Fotografia jednokopytna

019_5353_b

Co powinny pokazywać fotografie? Możliwe są oczywiście różne odpowiedzi, od filozoficznej („prawdę”) po chłopskorozumową („to co jest na zdjęciu”), ale na pewno nikt nie zaprzeczy, że powinny pokazywać to, co widział fotograf. Może widział oczami duszy, a może tymi bardziej materialnymi, ale jednak: liczy się spojrzenie fotografa.

Co za tym idzie, nie tylko kompozycja, ale też edycja zdjęcia powinna być podporządkowana jego wizji. No, i jak się do tego mają różnego rodzaju „filtry artystyczne” w aparatach, instagramy i cała reszta podobnych wynalazków?

Problemy z nimi są dwa. Jeden to problem pomniejszy: nakładając filtr, czy też ogólniej – dokonując edycji – w aparacie, korzystamy do oceny efektu z ekranika, któremu absolutnie wierzyć nie można. Z ekranika, który w słońcu wydaje się ciemny i niekontrastowy, a w nocy bardzo jasny i wyrazisty. Który być może zaniebieszcza obraz, a może go zaczerwienia, a w dodatku bardzo możliwe że nie pokazuje poprawnie detali, bo dla zyskania czasu wyświetla miniaturę a nie pełne zdjęcie. Na dobrą sprawę nie wiemy jak to co oglądamy ma się do rzeczywistego wyglądu pliku, a aparatowe ekraniki nadają się do wyświetlenia histogramu i ogólnej oceny kompozycji, i niczego ponadto.

Ale to tak naprawdę drobiazg. Istotniejsza jest inna kwestia. Skoro fotografia polega na przekazaniu swojego spojrzenia na świat, to gotowe filtry przeszkadzają w uprawianiu fotografii. Przecież to nie autor zdjęć zdecydował o ich wyglądzie, a jakiś inżynier gdzieś-tam, w dalekiej fabryce Canikona, Sonympusa albo Fuentaxa. Filtry są znormalizowane, jedne dla wszystkich, a do tego działają intensywnie i zawsze jednakowo, tak żeby nikomu nie mogło się wydawać, że na tym zdjęciu nie było filtra. Rezultat? Zdjęcia na jedno kopyto. Niezależnie od tematu, światła, sceny i kadrowania, i tak najpierw widać filtr. A zamysł autora gdzieś zniknął i sprawia wrażenie, że być może w ogóle go nie było.

To samo odnosi się do wbudowanych w aparaty funkcji HDR, wypluwających od razu złożone obrazki. Algorytm nie pomyśli, że należałoby podkreślić to, a przyszarzyć tamto; a nawet jeśli pomyśli o tym autor, to i tak nie ma możliwości przekazania tych przemyśleń aparatowi.

A już najgorzej, że ten sam problem dotyczy też gotowych filtrów w Photoshopie. Deke McClelland napisał kiedyś, że w photoshopowych filtrach nie ma nic złego – pomijając to, że od razu na pierwszy rzut oka wyglądają na filtry z Photoshopa. I dlatego warto nauczyć się samemu ręcznie doprowadzać zdjęcia do pożądanego wyglądu, bo inaczej grozi nam sztampa, jednokopytność i utrata własnego spojrzenia. A wtedy, po co właściwie fotografować?

Droga fotografa
FB: Twoje zdjęcia należą do nas

36 komentarzy

  1. Obawiam się, że masz rację, ale także obawiam się, że z gotowych filtrów oraz ekranów aparatów będzie korzystało coraz więcej ludzi.
    Spójrzmy na to tak – wybór filtru z zestawu przygotowanego przez producenta to też wybór, a może nawet wybór artystyczny.

    • Piotr

      Oczywiście, że coraz więcej ludzi będzie korzystało z filtrów, podobnie jak coraz więcej będzie pstrykało smartfonami. Ale to nie są osoby zainteresowane tworzeniem fotografii, tylko pstrykaniem i wrzucaniem. I dla nich szybki efekt z instagrama czy inna dramatyczna tonacja będzie ok, bo ani nie mają czasu i ochoty na dopracowanie kadru, ani też pewnie nie mają pomysłu, co właściwie i jak chcieliby pokazać.
      A wybór filtra to taki sam wybór artystyczny jak przełączenie kanału pilotem telewizora.

  2. szalas

    dzięki 😉 po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że RAW plus komp plus program to nie jest głupi pomysł 😉

  3. SHARK

    Filtry artystyczne same w sobie nie są złe, pod warunkiem, że używa się ich z głową i wyczuciem estetyki. Nie do każdego kadru każdy filtr pasuje, że o ramce nie wspomnę. I nie do każdego kadru w ogóle jakikolwiek filtr pasuje.

  4. Jarek Zachwieja

    Nie zgodzę się z tym do końca Piotrze. Filtr w aparacie czy PSie to tylko narzędzie i działa tak samo jak każde inne narzędzie. Można go używać świadomie lub nie. A Ty tutaj popełniasz, jakby to powiedział nieżyjący już klasyk “semantyczne nadużycie”.

    Prawda, często działanie filtra jest zautomatyzowane i nie pozwala na kontrolę jego ustawień. Ale korzystający z niego fotograf nie musi być przecież ślepy na wszystko inne, co oferuje mu fotografia. To tak jakbyś powiedział, że ktoś używając obiektywu stałoogniskowego, albo nawet stałoogniskowego ze stałą przysłoną nie może działać kreatywnie. A na takie stwierdzenie się już nie zgodzę i sądzę że większość czytających Ciebie też nie.

    • Piotr

      Nie zgodzę się z tym do końca Piotrze. Filtr w aparacie czy PSie to tylko narzędzie i działa tak samo jak każde inne narzędzie.

      Nie jak każde. Jak duży młot – możesz walnąć mocniej, możesz walnąć słabiej, ale ani nim nic nie przytniesz, ani nie dokręcisz. Do tego, trzymając się analogii – walisz nim na oślep, bo korzystasz do oceny efektu z ekranika LCD, który do oceny czegokolwiek poza kadrem i histogramem się nie nadaje.
      Do tego filtr w PS to może być jedno z narzędzi, które zastosujesz np. miejscowo i zmiksujesz jako warstwę, a w aparacie to stempel, którym walisz i wybijasz taki sam wzór na kolejnych zdjęciach.
      To jest bardziej zaawansowana wersja dostępnych w aparacie suwaczków kontrast/nasycenie/wyostrzenie. Ale to nadal stempel, który na żadne subtelności i niuanse nie pozwala. Co zresztą widać po zdjęciach, gdzie te filtry, włącznie z dramatyczną tonacją, widać z daleka.

      Ale korzystający z niego fotograf nie musi być przecież ślepy na wszystko inne, co oferuje mu fotografia.

      Nie, robi się ślepy tylko na połowę – tę, która zaczyna się po wciśnięciu spustu migawki.

  5. SHARK

    Dokładnie. Są użytkownicy świadomi, mający już jakieś doświadczenie fotograficzne i użytkownicy bezmyślnie podążający za modą okraszający każdy kadr filtrem artystycznym niezależnie od tego, czy pasuje on do danego kadru, czy też nie. Swoją częstotliwość korzystania z filtrów określiłabym jako średnią, ale jak już to robię, to faktem jest, że w 99% jest to filtr o nazwie dramatyczna tonacja. Nie musimy godzić się na przeróbki podyktowane przez aparat. Jeśli po zastosowaniu filtra kadr nam się nie podoba, kasujemy go i robimy po swojemu w edytorze, albo jedynie modyfikujemy (np. zmieniamy temperaturę barwową).

  6. szalas

    z pewnością ślęczenie nad komputerem po to, by uzyskać w obróbce zdjęcia efekt końcowy taki sam, jak przy wykorzystaniu gotowego filtra najmądrzejsze nie jest;)
    Pytanie jednak, czy zawsze chcemy dokładnie taki efekt uzyskać i czy czasem takie gotowce, z racji samego istnienia, nie rozleniwiają i nie skłaniają do kompromisów z samym sobą na zasadzie “uzyskany efekt jest prawie 😉 taki, jaki chciałem, więc jakoś to przeżyję 😉 )

  7. SHARK

    A PS jak rozleniwia – po co porządnie kadrować, jak można przyjść do domu, wrzucić zdjęcie do komputera i wyklonować to wszystko co nam się niechcąco w kadr załapało, albo dosztukować coś, co nam się niechcąco obcięło.

  8. szalas

    i dlatego nie używam PSa 😉

  9. SHARK

    Chwila, moment. Jak ustawiam tryb art, to na wyświetlaczu widzę jak będzie wyglądał świat na zdjęciu po użyciu filtra i wcale nie muszę wciskać palcem przycisku migawki – zmieniam na kółeczku tryb na A i jest cacy 😉

    • Używanie psa czy innego programu nie zwalnia od myślenia przy zwalnianiu migawki. Tak samo jak nie używam trybów fotografowania – (ten zacięty tryb M! ;p) tak nie korzystam z gotowych filtrów ani w aparacie ani w jakimkolwiek programie. To ja chce być autorem zdjęcia – nawet skopanego – a nie program 😀

    • Piotr

      Tak samo widzisz, jak przepalenia, czernie i prawdziwe kolory.

  10. SHARK

    Podczas kadrowania również w trybie ART mam możliwość podglądania histogramu, który mi się wyświetla na wyświetlaczu.

  11. ale histogram nie powie Ci wszystkiego – a ekranik mały.

  12. SHARK

    Ale po wciśnięciu migawki mam jeszcze RAWa i jpga z filtrem mogę skasować jak nie będzie mi pasił na ekranie monitora. Nie zostaję jedynie z przerobionym przez filtr plikiem.

  13. SHARK

    Ale jak mi się to, co zrobił aparat podoba to po co ślęczeć samemu i obrabiać?

  14. SHARK

    Jeśli podoba mi się to, co zrobił aparat, to w tym momencie moja estetyka jest zgodna z estetyką programisty, który napisał program pod filtr.

  15. Piotr

    Właściwie to Jarek miał rację tutaj:
    To tak jakbyś powiedział, że ktoś używając obiektywu stałoogniskowego, albo nawet stałoogniskowego ze stałą przysłoną nie może działać kreatywnie.

    To rzeczywiście jest tak, jakby ktoś robił wszystkie zdjęcia obiektywem 85 mm na f/1.2. Jakkolwiek 85/1.2 daje spektakularny efekt, to wszystkie zdjęcia na jedno kopyto stają się męczący. A teraz jeszcze wyobraźmy sobie, że mnóstwo ludzi robi wyłącznie 85 mm na f/1.2. Zaiste dramatyczny efekt. 🙂

  16. SHARK

    A używając konkretnego rybiego oka godzicie się, że obiektyw będzie za Was decydował jak chce zakrzywiać linie.
    Ka_tula – żeby uzyskać efekt jaki daje mi filtr dramatyczna tonacja, musiałbym kupić program do HDRów. Z lightroomem nie uzyskam takiego efektu, więc używając filtra oszczędzam na programie. Efektu, jaki uzyskuję z filtrem zmiękczenie ostrości, również nie osiągnę używając lightrooma. Gdzie lightroom nie może tam filtr posyłam – parafrazując znane powiedzenie.

  17. 1. – bzdura – rybka nigdy nie krzywi tak samo 😀

    2. – bzdura – są darmowe programy jak np gimp gdzie podobny efekt uzyskasz.

    • Piotr

      Obie panie mają rację. 🙂
      Minimalna zmiana pozycji aparatu z rybim okiem daje zupełnie inne krzywizny. Milimetr w jedną lub drugą, pół stopnia obrotu i są zupełnie różne zakręty geometrii i różne kadry.
      Natomiast owszem, robienie zdjęć wyłącznie rybim okiem jest nudne. W każdym projekcie pojedyncze ujęcia rybim okiem to będą wisienki na torcie, natomiast wszystko tylko i wyłącznie w ten sposób – świetny sposób na banalizację, manieryzm i generator ziewów. Prawie jak długie filmy składające się tylko i wyłącznie z interwałów. 🙂

  18. SHARK

    Filtr też nigdy nie obrabia tak samo. Dużo zależy od warunków panujących. Jak jest ostre słońce, to otrzymamy większe kontrasty, a jak będzie pochmurno, efekt wywołany przez filtr będzie subtelniejszy. Praktycznie każdy, poza M, tryb ingeruje w zdjęcie – z A narzuca nam czas naświetlania, S przysłonę, że o AUTO i P nie wspomnę. Fotografując w trybie ART mam możliwość regulować przysłonę i sterować korekcją ekspozycji, więc to jest taki artystyczny tryb A. I będę go używać. Nie jestem aż taka mocna w obróbce jak Ty, więc posiłkuje się “gotowcami”. Jak się nie ma takiej “Ewy” i samemu nie grzeszy umiejętnościami obróbkowymi, to trzeba sobie radzić w inny sposób”:P

  19. Ale żeście się Panie rozpędziły 🙂 Nie ma powodu do takich zmagań i przekonywań do “swojego”. To dobrze, że nie myślimy i nie robimy wszyscy wg jednego toku postępowania.
    Jest wybór – i to jest właściwie najważniejsze. Z filtrów w aparacie nigdy nie korzystałem, więc nie wiem jaki dają efekt. Najważniejszym wskazaniem aparatu jest dla mnie histogram, ale nie zawsze korzystam z niego ksiażkowo. Czasem przsunięcie w jedną czy drugą stronę daje efekt, na którym mi zależy. Potem tylko ustawiam odpowiednio w programie graficznym punkty czerni i bieli. Najważniejszym parametrem ustawianym w aparacie jest dla mnie przysłona (rzadko czas). Zapisuję w RAW+JPG. W ponad 90% wykorzystuję JPGi. Ale bywa, że wykorzystuję też RAWy, głównie kiedy było “trudne” światło i muszę ratować balans bieli. Bywa także, że RAWy są dla mnie również punktem wyjścia do zabawy z “artystycznym” przekombinowaniem kolorystyki albo “filtrowaniem” (tu JPGi też). Przy tym ostatnim korzystam zwykle z filtrów w PSE, które pozwalają mi na stopniowanie zakresu i mocy uzyskiwanych efektów. Bardzo lubię m.in. np. efekt lekkiej faktury płótna przy równoczesnym lekkim rozmyciu gausowskim (mały promień) całego obrazka. Wszystko to robię bardzo rzadko – kiedy wyjściowe zdjęcie samo o to się prosi. Naciskając spust migawki nigdy nie celuję na późniejsze “filtrowanie”. Chcę, żeby zdjęcie było jak najbliższe prawdy. A że na dużym monitorze zdjęcie “samo się o coś prosi”, to idę w tym kierunku.

    Nikogo nie namawiałbym jednak do mojego sposobu “filtrowania” zdjęć. Pokazując jak coś robimy, nie starajmy się przekonywać innych, ze to jedyna słuszna droga. Gdybyśmy wszyscy robili tak samo, byłaby jedna wielka nuda.

  20. Wyżej to miał być właściwie komentarz do “rybka nigdy nie krzywi tak samo” ka-tuli.

    I to właśnie w “rybce” jest piękne. Rzadko używam, ale zabawa jest przednia. Można mieć wszysko wyoblone i przerysowane w różnym stopniu. Tu chodzi właśnie o ten różny stopień zniekształcenia obrazu widzianego normalnym okiem. Podobnie zresztą można wykorzystywać obiektyw ze zwykłym szerokim kątem.
    Rybim okiem można robić też rozległe, prawie proste panoramy ustawiając odpowiednio aparat i później przycinając odpowiednio obrazek. Traci się dużo poiksel, ale do ogladania na monitorze komputera czy telewizora nie ma to znaczenia.
    Mam Samyanga 7,5 mm do M4/3. Nie nadużywam go wprawdzie, ale posiłując się programem graficznym robię nim szerokie wyprostowane panoramy, nie do rozpoznania, że są zrobione rybim okiem. Tyle tylko, że nie da się z tego uzyskać dużych, dobrych powiększeń na papierze.
    A jak róznorodne efekty można uzyskiwać rybim okiem fotografując place/rynki z ciekawą zabudową. Architektura w górnej części obrazka jest np. prawie prostra, a u dołu pięknie wyoblony plac z kolistymi liniami z róznokolorowej kostki. Wyoblenie można przy tym różnie potęgować. Zamość fotografowałem wyłącznie rybim okiem stosując różne nachylenia obiektywu. Do tego bardzo krótka ogniskowa powodowała, że stosunkowo niewielki rynek wydaje się ogromny, a bliskie dla oka kamienice bardzo odległe. Zamojszczanin (sam przecież fotografuje) był lekko zdziwiony tym jak wygląda jego Zamośc po mojemu.

    Jeden obiektyw, stała ogniskowa, a jak różnie mozna go wykorzystać. Rybie oko w ten sposób bardzo poszerzyło mi pokazywanie świata po mojemu.

    P.S. Piotra przepraszam, że to nie na temat filtrów, ale przecież nadal na temat fotografii niejednokopytnej.

  21. Nie, nie – przepraszam Ewę. No dobrze, Piotra też 🙂

  22. szalas

    w zasadzie nie ma się co denerwować – każdy lubi to, co lubi i stosuje, co mu pasuje 😉
    kłopot może jedynie powstać np. przy okazji organizowania wystawy autorskiej, bo jak ją zatytułować? wystawa autorska zdjęć filtra x? 😉

  23. SHARK

    Szalas – nie planuję organizować wystaw, więc ten problem niejako mnie nie dotyczy.

  24. wzrokowiec

    Ansel Adams też robił wszystkie fotografie na tej samej przysłonie. Jakież to musiało być nudne!
    😉

  25. wzrokowiec

    @Piotr
    “natomiast wszystko tylko i wyłącznie w ten sposób – świetny sposób na banalizację, manieryzm i generator ziewów. Prawie jak długie filmy składające się tylko i wyłącznie z interwałów”
    To te, co od paru lat oglądam godzinami, ciągle szukam ich po całym internecie i nigdy mi się nie nudzą?
    😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *