Droga fotografa

Tbilisi

Nie każdy musi być fotografem. Można być domowym dokumentalistą, reporterem od wakacyjnych wyjazdów, pstrykaczem imprezowym – każdemu, co lubi. Jeśli jednak ktoś chce być fotografem, to ma tylko jedną drogę przed sobą: naukę kontroli procesu twórczego. Brzmi strasznie? Tymczasem straszne nie jest, ale, przyznaję, dość żmudne. Fotograf powinien wiedzieć, co chce pokazać (to część edukacji estetycznej), a także – jak to zrobić, żeby wyszło dokładnie tak, jak on chce (edukacja techniczna). Oba składniki edukacji to stopniowe eliminowanie przypadku na rzecz celu. To miłe, jeśli coś fajnego wyszło niechcący, sami nie wiemy jak to zrobiliśmy, ale wygląda nieźle. Niestety, nie o to chodzi. Fotograf to nie jest ten, któremu czasem wychodzi, podobnie jak zawodowy szuler to nie ten, który czasem coś wygra. Fotograf musi dążyć do tego, aby coś fajnego wychodziło za każdym razem, a to wymaga świadomości, czego się chce, oraz wiedzy, jak to uzyskać. Nad świadomością i wiedzą trzeba pracować, co wymaga czasu, niemniej od początku dąży się do wyeliminowania przypadku, nawet szczęśliwego przypadku. Szczęście ma być skutkiem przygotowania oraz włożonej pracy i nie mieć nic wspólnego ze ślepym trafem.

Najgroźniejszą pułapką są drogi na skróty – wszelkiego rodzaju automaty, presety, akcje, ale też cudze przepisy na bestseller, powtarzane w kółko sprawdzone wzory. Automatyka, presety, przepisy – to wszystko użyteczne narzędzia, jeśli stosuje się je świadomie, wykorzystuje kreatywnie w taki sposób, by pomogły pokazać to, co my chcemy pokazać. Ale to nie może być skrót – trzeba kontrolować, co automat robi i brać z tego tylko tyle, ile potrzebujemy do stworzenia własnych obrazów. Żadnych gotowców, tajemnych przepisów mistrzów, cudownych akcji. To jest bagno. A w bagnie się grzęźnie, zamiast iść do przodu.

Jesienny powrót do Toskanii
Fotografia jednokopytna

5 komentarzy

  1. szalas

    no tak…dola przyszłego fotografa to krew, pot i łzy (i pewne ubytki finansowe), a nie…filtry i presety 😉

  2. szalas

    w Toskanii grasuje komar tygrysi – wyjątkowo wredny – uważajcie na Siebie na wyprawie

  3. trzeba było im coś do sieci wrzucić 🙂 np jakiegoś komara (tylko żywego!)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *