Kierunek: Etiopia!

Celem naszej następnej (znaczy: drugiej 🙂 ) fotowyprawy będzie Etiopia. Wybieramy się do kraju fantastycznych pejzaży, jednej z najstarszych cywilizacji, egzotycznej przyrody i mieszkających tam ludzi, którzy przeważnie nie mają nic przeciwko byciu fotografowanym. Za jednym wyjazdem odwiedzimy Tybet Afryki, Camelot Czarnego Lądu i biblijny Eden!

Zdjęcie powyżej z fotowyprawy do Maroka, natomiast zdjęcia z Etiopii w zaproszeniu na fotowyprawę na górze w menu Warsztaty. Fotografie autorstwa Sławka Adamczaka, który zrobił dla nas rozpoznanie bojem w marcu, a nie wahał się nawet stanąć oko w oko z dżeladą 😉

Zapraszamy!

Co jest cięższe od tramwaju
Magiczny lot nielota

9 komentarzy

  1. yehood

    a ile ta frajda ma kosztować? ja wiem ze się czepiam i wiem ze fotografia to drogie hobby.. ot już zazdroszczę uczestnikom:))

    • Piotr

      Napisaliśmy, ale wiem, że długie… 🙂 Na razie wygląda, że 8600 i może tylko stanieć. Ponad 1/3 ceny to jest samolot – jeśli uda się trafić promocję, to będzie taniej. Im wcześniej ktoś się zapisze, tym większa szansa, że dla niego uda się trafić bilet w promocji.

  2. yehood

    po prawdzie to foty oglądałem:p tekst nieco pobieżnie przeczytawszy.. zwłąszcza że mój wzrok nie rejestruje kwot z dużą liczbą zer (no chyba że po przecinku:)

  3. Chyba tylko pozostaje zazdrościć tym co pojadą 🙂

  4. Sławek

    Stanięcie oko w oko z dżeladą to żaden wyczyn;) Jak widzą gościa z aparatem to traktują go jako nieszkodliwego dziwaka i prawie zupełnie ignorują. Co innego, jakby podeszło się z kamieniem…

  5. __Marek__

    Zazdroszczę wszystkim którzy do Etiopii pojadą (niezależnie od celu wizyty).
    Byłem tam przez pół roku w 1989r. i do dzisiaj uważam (a lat minęło już trochę…), że jest to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Gdybym miał tylko takie możliwości przeniósł bym się tam na stałe.
    Pora roku, w której planowany jest wyjazd też należy do przepięknych.
    Wg mnie ten kraj to najprawdziwszy raj na ziemi, nie tylko z powodu urzekającej przyrody (na krawędzi wygasłego wulkanu, “z ręki” karmiłem nadlatujące orły, a w dole, wewnątrz krateru, pośrodku jeziora, na małej wysepce jaśniała koptyjska świątynia – ot taki przykład), ale też ikonowo pięknych kobiet i niezwykle sympatycznej pozostałej części tambylców :-).
    Tak mnie ten pomysł z wyprawą poruszył, że zaraz wyciągam rzutnik i zaczynam przeglądanie setek slajdów, które stamtąd, dawno temu przywiozłem.

    • Ewa

      Och jej… aż sama się nie mogę doczekać po takiej reklamie 🙂 To znaczy, oczywiście, wiedzieliśmy, że tam jest fajnie, inaczej byśmy nie planowali fotowyprawy. Ale miło przeczytać tak pozytywne wrażenia kogoś niezależnego.
      Jeśli mogę spytać: Co tam robiłeś przez pół roku? To chyba nie był wyjazd typowo turystyczny?

  6. __Marek__

    Pracowałem dla organizacji humanitarnej. Był to akurat czas kiedy przy władzy był Hajle Marjam Mengystu, człowiek który zlecił (lub własnoręcznie dokonał) zabójstwo swego poprzednika Cesarza Haile Selassie I, Zwycięskiego Lwa Plemienia Judy, Wybrańca Bożego, Króla Królów Etiopii.
    Rządziło wojsko, obowiązywała godzina policyjna, ale dla “farengi” – obcokrajowców zawsze robiono wyjątki (pamiętam jak grubo po 22 zatrzymano nas w drodze na Wigilię, żołnierz tylko zaglądnął do wnętrza samochodu i na tym skończyła się “niebezpieczna” przygoda).
    Cudowny kraj! Koptyjscy mnisi przesiadujący i zbierający przy drodze datki na swoje mini świątynie, zapach oregano na przełęczy w okolicy Debre Berhan (nazywano to miejsce Passo Mussolini – Włosi okupowali ten kraj, ale budowali masę dróg), pawiany wychowujące swoje młode w niedostępnych górach (znalazłem nawet taki przykład http://www.youtube.com/watch?v=pvbkeXjbrw0&feature=related)…
    Bieda, owszem była zauważalna na ulicach i poza miastami, ale miałem wrażenie, że była ona z wyboru. Uprawiano i hodowano na tyle by przeżyć i nasza pomoc, edukacja niewiele mogła zmienić. Ech, wspomnienia…
    Jeszcze tamtejsza kuchnia, niebo w gębie. Tam nauczyłem się jeść bardzo ostre potrawy, jagnięcinę, ich chleb tzw. teff, a kawa, no to po prostu osobny rozdział (popróbujcie takiej, którą zaparzą w tradycyjny sposób – koniecznie).
    Oj, niedobrze, jak jeszcze chwilę powspominam to boję się, że sprzedam nerkę żeby z Wami wyruszyć w taką podróż!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *