Armenia: poranek z widokiem na Ararat

Zvartnost, ruiny katedry, Ararat o wschodzie słońca, fotowyprawa do Armenii

Są rzeczy, których nigdy w Armenii nie robiono, dopóki my tam nie przyjechaliśmy. Fotowyprawa do Armenii to nie tylko nowe doświadczenie dla nas, ale też dla Ormian, którym zdarzyło się trafić na bandę fotowariatów.

Wschód słońca w Zvartnost

Na przedmieściach stolicy Armenii leżą ruiny wczesnochrześcijańskiej katedry. Ruiny są bardzo szacowne i zasłużone, a udostępnione do zwiedzania w normalnych godzinach otwarcia wszystkich muzeów. Ponieważ jednak przy odrobinie szczęścia do pogody za ruinami Zvartnost widać górę Ararat, normalne godziny otwarcia nas zdecydowanie nie satysfakcjonowały. W magiczny sposób sprawiliśmy więc, że bramy Zvartnost otwarły się przed nami przed godziną szóstą rano. Dzięki temu nie tylko mogliśmy fotografować podświetlony wschodzącym słońcem Ararat z ruinami katedry na pierwszym planie, ale też mieliśmy ten zabytek tylko dla siebie. Co zresztą uczestnicy fotowyprawy w pełni wykorzystali. 🙂

Zvartnost, warsztaty fotograficzne w Armenii

I byliśmy pierwszą grupą, która fotografowała Zvartnost o wschodzie słońca!

Symfonia Kamieni

Nie mniej ciekawa była dalsza część dnia. Po śniadaniu pojechaliśmy do niezwykłych wulkanicznych formacji skalnych, które noszą nazwę Symfonia Kamieni. Dojazd tam był nieco skomplikowany, bo dokąd dał radę dojechać nasz autobus, dotąd dojechał, a później zostaliśmy przesadzeni na… skrzynię ciężarówki. Dalsza część podróży do Symfonii Kamieni przebiegała wśród okrzyków: „Uwaga, gałęzie!” i „Lewa strona głowy w dół!”. Szczęśliwie wszyscy wykazali się odpowiednią zręcznością i refleksem i w komplecie dojechaliśmy do bazaltowych formacji.

Symfonia Kamieni, bazaltowe kolumny, fotowyprawa Armenia

Jeszcze niedawno powiedziałbym, że bazalty to się fotografuje na Islandii, ale fantastycznie powyginane, miejscami podcięte bazaltowe kolumny Symfonii Kamieni przebijają nawet to, co można zobaczyć na islandzkiej plaży Reynisfjara. Co więcej, te kamienne formacje ciągną się przez co najmniej kilkaset metrów, formując najróżniejsze układy i formy. Fotograficznie było tam co robić!

To był długi dzień

Zdążyliśmy jeszcze urządzić sesję w klasztorze Geghard, zjeść obiad w restauracji z widokiem na pięknie zachowaną klasyczną świątynię w Garni, a na koniec dnia fotografować plener wokół twierdzy Amberd. Góra Ararat miała szansę pokazać nam się ponownie podczas tej wieczornej sesji, ale zamiast tego mieliśmy dramatyczne niebo i widok na niedaleką burzę.

Armenia: od Araratu po Stonehenge
Armenia: nie ma jak porządna granica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *