Narzędzie zwane uporem

pijący łoś, Hvitserkur, Islandia

Okazja niewykorzystana przepada na zawsze. Mówienie sobie: “pójdę później/jutro/za tydzień i zrobię lepsze zdjęcie, bo teraz światło jest niezłe, ale mogłoby być lepsze” to wymówka niezła, ale nadal tylko wymówka, a nie argument. Owszem, światło rzadko bywa idealne, ale odpuszczanie dobrej sytuacji, by kiedyś doczekać sytuacji jeszcze lepszej to dobry sposób, aby nie zrobić żadnych zdjęć. Żadnych: bo teraz warunki nie są idealne, a jutro czy za tydzień wcale nie będą lepsze albo będą, ale i tak zdjęcia nie zrobimy, bo na przeszkodzie stanie jedna z miliona przeszkód obiektywnych.
Wczoraj przy pijącym łosiu byłem dwa razy: raz późnym popołudniem, gdy resztki dziennego światła oświetlały skałę, a drugi raz parę godzin później, licząc na spektakularny zachód słońca. Zachód nie był specjalnie spektakularny, więc może lepiej byłoby nie iść drugi raz, tylko zaczekać na wschód słońca? Tylko że wschodu słońca nie było – na godzinę przed świtem przywiało chmur. Jak nauczał Mistrz: jeśli masz możliwość zrobienia dobrego zdjęcia, to je zrób – gdy będzie można zrobić jeszcze lepsze, to je zrobisz i będziesz miał dwa.
U góry islandzki pijący łoś, czyli Hvitserkur, w bardzo rzadki wieczór, gdy nie leje i nie wieje. Na dole kolejne zdjęcie z cyklu “36 widoków góry Kirkjufell” z dzisiejszej popołudniowej sesji. Zaraz idę na wieczorną, a parę godzin później sprawdzę, jak będzie z poranną.

Kirkjufell

 

Islandia to inna planeta
Nasycenie po islandzku

One Response

  1. nick-on

    No proszę, jak pięknie przy łosiu! Ja mam go tylko od d… strony teleobiektywem (bo innego nie miałem ze sobą) w bardzo gęstej mgle. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *