Życie rewolwerowca

Tbilisi

Kroczy ulicą, rozglądając się ostrożnie i uważnie. Zawsze gotowy, na wypadek gdyby znalazł się powód do strzału. Motyw może się pojawić w każdej chwili, więc trzeba być czujnym, a gdy już się pojawi, trzeba być szybkim. Nie ma czasu na wahanie, na ustawianie się i szykowanie, nawet najmniejsze opóźnienie jest niedopuszczalne – tu i teraz, ten ułamek sekundy jest na wagę…

… zdjęcia.

Street fociarze, współcześni rewolwerowcy. Nie mają czasu na precyzyjne kadrowanie, bo obiekt sobie pójdzie i już nie wróci. Nie mają czasu nawet na wyostrzenie, bo sytuacja minie niepowtarzalnie, a strata okazji to…

… strata obrazka.

Naprawdę byłaby jakaś strata?

O czym właściwie ma mówić taka fotografia? „Popatrzcie jaki dziwny człowiek przeszedł ulicą” czy może „Jaka fajnie ubrana laska się tu kręci” – czy to jest przesłanie warte utrwalenia? Czy naprawdę coś stracisz, jeśli nie sfotografujesz tego gościa w dziwnej czapce, na którego się przypadkiem natknąłeś, gdy żonglował najlepszymi kasztanami? No chyba, że pracujesz w kontrwywiadzie…

Wartość chwil ulotnych jest, nomen omen, ulotna. Jeśli ktoś się przypadkiem potyka i nietypowo macha przy tym rękami, to jaką wymowę miałoby zdjęcie tego momentu? Może być co najwyżej śmieszne dla postronnych i przykre dla głównego uczestnika – czy warto wykorzystywać ludzi w ten sposób?

Jeśli sytuacja jest pojedyncza, przypadkowa i niepowtarzalna, to jaką wymowę ma jej fotografia? Czy mówi coś o tym czasie i miejscu, o tych ludziach? Czy może jest tylko banalną ciekawostką w stylu „A zobacz jak ten tu się rozmachał”.

To jak właściwie się fotografuje człowieka skaczącego przez kałużę? Idziesz, widzisz człowieka, on się spina przed kałużą, i wtedy szybko celujesz i bach, ledwo mając czas na bardzo krótką modlitwę o szybki autofokus? Nie, nie tak.

Widzisz kałużę. Zawsze po deszczu są tu kałuże, a po piętnastej chodzi sporo ludzi. Ustawiasz kadr: kałuża, tyle muru, tyle płotu. Kontrolujesz ekspozycję. Ustawiasz ostrość tam gdzie kałuża jest najwęższa, bo tam będą skakać. I czekasz. O, ten na czarno będzie najlepszy. Pstryk. Jak Cartier-Bresson.

Tylko dzisiaj, (nie) tylko u nas
Pojedynek na plaży

29 komentarzy

  1. zdjęcie “miodzio”. Dzieciak sam biegł, czy pomogliście mu się zdecydować? 🙂 Bardzo mi się podoba!

    • Ewa

      Dzieciaki biegały same z siebie. Wystarczyło się ustawić tak żeby dobrze skomponować tło (czyli kościół z odbiciem) i poczekać, aż któryś wbiegnie we właściwy punkt kadru. Nawet nie trwało długo 🙂
      Właściwie to to zdjęcie jest dokładną ilustracją tekstu. Oczywiście, chwila jest ulotna w tym sensie, że sekundę później albo wcześniej dziecko nie było tam gdzie powinno być (czyli blisko rogu kadru, na wysokości odbicia wieży), a dziesięć minut później sobie pewnie w ogóle poszło.
      Ale jest to chwila potencjalnie powtarzalna i mówiąca coś o tym miejscu i tych ludziach. Oni tam w Gruzji traktują kościoły inaczej niż u nas. To są bardziej miejsca spotkań niż kultu. Jest normalne, że dzieciaki się ganiają i bawią na placu kościelnym, a jak kościół duży, to i w środku. Dorośli rozmawiają, śmieją się, po prostu się spotykają. Pomodlą się też, owszem. Ale ta swoboda traktowania miejsc świętych jest charakterystyczna.

  2. BlackPaul

    Z wyjątkiem ostatniego akapitu nie zgadzam się. Wszystko zależy od gustów i upodobań. Ja uwielbiam tzw. street photo właśnie za ulotność chwil, zapisanie momentu, który się nie powtórzy. Z kolei nie mogę zrozumieć, że ktoś np. przez trzy godziny (albo pół roku) fotografuje bramę obrośniętą bluszczem. Poza poprawnym kadrem, ekspozycją, światłem cóż takiego jest na takim zdjęciu? cyt: “Naprawdę byłaby jakaś strata?”

    • Piotr

      Różnica w znaczeniu. Czy zdjęcie będzie może i efektownym, ale nic nie mówiącym pstrykiem, czy też będzie stanowiło kwintesencję pewnej sytuacji – wizualne podsumowanie przemyśleń i wiedzy naciskającego spust migawki.

      Z kolei nie mogę zrozumieć, że ktoś np. przez trzy godziny (albo pół roku) fotografuje bramę obrośniętą bluszczem.

      Nie masz problemu z rozróżnieniem reportażu od fotografii architektury, oczywiście? 🙂

  3. Andrzej2

    HC-B: To zdjęcie… zrobiłem je przez pręty ogrodzenia… po prostu wsunąłem aparat… nic nie widziałem. Dlatego jest trochę nieostre. Umieściłem obiektyw między słupkami. Nie patrzyłem nawet przez wizjer. Pstryknąłem na oślep.
    NN: Nie zauważył pan tego skoku?
    HC-B: Nie.
    NN: Miał pan farta.
    HC-B: Zawsze trzeba mieć farta. Nic więcej. Szczęście jest najważniejsze. Wystarczy być gotowym i tyle.

  4. Tomb

    Czy cnotą jest dobry obraz czy dobry warsztat?

  5. BlackPaul

    Na początku swojej wypowiedzi odniosłem się do gustów i upodobań i tylko w takim kontekście należy to odczytywać. Ewa napisała bardzo zgrabny ironiczny tekst o “rewolwerowcach”. Ale z równie życzliwą ironią można spojrzeć na “statywowców” i dlatego wspomniałem coś o bramie:)
    Podtrzymuję swoją opinię, że to indywidualne gusta wpływają na ocenę fotki i jej odbiór. Nie mówię o jakichś arcydziełach uznanych mistrzów tylko przeciętnych fotkach robionych przez tutejszych user’ów. Mamy dwa równie poprawne technicznie zdjęcia:
    1. ulica plus człowiek
    2. ulica plus brama/drzwi/okno
    Ja z uwagi na swoje upodobania zawsze zatrzymam dłużej wzrok na pierwszym. Kto inny na drugim. Ale to nie powód, by deprecjonować odmienną kategorię, jak w tym artykule:)

    • Ewa

      Nie mówię o kategoriach (tematach) tylko o podejściu do fotografowania. Nie chodzi też o “uznane mistrzostwo” ani amatorstwo. Chodzi o metody. I o to, żeby zdjęcia miały jakieś znaczenie, a nie tylko zawierały kolorowo ubranych, więc przyciągających wzrok ludzi.
      Nawiasem: na górnym zdjęciu znajduje się człowiek, prawda?

  6. BlackPaul

    Cała moja wypowiedź odnosiła się do tekstu a nie zdjęcia:)

  7. Andrzej2

    Mówił to stary HC-B, ale skoro programowo nie oglądasz Planete+ to skąd o tym możesz wiedzieć 😉
    Zresztą nie w tym problem. Problem w naszych wyobrażeniach, jak ktoś dochodzi do jakiegoś efektu. Nie zawsze są trafne. Patrzymy na czyjś utwór opierając się na własnym doświadczeniu, zapominając o tym, że autorem czegoś tam nie jesteśmy my, tylko ktoś inny.
    Ostatni akapit to apoteoza „prewizualizacji”. I nie mam nic przeciwko temu. Prewizualizacja jest fajna. W tym przypadku Ewa opisała jak zrobiłaby zdjęcie HC-Bressona. Problem w tym, że to on je zrobił, a nie Ewa 😉
    PS1. Tak w ogóle to dlaczego Ty bronisz wpisu a nie jego autorka? 😀
    PS2. Najbliższa emisja wtorek 26 listopada 23:45

    • Ewa

      Skoro wywołujesz do tablicy…
      Dobrze, przyjmijmy na chwilę, że faktycznie tak było jak HCB chce, żebyśmy myśleli że było. Nie widział co fotografuje, fuksło mu się i akurat ktoś tam skakał i to jeszcze w dobrym miejscu kadru. Szansa jedna na milion, ale niech mu będzie. To co właściwie fotografował? Kawał pustego placu? Naprawdę? Zrobił zdjęcie, żeby sprawdzić co jest za płotem? Takie numery to można robić z nudów w czasach cyfrowych, Ania na przykład używa komórki jako lusterka żeby sprawdzić fryzurę, ale wtedy?
      Nawiasem: i za to między innymi kocham Planete. Tych pytań nie zadali… Oni w ogóle unikają kwestii niezgodnych z założonymi z góry wnioskami.
      Mówienie o niesamowitym szczęściu nie przeszkadza mu jednocześnie opowiadać o precyzji geometrii i złotych podziałach, dla większej precyzji wyrażonych liczbowo. Nic nie zgrzyta?
      A weźmy sprawę z innej strony: chcesz zrobić zdjęcie kogoś skaczącego przez kałużę – albo ogólniej, kogoś w dynamicznej pozie (niepozowane, w miarę możliwości). Będziesz w tym celu strzelał na oślep przez płoty czy raczej zaczaisz się w miejscu, gdzie przechodnie są skłonni skakać? Która metoda da większe szanse sukcesu?
      W tym programie widzę jeszcze jedno. Przychodzi adept i pyta: “Mistrzu, co mam zrobić żeby fotografować tak jak Ty?” a na to mistrz radośnie: “Nic nie możesz zrobić!!! Po prostu musisz być taki genialny i mieć takiego fuksa jak ja!” Odpowiedź łatwa dla mistrza, i dodająca mu przy okazji nimbu geniuszu, ale podejrzewam że nie chciałbyś usłyszeć takiej porady na warsztatach.
      Mickiewicz nie pojawił się w tym wątku przypadkiem. Taka postawa to coś pomiędzy romantycznym kultem geniuszu a uduchowioną łącznością z rytmami wszechświata – coś w sam raz na wczesną Nową Falę.

    • Piotr

      PS1. Tak w ogóle to dlaczego Ty bronisz wpisu a nie jego autorka?

      Nawyk admina. 🙂

      A tu jeszcze co nieco o metodzie pracy fotoreporterów. Tutaj coś o tym, że zdjęcie z drugiego końca świata ma mieć treść, a nie tylko kolorowe plamy:
      http://proof.nationalgeographic.com/2013/11/11/aaron-huey-on-shattering-assumptions/
      A tutaj:
      http://proof.nationalgeographic.com/2013/11/01/jeremy-lock-capturing-war-from-the-front-lines/
      wojskowy fotoreporter, a więc facet pracujący w dość stresującym i dynamicznym środowisku jako metodę pracy stosuje:
      1. Fill the frame

      2. Control the background

      3. Wait for the moment

  8. Tomb

    Chyba jednak mówisz o własnych preferencjach estetycznych. Jeśli obraz jest dobry to takim pozostanie bez względu na fakt, czy stoi za nim warsztat czy przypadek. A wiele zdjęć da się zdeprecjonować, zwłaszcza jeśli posiada się wartki język lub sprawne pióro.

  9. Andrzej2

    Oj, oj, oj. Skąd wiadomo, że HCB chciał zrobić zdjęcie kogoś skaczącego przez kałużę?
    Ale załóżmy, że tak. Zróbmy drugie założenie: mistrz chce dzielić się tajemnicami swojego warsztatu.
    Konkluzja: postępuj tak jak mistrz radzi, a będziesz wielki i trafisz do Encyklopedii Fotografii 😉
    Naciągane? Naciągane. A prewizualizacja mimo naszej różnicy zdań jest fajna 😉

    • Ewa

      Skąd wiadomo, że HCB chciał zrobić zdjęcie kogoś skaczącego przez kałużę?
      Oczywiście, nie wiadomo. A chętnie bym się dowiedziała. Bo alternatywą jest zdjęcie pustego placu, z drobną postacią słabo widoczną na tle oddalonego płotu. Raczej dla HCB nietypowe, takie puste zdjęcia.

  10. Tomb

    Nie ma co dłubać w definicjach. Tekst czytam wieloznacznie. Jeżeli teza brzmi: “pracuj nad zdjęciem – będziesz miał efekty” to popieram. Jeśli natomiast brzmi tak: “z założenia street foto wysyłamy na drzewo, bo efekt może być tylko mizerny” to już nie koniecznie się zgadzam. Efekty takiej fotografii mogą być bowiem zaskakujące i interesujące. A czy to będzie po prostu przypadek czy przypadek wspomagany zabiegami twórczymi fotografa to sprawa drugorzędna.

    • Piotr

      Czy wartością zdjęcia reportażowego jest bycie zaskakującym i interesującym? Czy może jednak oczekiwać czegoś więcej? Czego? Jedną z propozycji masz w linku powyżej: “shattering assumption” (tłumaczenie z grubsza: “niszczenie stereotypów”). Ale do tego trzeba wiedzieć, co się fotografuje i dlaczego.

    • Ewa

      Jeżeli teza brzmi: „pracuj nad zdjęciem – będziesz miał efekty” to popieram.
      Też popieram, ale ja nie o tym 🙂
      Jeśli natomiast brzmi tak: „z założenia street foto wysyłamy na drzewo, bo efekt może być tylko mizerny” to już niekoniecznie się zgadzam.
      O tym też nie 🙂
      Raczej o samym założeniu, że street photo powinno polegać na byciu szybkim i maniu dużych ilości szczęścia.
      Jest takie powiedzenie: “Szczęście sprzyja przygotowanym”.

  11. A takie pytanie: czym różni się zdjęcie rewolwerowca (czyli zrobione przypadkowo) od prawie identycznego zdjęcia zrobionego z premedytacją (“bo spodziewałem się takiej sytuacji”)?

    Wiem, pytanie bez sensu, bo pytam, czym różnią się zdjęcia, które się nie różnią 🙂

    Ale z tego wpisu wynika, że jakaś różnica jest, być może “moralna” (zdjęcie wypracowane jest bardziej wartościowe). Odpowiadając sam sobie, powiem, że zdjęcie wypracowane świadczy, że jesteśmy bliżej profesjonalizmu niż autor zdjęcia przypadkowego (mówię o regule statystycznej, bo przecież zawodowcy też czasem robią zdjęcia przypadkowe). Ale jeśli chodzi o efekt – nie widzę różnicy.

    Ogólnie dochodzimy do kluczowego pytania wszystkich pytań – po co robimy zdjęcia? A z odpowiedzią jest jak, przepraszam za wyrażenie, dupą: każdy ma własną. Jeśli dla fajnych zdjęć, przypadkowe też są wartościowe.

    • Piotr

      A takie pytanie: czym różni się zdjęcie rewolwerowca (czyli zrobione przypadkowo) od prawie identycznego zdjęcia zrobionego z premedytacją („bo spodziewałem się takiej sytuacji”)?

      Świadomością autora zdjęcia co do tego, co właściwie sfotografował. Na poziomie obrazu mogą się niczym nie różnić, natomiast jeden sfotografował śmiesznego gościa podpierającego się dziwnie wygiętym prętem zbrojeniowym, a drugi ma część historii o ewolucji laski modlitewnej mekuwamia od rzemieślniczych arcydzieł wykonywanych metodą wosku traconego po współczesne przynitowanie poprzecznego, rozklepanego pręta. A jak wyglądały te krzyże, gdy Ty byłeś w Etiopii? (czwarte zdjęcie tutaj: https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/etiopia/ ).
      Oczywiście, przy założeniu, że zdjęcia będą takie same. 🙂 Bo jednak łatwiej zrobić dobre zdjęcie, gdy się rozumie, co się dzieje i jest się w stanie przewidzieć, co się wydarzy za chwilę.

      Ogólnie dochodzimy do kluczowego pytania wszystkich pytań – po co robimy zdjęcia?

      To prawda. Wszystko sprowadza się do tego, czy od zdjęcia reportażowego oczekujemy jakiejś informacji o świecie, czy wystarcza nam fotograficzny odpowiednik demotywatorów czy innego serwisu ze śmiesznymi obrazkami.

  12. Świadomości nie widać 🙂 Ale oczywiście masz rację, że wiedząc co i jak, można opowiedzieć dużo więcej i sprawniej. O ile chce się opowiadać. Jeśli komuś zależy po prostu na fajnym zdjęciu, nie ma co za dużo się przygotowywać.

    Jakie były krzyże? Musiałbym odświeżyć swoje przeźrocza. Tzn. obejrzeć je, bo ostatni raz robiłem to jakieś 10 lat temu 🙂 Może już czas 🙂

    • Piotr

      Świadomości nie widać

      A zerknij tu linkiem obok do Steve McCurry’ego, czy tej świadomości naprawdę nie widać na zdjęciach. Fotografii egzotycznych jest pełno, ale McCurry’ego jakoś się wyróżniają – nie jakąś szczególną techniką fotograficzną, tylko właśnie znaczeniem w obrazie.

      • “A zerknij tu linkiem obok do Steve McCurry’ego, czy tej świadomości naprawdę nie widać na zdjęciach.”

        Przecież postawiłem warunek, że zdjęcie bez świadomości jest takie, jak ze świadomością 🙂

        A tak serio, to jasne, że świadomość wychodzi przy większej liczbie zdjęć. Bez świadomości udają się pojedyncze fotki, ze świadomością – dużo więcej.

        Pamiętam, że już Kazik śpiewał: “Możesz robić co chcesz, miej świadomość!”. Prorok jaki czy co?

        • Piotr

          Oczywiście, jest znacznie większa szansa zrobienia ciekawego kadru, gdy się rozumie, co się dzieje, ale nawet gdy przypadkiem i strzałem z biodra uda się złapać coś ciekawego, to bez świadomości może być trudno taki ciekawy kadr zauważyć i zwrócić na niego uwagę, a łatwiej pominąć. Po prostu można nie być świadomym, że na zdjęciu jest coś naprawdę znaczącego.
          Bez świadomości i wiedzy łatwo natomiast przeceniać banalne scenki tylko dlatego, że są kolorowe i egzotyczne.
          To jest szeroki temat i ciąg dalszy odpowiedzi dostaniesz w osobnym wpisie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *