7 fotografii I ebook

MiniFotobook: Siedem fotografii I

Ostatnia aktualizacja:

Przed wciśnięciem spustu migawki trzeba podjąć wiele decyzji technicznych i estetycznych, przeważnie zauważyć i rozwiązać kilka problemów, dostrzec słabe i mocne punkty sceny – pierwsze ukrywając, drugie eksponując. O tym piszę na przykładzie siedmiu fotografii w najnowszym MiniFotobooku „Siedem fotografii I”. Mam nadzieję, że lektura będzie przyjemna i pouczająca.

Piotr Dębek, Siedem fotografii I

Tradycyjnie na nową pozycję w naszym sklepiku przez tydzień obowiązuje kod zniżkowy: 7fotografii , ale uczestnicy naszych warsztatów i fotowypraw przed zakupami niech koniecznie sprawdzą swoje skrzynki pocztowe! 🙂

 

  1. Piotrze, piszesz, że roczniki niedługo znikną z rynku. Ale ja tutaj czegoś nie rozumiem.
    Przecież na rynku wtórnym będzie chyba można nimi handlować prawda? Zatem jeżeli teraz prywatnie kupisz sobie od wydawcy po 100 egzemplarzy każdego rocznika, to będziesz je mógł potem prywatnie sprzedawać. A że wydawca sprzeda Ci je teraz po cenie promocyjnej, to nikogo to nie powinno potem obchodzić.
    Gdzie jest błąd w moim rozumowaniu?

    1. Parę błędów. 🙂 Żaden dystrybutor ani sklep nie kupuje egzemplarzy, a podpisuje umowę dystrybucyjną lub kolporterską, rozliczając się ze sprzedanych sztuk po ustalonym okresie rozliczeniowym. Tym bardziej nie da się „kupić egzemplarzy” w przypadku e-wydań – mamy umowę dystrybucyjną z FPlusem, którą syndyk może (aczkolwiek nie musi) wypowiedzieć. A jeśli wypowie, to żadnych nowych nie będzie zawierał, bo syndyk jest od szybkiego ściągania pieniędzy z czego się da, a nie od długoterminowych umów.

    1. Nie problem, że nie rozumiesz, dopóki nie zakładasz księgarni. 🙂 Choć byłbyś z pewnością ulubionym klientem hurtowni – jako jedyny byś kupował za gotówkę i nie robiłbyś żadnych zwrotów. 🙂

    2. A tak serio, to obawiam się, że nie masz racji. Nawet w przypadku fizycznych egzemplarzy czasopism trzeba mieć umowę z wydawcą na dystrybucję – stąd duże wydawnictwa (typu Axel czy Bauer, bo FPlus to maleństwo) ścigają stolikowców za sprzedaż bez umowy (ścigają słusznie, bo z egzemplarzy sprzedawanych ze stolików wydawnictwa nie mają ani grosza, a te stolikowe egzemplarze oficjalnie zostały zniszczone przez dystrybutorów jako zwroty…).
      W przypadku e-wydań dochodzi jeszcze ta kwestia, że w polskim prawie e-book nie jest produktem (jak papierowa książka), ale usługą, co ma dodatkowe konsekwencje, niezależnie od komplikacji wynikających z uregulowań na udostępnianie treści.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.