Fotowyprawa do Gruzji: wieczór w Tbilisi

Tbilisi, fotowyprawa do Gruzji, nocne miasto, podświetlone kamieniczki

Trzecia fotowyprawa do Gruzji rozpoczęta, dotarliśmy do Tbilisi i zostało nam trochę czasu na wieczorną sesję.

Zanim jednak wyciągnęliśmy z plecaków aparaty fotograficzne, a z toreb i walizek statywy, odbyliśmy długą podróż. Spotkanie o 4 rano na lotnisku w Warszawie, rytuał odpraw, kontroli bezpieczeństwa i wędrówki przez terminal lotniska im. Chopina, później przelot do Kijowa, tam akurat tyle czasu na przesiadkę, żeby zjeść śniadanie, i wreszcie samolot do Tbilisi. Może dlatego, że przeloty w dużej części przespałem (na fotowyprawach trzeba spać, gdy tylko jest okazja), ale mam wrażenie, że przejazd przez zakorkowane Tbilisi do hotelu trwał dłużej niż przelot.

Tbilisi dojrzewa

W stolicy Gruzji jesteśmy trzeci raz na przestrzeni kilku lat i za każdym razem wygląda ona inaczej. Staje się coraz bardziej europejska, dojrzała, zagospodarowana. Owszem, urocza XIX-wieczna zabudowa starówki jest i ma się świetnie. Owszem, mury i fortyfikacje miejskie są odnowione i wieczorem pięknie podświetlone, więc Tbilisi nie traci nic ze swojego historycznego uroku. Jednocześnie jednak przybywa nowoczesnych wieżowców, wiele z nich jest projektowanych z rozmachem i fantazją. Coraz mniej w centrum straszy ruin, ruder, placów budowy i nieoświetlonych przejść. Wieczorem też miasto jest bardziej gwarne, żywe, przywodzi na myśl bardziej klimat śródziemnomorski niż byłą republikę radziecką.

Łaźnie w Tbilisi, ceglane kopuły, historyczne centrum, fotowyprawa do Gruzji

Jutro żegnamy Gruzję

O poranku ruszamy do Erewania, a najbliższe dni to fotograficzna eksploracja Armenii. Do Gruzji wrócimy, wrócimy też na sam koniec fotowyprawy do Tbilisi, a wówczas będzie więcej czasu na fotograficzne spotkanie z miastem.

Mężczyzna ze smartfonem, łaźnie w Tbilisi, warsztaty fotograficzne Gruzja

Wszystkie zdjęcia zrobione w okolicy historycznych łaźni, położonych na gorących źródłach, które zgodnie z legendą były powodem założenia Tbilisi. U góry charakterystyczna zabudowa gruzińska z drewnianymi balkonikami, sfotografowana podczas błękitnej godziny (która tutaj trwa jakieś 20 minut). Niżej same łaźnie, których kopuły są punktem spotkań. Choć nie mamy pewności, czy wszystkie spotkania dochodzą do skutku… 😉

Armenia: nie ma jak porządna granica
Pełnoklatkowy Canon R kontra reszta świata

2 komentarze

  1. Adam Borzęcki

    Piotrze: ERYWAŃ. Po długiej podróży wszystko jest możliwe. I samo wskakuje “radio Erewań”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *