś nie bardzo widzę, żeby fotowyprawa zakończyła przygodę z fotografią. To musiałaby być bardzo nieudana fotowyprawa 🙂 Natomiast sprzedawanie przedmiotów potrzebnych do uprawiania hobby po to, żeby uprawiać to hobby, jest trochę pokręcone.

  10. A całkiem serio to Sławek (nasz przewodnik i obieżyświat) twierdzi, że Maroko to jedyny znany mu kraj, w którym kobieta może wejść sama w ciemny zaułek i wyjść w takim stanie, w jakim weszła.
    Co nie znaczy, że byśmy Cię puścili samą robić jakieś rozpoznanie ciemnych zaułków 😉

    1. Ka_tula zdecydowanie wraca do Polski (jeśli pojedzie). Opłaty celne i sanitarne za wwóz do Polski wielbłądów są stanowczo za wysokie.

        1. Praga na razie nieaktualna. Nie damy rady zrobić dwóch dużych wyjazdów tak blisko. Może na zimę się odważymy (poprzednio było zimą i mieliśmy szczęście mieć fantastyczną pogodę jak na luty).

  11. No dobra. To jaką najmniejszą kwotę trzeba zebrać, żeby tam pojechać i przeżyć?
    Te 5 tysięcy zł wystarczy, czy picie i prowiant na pustynię trzeba będzie kupować sobie samemu?

    1. Podana kwota wystarczy – na jedzenie i picie na pustyni również 🙂
      Może natomiast nie starczyć na fotografowanie 😉 – tzn. nie obejmuje napiwków, a tam miejscowi za fotografowanie ich oczekują zapłaty, więc jeśli zechcesz jakiegoś poskramiacza węży w Marakeszu fotografować, to negocjujesz z nim cenę. Negocjowanie będzie stanowiło część zabawy, choć mamy świadomość, że to jakby próbować ograć Kanadyjczyka w hokeja. Bakszyszu za fotografowanie nie żądają natomiast krajobrazy i budynki 🙂

      1. Według mnie 6000 to minimum.
        Z tego co czytałam to wodę najlepiej pić butelkowaną (nie wiem czy jest przewidziana w wyżywieniu) więc to będzie trzeba sobie kupować. “Bakszysze” w jakiej walucie? i jakie to kwoty zwykle? 🙂
        Jak czytałam to szczepienia nie są wymagana ale ogniska cholery bywają w tym kraju. Służba zdrowia gdy coś się stanie – płatna. Jakiś prezent też trzeba by bliskim przywieźć 🙂

        1. Kwota dolarów, którą się zabiera ze sobą, powinna wystarczyć na jedzenie i picie – no chyba że ktoś ma naprawdę nieprzeciętny apetyt. Na pustyni wszystko dają – nie trzeba mieć niczego ze sobą. Będzie mineralna w zamkniętej butelce, sałatka (można ją jeść) i prawdopodobnie tadżin, czyli podstawa kuchni marokańskiej (w zasadzie zawsze bezpieczny, bo gotuje się długie godziny).
          Opłaty za pozowanie zależą od zdolności negocjacyjnych 🙂 I od tego, ilu miejscowych chce się sfotografować 🙂
          Co do przywozu – to planujemy przywieźć zdjęcia. A jakby ktoś chciał na pamiątkę przywieźć wielbłąda, to 6000 zł raczej mu nie starczy 🙂

  12. Małe sprostowanie – 6000 zł na przeciętnego wielbłąda powinno wystarczyć:))
    Teraz o ubezpieczeniu:
    W ramach ceny wyprawy Fundacja zapewnia Uczestnikom ubezpieczenie kosztów leczenia za granicą (do 20.000 euro), następstw nieszczęśliwych wypadków (do 30.000 zł) oraz bagażu (do 1.000 zł). Polisa wystawiona jest przez Signal Iduna Polska Towarzystwo Ubezpieczeń S.A. z siedzibą w Warszawie przy ul. Jasnej 14/16a. Ta informacja jest zawarta w umowie- zgłoszeniu.
    Jeśli ktoś chce poczytać, mogę przesłać szczegółowe warunki ubezpieczenia.

  13. A po co mi nowy obiektyw 😛 Używam 18-200 i dwóch innych dodatkowo i w razie czego. Zdjęć nie sprzedaję, a taka podróż. Ehh… akurat pożyczki nie dostanę i żona mnie nie puści, nie wiem co gorsze. Pojechałbym nawet jakbym miał stracić jeden z moich obiektywów 😛 (byle nie puszkę 😉

  14. Witam,
    jeżeli jeszcze ktoś nie wie, to lekko zmienił się termin wyprawy. Wylatujemy z Warszawy 4 listopada o 15.30, a wracamy 12 listopada o 14.45.

  15. No i byłem na MTT Warsaw! Maroko jak w supermarkecie, więc nie wystarczy być na targach – trzeba jechać do Afryki 🙂 Daktyle i baklawe jadłem, kilo folderów wziąłem, a miły pan w doniczce na głowie był uprzejmy mi napisać “strzelec” po arabsku.
    Fajne na targach były spotkania z podróżnikami pod ogólnym tytułem “jak tanio podróżować po świecie” oraz występy zespołów: profesjonalne zespoły, nie żadne koła gospodyń wiejskich 😉 Świetne tematy na foto dla przyjemności. Zagadywałem nawet nielicznych fotoamatorów przy scenie, ale to nie byli nasi z forum DFV.
    Pobyt na targach to jednak przygotowanie mentalne do fotowyprawy!

  16. No! Nieledwie, bo miesiąc pozostał do wyjazdu, a tu cisza :-/ Na forum DFV nie ma co za bardzo zaprzątać uwagi forumowiczów, ale tu u naszych cicerone fotograficznych chyba można. Na razie dobra wiadomość i bonus: do atrakcji w programie doszły wodospady d`Ouzoud, największe w płn Afryce, ponad 100 m. Przydadzą się umiejętności nabyte na warsztatach w Szklarskiej 🙂
    Pani Ewa z Fundacji M.Kamińskiego wspominała coś o przygotowywanym pakiecie dokładnych info dla uczestników, więc na razie nie poruszam innych tematów.
    Coś z kręgów DFV mało uczestnikó, ujawniło się z pięciu… Czyżby reszta czytała wyłącznie DC 😉

    1. Ja to już się zaczynam stresować 🙂 Zwłaszcza, że w październiku mam ślub kolegi (zgadnijcie kto będzie robił zdjęcia…), a zaraz po tym Rzym. Koniec września, a ja jeszcze nie gotowy. Ciągle mam wrażenie, że czegoś nie mam i coś powinienem kupić co mi się w Maroku przyda…
      Piotrze, mam pytanie o twój gps logger. Zamierzasz codziennie zgrywać dane czy masz zamiar włączać go tylko “gdy potrzeba”? Bo pamięć 100tyś sekund to trochę za mało chyba na tydzień wyprawy.

      1. Włączę na początku sesji, wyłączę na przejazdy czy na noc. Chyba że zapomnę 🙂 Komputera nie biorę, więc zgram i roześlę po powrocie.
        I nie stresuj się tyle, tylko sprawdź, czy masz aktualny paszport 🙂

  17. W drodze powrotnej mamy długą przerwę w Lizbonie. Może uda się wyskoczyć na jakiś nocny spacer po mieście połączony z fotografowaniem z ISO 1600 (bo statywy będą w głównym bagażu). Chyba, że wszyscy już będą mieli zapchane karty pamięci:)
    Pomysłów na nowe wyprawy jest sporo, ale to na razie pieśń bardzo dalekiej przyszłości…

    1. Lisbon Story … jestem na tak! 😀 Wysokie ISO i VR!
      Pomysły są na wyprawy w ogóle czy na fotowyprawy? To ważna różnica.

    2. Co do tej Lizbony to również jestem na Tak! Tylko trzeba sobie dokupić dodatkowe karty pamięci 🙂 A swoją drogą to lecąc tranzytem można opuścić lotnisko? Nawet jak to jest kraj UE? Wydawało mi się, że nie wolno, bo ktoś może nadać bagaż, “uciec” podczas przesiadki i odpalić bombę w swoim bagażu…

  18. Pomysły są i na wyprawy i na fotowyprawy:) Ale na razie koncentrujemy się na Maroku.
    Z tą bombą to chyba nie tak źle – myślę że bagaże są dostatecznie prześwietlane. Mam nadzieję, że nas wypuszczą.
    Zdjęcia z wysokim ISO i VR jak ktoś ma VR. Ja nie mam, więc będę musiał być jak Old Surehand:)

  19. Ale, ale… niedługo wyprawa, a na Szturchańcu błędne daty podane… Powinno być: 4 – 12 listopada, na stronach fundacji także plączą się w zeznaniach! A po co to piszę jak już jest komplet? A tak kontaktowo piszę…
    Pozdro dla uczestników! 🙂

  20. Wiemy już gdzie spędzimy dwie pierwsze noce. To riad (hotel przerobiony z tradycyjnej rezydencji) Bahia Salam.
    Miejsce wygląda nastrojowo i pewnie stanie się pierwszym plenerem fotograficznym. Ceny są tu wysokie jak na Maroko, ale dzięki kilkutygodniowej bitwie negocjacyjnej dla nas są znacznie niższe:) Jako ciekawostkę mogę podać, że facet, z którym negocjowałem, ma na imię Osama:)
    Oprócz hotelu jest tu też spa, więc można skorzystać jak będą wolne miejsca (też pewnie uda się ugrać jakąś zniżkę).

    1. Polecam obejrzenie galerii zdjęć hotelu. I zapewniam, że żadne prośby uczestników nie skłonią nas do tego, aby przedłużać pobyt w hotelu 🙂 Fotografować hotel można zamiast spania albo śniadania :))

      1. No nie wiem, nie wiem… czy będziemy mieli głowę do fotografowania w tym hotelu, Te małżeńskie łoża w pokojach mogą być przeszkodą! 😉
        Hotel wygląda luksusowo i jeszcze to SPA. Widać, że Sławek ma niezłe znajomości w Marakeszu. A ja się nastawiłem na tramping!

  21. Jeszcze informacja o pozostałych noclegach. W Ouarzazate prawdopodobnie będziemy spać w hotelu Amlal (www.hotelamlal.com), w kanionie Todra w hotelu Kasbah Taborihte (www.kasbahtaborihte.com) a na pustyni – na tym biwaku
    ).

  22. Zdjęcia z Maroka pooglądałem, ale generalnie mam niedosyt, bo są tylko w Internecie. Dlatego pomyślałem o trwałej formie naszych peregrynacji: album. Koncepcję rozszerzyłem trochę na forum DFV w wątku o Maroko: http://www.dfv.pl/forum/viewtopic.php?pid=109835#p109835 Wcześniej pomysł rzuciłem w korespondencji do Piotra (nie odrzuciłeś pomysłu od razu, więc rozumiem, że myślisz Piotrze, bo “zagwozdkę”wrzuciłem? :-))
    Ma to sens? Chciałoby się nam?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr