Nosorożce dwa, Namibia, fotowyprawa

Namibia: dzień w We Kebi

Plenery, krajobrazy, wschody i zachody słońca, nocne sesje pod gwiazdami, ale gdzie my właściwie śpimy w tej Namibii? I czy w ogóle śpimy? Postanowiliśmy rozwiać wątpliwości i plotki, jakoby fotografowanie na fotowyprawach zabierało 26,5 godziny na dobę. Tym razem fotowyprawa od kulis.

Domki We Kebi, Namibia

 

Między miasteczkiem duchów a martwym lasem

Między zasypywanym przez pustynię miasteczkiem duchów Kolmanskop a potężnymi wydmami okalającymi martwy las Deadvlei nie ma słynnych atrakcji czy miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć. Jest natomiast We Kebi Lodge, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg, aby nie gnać jednego dnia przez ćwierć Namibii. Sam lodge to kilkanaście dwuosobowych domków, budynek z restauracją i recepcją oraz tarasem, do którego przychodzą nosorożce. Po co nosorożce przychodzą przed taras? Bo tam zbudowano oczko wodne, które jest wodopojem okolicznych zwierząt. I owszem, przyszły – zaraz jak tylko przyjechaliśmy, dwa przespacerowały się w odległości kilkunastu metrów. Nie było to jednak najciekawsze spotkanie, bo jeszcze dojeżdżając do We Kebi mieliśmy bardzo bliski kontakt…

Nosorożce dwa, Namibia, fotowyprawa

A jeśli komuś było mało (czyli prawie całej naszej grupie), to można się jeszcze wybrać na poranne safari, którego gwiazdą ponownie były białe nosorożce, a także antylopy i zebry.

Krajobraz za oknem

Chmura o wschodzie, Namibia, We Kebi Lodge

Nawet jeśli w pobliżu nie było zwierząt, statywy same się rozkładały, a spusty migawek same wciskały. Powyżej poranna chmurka, a poniżej Ewa próbująca skupić się na edycji zdjęć z Kolmanskop.

Biurko z widokiem, Namibia, fotowyprawa

Skupianie się przez patrzenie w sufit w We Kebi niezbyt się sprawdza, bo sufity domków wyglądają tak:

Pokój w We Kebi Lodge, Namibia, interior, fotowyprawa

Cała ta kopuła jest wykonana z trzciny. Oczywiście trzcina to tylko wewnętrzne pokrycie, konstrukcja nośna to bardziej trwały i solidny materiał, niemniej wnętrza domków We Kebi dorównują pejzażom, które otaczają ośrodek.

W We Kebi spędziliśmy jedno popołudnie, noc i poranek. Miał to być odpoczynek między dwoma intensywnymi plenerami, a okazał się całkiem interesujący fotograficznie. Niektórzy jeszcze w nocy fotografowali gwiazdy, a i zachód słońca był całkiem sympatyczny.

Zachód nad sawanną, Namibia

Następnym razem napiszemy o czymś poważniejszym, czyli wielkich wydmach i martwym lesie. I innych namibijskich zjawiskach fotogenicznych.