Portfolio fotograficzne – własne WWW, Facebook czy portale fotograficzne?

Architektura Pragi, Synagoga Hiszpańska, portfolio fotograficzne

Gdzie stworzyć własne portfolio fotograficzne i gdzie pokazywać zdjęcia – możliwości jest sporo, koniec roku to niezły moment na porządki, na coś się trzeba zdecydować, ale na co? Nie ma jednej dobrej odpowiedzi (choć złe – jak najbardziej), a najwięcej zależy od tego – komu chcemy pokazywać zdjęcia.

Facebook jako portfolio fotograficzne

Opcja najprostsza i jednocześnie – najgorsza. A przy najmniej najgorsza w większości przypadków.

+ zakładanie konta – na początku jest łatwo: konto na FB już jest albo jego założenie to chwila, a później wystarczy zdjęcia wrzucać i wrzucać.

+ publiczność – główny pozytyw: jeśli naszą publicznością są znajomi z Facebooka, to faktycznie najłatwiej w ten sposób do nich dotrzeć. FB ułatwia też docieranie do znajomych znajomych, a jak tego nam mało, to można łatwo kupić reklamy i dotrzeć do nieznajomych.

+ lajki – na FB łatwo o interakcje (czytaj: lajki) – lajk to podstawowa forma interakcji, swego rodzaju grzeczność fejsbukowa, forma podtrzymywania znajomości, lista obecności itp. itd. Kliknąć lajka łatwo, gdy tymczasem kliknąć i przejść z FB do innego serwisu czy strony WWW – to już znacznie większy wysiłek i nie każdemu chce się go podejmować.

To tyle zalet, wad jest ciut więcej:

prawa autorskie – wszystko, co wrzucone na Facebooka, należy do Facebooka. I żadne dopisywanie „all rights reserved” czy inwokacje do konwencji berneńskiej nic tu nie zmieniają – decyduje regulamin Facebooka, na który zgodził się każdy, zakładając tam konto.

jakość – pół biedy, że Facebook rekompresuje zdjęcia i masakruje je technicznie (i jest najgorszą jakościowo platformą do prezentacji zdjęć), ale jeszcze będzie wyświetlał je obok politycznych memów, coelhowskich złotych myśli i słodkich selfie. To nie jest najlepsze tło dla fotografii – chyba że robicie słodkie selfie…

ograniczenie zasięgu – pozornie łatwo na FB zdobywać publiczność, ale znacznie trudniej później do niej dotrzeć. Im więcej mamy fanów i znajomych, tym mniejszy ich procent zobaczy nasze nowe wrzuty – to efekt działania mechanizmu Edge Rank. Jeśli chcemy dotrzeć do wszystkich naszych fanów i znajomych – trzeba wykupić reklamę.

stabilność – zdecydowanie nie polecałbym FB na portfolio fotograficzne dla miłośników aktów. FB cenzuruje nie tylko goliznę, czasem trudno zgadnąć co było powodem blokady konta. Niezależnie od pilnowania się, żeby nie publikować nic podpadającego, można się pewnego dnia znaleźć w sytuacji: „nie mamy pańskiego konta i co nam pan zrobisz?”.

I jeszcze plus/minus: sensowność opinii. Facebook jako platforma wymiany opinii (nie mylić z wymianą inwektyw) sprawdza się średnio, więc i na rzetelną krytykę własnych prac nie ma co liczyć. Jeśli jednak nie zależy nam na opiniach, a tylko na prezentacji, to problemu nie ma. No i jeśli jako publiczności szukamy normalnych ludzi (a nie fotografów), to na FB o nich łatwo.

Zegar i kadź, portfolio fotograficzne, Praga

Portal fotograficzny

Jeśli chcemy zaprezentować swoje fotografie innym fotografom, to nie będzie niespodzianką, że najłatwiej ich spotkać na portalu fotograficznym. Pozostaje tylko wybrać, czy zależy nam, aby komunikacja odbywała się po polsku (wybór polskich galerii nie jest przesadnie duży), czy też język nie ma znaczenia (tu wybór jest szeroki, wprawdzie dominuje angielski, ale są rosyjskojęzyczne czy włoskie).

+ jakość prezentacji – i techniczna strona wyświetlania, i oprawa zdjęć są lepsze niż na FB (co nie jest takie trudne). Oczywiście, w jednych serwisach jest ładniej, w innych mniej elegancko.

+ prawa autorskie – to jest zadanie obowiązkowe przed założeniem konta: trzeba przeczytać regulamin i upewnić się, że nie ma tam dziwnych zapisów co do praw do zdjęć. Przeważnie nie ma, ale trafiają się wyjątki (np. polska Fotoferia nie pozwala autorom usuwać zdjęć, gdy trafiły one do wyróżnionych galerii).

+ zasięg – żaden portal fotograficzny nie ma miliarda użytkowników, jak FB, ale niektóre są całkiem masowe i potrafią „nagonić” widzów, czego dowodem np. moje najpopularniejsze w tym roku zdjęcie na 500px. Portale niszowe też mogą mieć swoje zalety, np. gdy zależy nam na dotarciu do specyficznej publiczności. Z tego punktu widzenia polskie portale wcale nie są muszą być odrzucane na rzecz światowych gigantów, typu Flickr – jeśli ze względów zawodowych lub osobistych zależy nam, aby nasze fotografie były oglądane przez polską publiczność.

+/- publiczność – do portali fotograficznych zaglądają osoby zainteresowane fotografią – co jest zaletą, jeśli chcemy, aby nasze zdjęcia oglądali głównie inni fotografowie. Jeśli jednak wolelibyśmy bardziej „normalnych” ludzi, bo np. szukamy klientów na zdjęcia ślubne lub specjalizujemy się w relacjach z lokalnych wydarzeń, to portfolio fotograficzne na światowym 500px.com czy 35photo.ru niekoniecznie będzie dobrym wyborem.

W przypadku dobrze wybranego na portfolio fotograficzne serwisu, wady nie są poważne, niemniej właśnie pod kątem portfolio mogą się okazać uciążliwe:

nadal nie jesteśmy u siebie – jak podpadniemy administracji, to nam zablokuje konto lub usunie zdjęcia. W niektórych serwisach są też ograniczenia co do dopuszczalnej tematyki, niekiedy stosowana jest też moderacja pod względem jakości i wartości estetycznej. Jeśli nie mamy ochoty tolerować, aby kto inny decydował, co możemy pokazać, to… cóż.

wielki wyścig – na portalach wszystko kręci się wokół ocen i rankingów. Jeśli nie chcemy brać udziału w wyścigu na oceny/lajki/gwiazdki, to… cóż.

inwestycja w przyszłość – nawet jeśli nikt nam nie usunie konta ani nie będzie moderował zdjęć, a obowiązujące zasady nam pasują, to… zasady się zmieniają, zmieniają się też właściciele serwisów, a bywa, że same portale znikają. Inwestowanie czasu i pracy w budowę portfolio fotograficznego może się okazać krótkowzroczne.

Architektura, detal, Praga, portfolio fotograficzne

Własna strona WWW jako portfolio fotograficzne

Jako właściciel i twórca portfolio fotograficznego na własnej stronie WWW pewnie Was zaskoczę stwierdzeniem, że własna galeria na własnej domenie nie jest dla każdego. Owszem, są zalety, ale także wady.

+ „szlachcic na zagrodzie…” – samemu się ustala zasady i samemu je sobie łamie. Pod względem tego, co się prezentuje, jedynym ograniczeniem jest prokurator. Pod względem sposobu prezentacji ogranicza tylko wyobraźnia i umiejętności informatyczne (alternatywnie: zasoby finansowe). Na portalach fotograficznych musimy się wpasować w istniejącą formę, tutaj sami sobie tworzymy formę – nie tylko w sposobie prezentacji zdjęć, ale także kwestii komentarzy (lub ich braku), wideo (i innych form multimedialnych) czy dodatkowych funkcji. Jeśli potrzebujemy coś, czego nie oferują nam portale – na własnej stronie możemy to sobie zbudować. Tu nie ma problemu z elementami komercyjnymi (na co niektóre portale nie patrzą przychylnie), nie jesteśmy też zobligowani do trzymania się wyłącznie fotografii.

+ bardzo elitarne towarzystwo – to pół żartem, pół serio, ale faktycznie: jeśli nasza fotografia nie pasuje do tego, co dominuje na portalach, to własne portfolio fotograficzne pozwoli się uwolnić od niepożądanego sąsiedztwa.

+ inwestycja w przyszłość – własnej strony WWW może nas pozbawić jedynie brak środków finansowych (i prokurator), a praca włożona w promocję będzie najbardziej efektywna, bo nie grozi nam wywalenie z własnej galerii. Nie grozi nam też jej zamknięcie czy zmiana zasad gry.

Niestety, są też wady, które trzeba przeanalizować – czy na pewno nie przeważają nad zaletami:

koszt – FB jest za darmo, portale fotograficzne mają darmowe konta (choć niektóre mają też konta płatne, oferujące nieco więcej możliwości), natomiast własna strona WWW kosztuje. W pierwszym roku to może być kilkadziesiąt złotych, w następnych – raczej przekroczymy 200 zł (hosting i jedna domena, czyli adres internetowy), choć jeśli zachce nam się różnych fanaberii technologicznych, to cena może być kilkukrotnie wyższa. Dla WordPressa jest wiele rzeczy darmowych, ale też co ciekawsze i ładniejsze są płatne (tutaj jest kilka płatnych dodatków, niektórych z nich nie widać, ale bardzo nam ułatwiają życie).

bądź sam sobie informatykiem – jedną z zalet WordPressa (na którym zbudowany jest niniejszy blog, ale także Fotezja) jest bogactwo dostępnych wtyczek robiących wszelkie możliwe i niemożliwe rzeczy. Trzeba jednak samemu sobie odpowiednią wtyczkę znaleźć, sprawdzić, zainstalować, a później dbać o aktualność wszystkich mechanizmów. To właściwie taki bardziej +/-, bo z jednej strony trzeba dbać, aktualizować, konfigurować i backupować, ale z drugiej strony – jak coś zaczyna wyglądać retro albo po prostu przestało nam się podobać, to sobie samemu zmieniamy. Tymczasem jak nam się przestaje podobać FB czy serwis fotograficzny, to możemy sobie co najwyżej pójść gdzie indziej. Administrowanie WordPressem nie jest trudne, niemniej jeśli ktoś z głębokiego przekonania jest atechniczny, to portfolio fotograficzne na własnym WWW nie jest dla niego.

publiczność – pozyskiwaniem widzów na własną stronę WWW też trzeba się zajmować samemu – przez anonse na FB, G+, płatne reklamy, SEO, pozycjonowanie, networking itp. itd. Jeśli nie zadbasz o dotarcie z informacją do odbiorcy, to pies z kulawą nogą nie zajrzy na stronę WWW. Pod tym względem FB czy portale fotograficzne są zdecydowanie łatwiejsze, ale… na własnej stronie WWW masz swoją własną publiczność. Jeśli ktoś przyszedł, to przyszedł specjalnie dla Ciebie, żeby obejrzeć Twoje zdjęcia – a nie pojawił się, bo np. nudził się i coś przypadkowo kliknął na FB.

Koniec roku to dobry czas na przemyślenia, podsumowania i decyzje co do przyszłości. Skutecznego decydowania, gdzie będzie można oglądać Wasze portfolio fotograficzne!

Zdjęcia powyżej z Pragi.

Fotograficznego 2018!
Wesołych Świąt

34 komentarze

  1. Magdalena

    Super – temat, który obecnie usiłuję ogarnąć, co prawda już wybrałam WP ale zestawienie +/- bardzo przydatne.
    Pozdrawiam 🙂

  2. Jerry

    Sa tez calkowicie bezplatne miejsca, gdzie mozna zalozyc bloga, jak np: blogger.com i potem tylko promowac nasze “dzielo”.

    • Piotr

      Bardziej platformy typu format.com czy wix.com. Mają trochę zalet łączących własne WWW z portalem, ale mają też wady z obu rozwiązań – niby można po swojemu, ale tylko w ramach dostępnych narzędzi; płacisz, ale nadal nie jesteś u siebie, a publiczność przyzwyczajasz do zaglądania na format czy wix, z którego też można zniknąć (np. jak te platformy znikną). Właśnie znika https://www.blog.pl/ – najstarsza w Polsce platforma istnieje jeszcze miesiąc.

  3. wzrokowiec

    W życiu nic nie jest za darmo. A już na pewno nie FB. Właśnie dlatego nie publikuję na facebooku, bo koszty są zbyt wysokie. Naprawdę nie tylko pieniądze się liczą.

  4. wzrokowiec

    I jeszcze mała uwaga od specjalisty: nie jest prawdą, że mając własną stronę, nikt nam jej nie zablokuje. Niestety nawet mając własny serwer nie mamy takiej pewności. I nawet nie mówię o sytuacji, że podpadniemy prawu i jakiś urząd zablokuje nam stronę albo sąd zabierze nam domenę. Mam na myśli sprawy dużo mniejszego kalibru. Otóż naszą stronę ludzie muszą “w czymś” znaleźć i “czymś” obejrzeć. I te “czymsie” nie należą do nas tylko do prywatnych firm. I tak się składa, że nawet niechcący można podpaść Googlowi i ten zablokuje nam stronę nie tylko w wyszukiwarce, ale i w kilku przeglądarkach internetowych. Widziałem to na własne oczy i to kilka razy. Nawet ważna firma informatyczna miała okazję czegoś takiego doświadczyć. W oknach większości przeglądarek, zamiast strony pokazał się napis: “Strona została zablokowana, bo zawiera niebezpieczne treści”. Dobę trwało wyjaśnienie z Googlem przyczyn blokady. Oczywiście okazało się to nieporozumieniem i splotem kilku spraw. Między innymi Googlowi nie spodobał się fragment adresu internetowego. Niemniej koszty i nerwy były ogromne. A jak ktoś ma słabszą pozycję? Wyjaśnianie problemu może potrwać tydzień albo kilka miesięcy…

    • Piotr

      No jak samemu – to samemu. O bezpieczeństwo i zgodność ze standardami też trzeba samemu dbać. Jak ktoś Ci wpakuje wirusa na Twoją stronę, to sam musisz go sobie usunąć (a najlepiej – nie dopuścić, żeby wlazł).
      No i może mniej dramatyczna kwestia, ale nadal ważna – zgodność z aktualnymi standardami też trzeba utrzymywać. Jak ktoś dzisiaj sobie posadzi stronę używającą flasha, to większość przeglądarek tego nie wyświetli – i to wcale nie za sprawą spisku gugla. 🙂

      “Strona została zablokowana, bo zawiera niebezpieczne treści”

      Do tego wystarczy mieć włączonego SSL-a i wygaśnięty certyfikat SSL, DFV to niedawno przećwiczyło. Terminów ważności certyfikatu SSL też trzeba pilnować (jeśli się ma SSL). 🙂

      • wzrokowiec

        “Do tego wystarczy mieć włączonego SSL-a i wygaśnięty certyfikat SSL, DFV to niedawno przećwiczyło. Terminów ważności certyfikatu SSL też trzeba pilnować (jeśli się ma SSL).”

        Widzę, że całej czerwonej strony z tym komunikatem jeszcze nie widziałeś. Ale wszystko przed Tobą ;P

        “No i może mniej dramatyczna kwestia, ale nadal ważna – zgodność z aktualnymi standardami też trzeba utrzymywać. Jak ktoś dzisiaj sobie posadzi stronę używającą flasha, to większość przeglądarek tego nie wyświetli”

        Piotrze, nie ucz ojca… ;P
        Dodam tylko, że niezgodność ze standardami HTML i WCAG 2.0 albo nieresponsywność mogą skutkować zepchnięciem takiej strony przez Googla na daleką pozycję w wynikach wyszukiwania.

        • Piotr

          Widzę, że całej czerwonej strony z tym komunikatem jeszcze nie widziałeś. Ale wszystko przed Tobą ;P

          I to wina gugla, że admin w firmie nie wpisał w kalendarz terminu wygaśnięcia certyfikatu? Terminu wygaśnięcia domeny i płatności za hosting też trzeba pilnować.

          Dodam tylko, że niezgodność ze standardami HTML i WCAG 2.0 albo nieresponsywność mogą skutkować zepchnięciem takiej strony przez Googla na daleką pozycję w wynikach wyszukiwania.

          Ano, ale to jest argument za własną stroną, a nie portalem czy platformą typu wix, bo na własnej stronie można pilnować zgodności ze standardami, zainstalować responsywny temat itp. (zresztą WordPress jest bardzo często aktualizowany, wystarczy te aktualizacje instalować). Gorzej z portalem czy platformą, bo tam nie ma się wpływu na to, czy nasze portfolio nadąża za postępem.
          Na marginesie, to wprawdzie nie galeria, ale nie mogę wyjść ze zdumienia, że Optyczni zrobili sobie rok temu remont i nadal nie są responsywni.

          • wzrokowiec

            “I to wina gugla, że admin w firmie nie wpisał w kalendarz terminu wygaśnięcia certyfikatu? Terminu wygaśnięcia domeny i płatności za hosting też trzeba pilnować.”

            Yyyy… miałem na myśli dokładnie taki komunikat:
            http://fotowyspa.pl/ftp/strona-zablokowana.png
            Wystarczy, że ktoś “życzliwy” złoży gdzie trzeba kłamliwe doniesienie… nie ważne, że niezgodne z prawdą!

            “nie mogę wyjść ze zdumienia, że Optyczni zrobili sobie rok temu remont i nadal nie są responsywni.”

            A ja przyjmuję argument, że bardziej im się opłaca wyświetlać więcej reklam, kosztem responsywności i części zniesmaczonych czytelników. Na stronie dostosowanej do urządzeń mobilnych aż tylu reklam by nie umieścili. Czysta kalkulacja. Nie pochwalam, ale przyjmuję.

            • Piotr

              A ja przyjmuję argument, że bardziej im się opłaca wyświetlać więcej reklam, kosztem responsywności i części zniesmaczonych czytelników. Na stronie dostosowanej do urządzeń mobilnych aż tylu reklam by nie umieścili. Czysta kalkulacja. Nie pochwalam, ale przyjmuję.

              Mam wrażenie, że ktoś tam czegoś nie do końca zrozumiał. Na stronie mobilnej możesz wsadzić tyle samo reklam, tylko one muszą być też responsywne. Natomiast brak responsywności to zepchnięcie w wynikach wyszukiwania, a przez to mniej wejść z gugla – i mniej wyświetlonych reklam. I zniesmaczenie nie ma tu nic do rzeczy.

            • wzrokowiec

              “Na stronie mobilnej możesz wsadzić tyle samo reklam, tylko one muszą być też responsywne.”

              Jednak nie każdy sponsor da się nabrać na płacenie za reklamy, których nie widać. A responsywne reklamy, to chyba tylko upychane pomiędzy wpisami komentarzy. Sądzę, że wtedy zniesmaczonych czytelników byłoby jeszcze więcej.

            • Piotr

              Dlaczego miałoby nie być widać? Wejdź sobie ze smartfona na fotoblogię, będziesz miał pełno reklam. Cały trud ze strony reklamodawcy to przygotowanie reklamy w kilku rozmiarach. Jakoś wszystkie duże, niekoniecznie polskie, portale nie mają problemu z reklamą responsywną.
              Nawiasem, większa szansa, że reklama nie będzie wyświetlona na stacjonarnym – adblocki są mniej popularne na komórkach.

            • wzrokowiec

              Z wielką ciekawością zobaczę stronę responsywną z dużą liczbą reklam na wąskim ekranie. Na razie takiej nie widziałem. Będę wdzięczny za przykłady.
              Na wspomnianą przez Ciebie Fotoblogię wszedłem pierwszy raz i z wielkim trudem znalazłem jedną reklamę Olympusa (a były artykuły zupełnie bez reklam). Reklama ta jak widać nie jest responsywna, bo nie mieści się w oknie:
              http://fotowyspa.pl/ftp/fotoblogia1.png
              Ale przynajmniej nie psuje responsywności strony, jak ma to miejsce na wp-tech, na które niechcący wszedłem z Fotoblogii. Tam wielka reklama Media Marktu z Tytusem rozpycha stronę do szerokości 730 px.
              Oczywiście cały czas rozmawiamy o responsywności stron, zatem oglądam je na komputerze po zwężeniu przeglądarki. Nie wejdę na żadną stronę ze smartfona, ponieważ świadomie pozbawiłem go dostępu do internetu. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję…

            • Piotr

              Pierwszy z brzegu: https://fotoblogia.pl/11627,obsesyjne-robienie-sobie-selfie-to-juz-oficjalnie-zaburzenie-psychiczne-o-nazwie-selfitis – na smartfonie widzę tam 4 reklamy, na pececie – też 4. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę zalecenie Google’a, żeby nie było więcej niż 3 reklamy na stronie. 🙂

            • wzrokowiec

              Rzeczywiście w tej chwili widzę więcej reklam. Najwyraźniej ta liczba jest zmienna. Niestety większość z nich jest słabo responsywna skoro nie chcą być węższe niż 750 px. Ale nie ważne. Ważne, że jest ich bardzo mało.
              A Optycznych to raczej nie zadowoli skoro na ich stronie widzę w tej chwili: 5 reklam, 7 podlinkowanych logotypów partnerów i 6 ofert sklepów – razem 18 reklam! Nie wyobrażam sobie upchnięcia ich wszystkich w skórce szytej na telefon…

  5. Piryt

    Gdzie pokazywać zdjęcia?
    Tu źle, tu niedobrze albo nie całkiem dobrze. Same wątpliwości.
    Z tego wszystkiego potrafię wyciągnąć tylko jeden wniosek, ale za to genialny 🙂
    Ewa z Piotrem dołączą do FOTEZJI galerię dla szerokiej publiczności, ale ta szerokość będzie jednak ograniczona. Inaczej wszystko weźmie w łeb. Ograniczenia proponuję następujące:
    1. Galeria będzie dostępna tylko dla chętnych do płacenia za serwer i inne opłaty.
    2. Nie będzie w niej ocen (bo od razu się zacznie), tylko same komentarze z automatyczną eliminacją komentarzy składających się z jednego lub dwu banalnych wyrazów.
    3. Dalej brakuje mi wyobraźni 🙂
    Życzę Wszystkim sukcesów w Nowym 2018.

  6. sewo

    Oj kolego wzrokowcu, “skórka szyta na telefon”, “responsywna reklama” lud prosty i ciemny cierpi, w ogóle nie wiemy o co chodzi 🙁 .
    A pomysł Piryta mi się podoba, chętnie zapłacę za możliwość przedstawienia zdjęć w dobrym towarzystwie 🙂

    • Piotr

      Responsywność to dopasowanie strony do ekranów różnej wielkości. Wystarczy zobaczyć, jak wygląda na smartfonie ten blog (albo Fotezja, albo Fotoblogia czy dowolny nowoczesny portal), a jak wyglądają Optyczni.
      Można nie lubić komórek, nie używać ich, ale jak ma się portal, to dość dziwne jest ignorowanie 50% internautów – a mniej więcej połowa stron WWW była w tym roku wyświetlana na smartfonach. I jeśli chce się zarabiać na reklamach, to brak responsywności jest jeszcze dziwniejszy, jako że reklamodawcy też coraz więcej płacą za reklamy na komórkach (tym roku 51% budżetów reklamowych w internecie poszło na reklamy na komórkach – https://www.iab.com/insights/iab-internet-advertising-revenue-report-conducted-by-pricewaterhousecoopers-pwc-2/).

      • wzrokowiec

        “Responsywność to dopasowanie strony do ekranów różnej wielkości. Wystarczy zobaczyć, jak wygląda na smartfonie ten blog, a jak wyglądają Optyczni.”

        Nie do końca. Responsywność to dopasowanie elementów graficznych strony do ekranów różnej wielkości. Poza tym responsywności nie sprawdza się telefonem, tylko zmieniając wymiary okna przeglądarki. Jest mnóstwo stron, które nie są responsywne, ale mają wersję na telefon (np. Demotywatory). Działa to tak: skrypt na serwerze wykrywa, że użytkownik wchodzi z telefonu i pokazuje mu zupełnie inną albo tylko inaczej zbudowaną stronę. Często wiąże się to z przekierowaniem do innego adresu, np. “m.demotywatory.pl”. Inna sprawa, że Googlowi wystarczy, że strona ma wersję komórkową, zatem wcale nie musi być responsywna.
        Na Demotywatorach widać również działanie strony nastawionej na reklamy komórkowe. Otóż reklama ładuje się dopiero wtedy, kiedy się do niej przewinie. Widoczna jest tylko jedna reklama na raz, ale nie można powiedzieć, że na stronie jest ich np. cztery, ponieważ strona ta jest prawie nieskończona, zatem i reklam pokaże się tam bardzo wiele, pod warunkiem, że ktoś da radę odpowiednio długo przewijać.
        Fotoblogia też jest zbudowana pod telefony, bo strona nie kończy się na jednej informacji. Pojawiają się kolejne, więc i reklam można wstawić więcej. Optyczni musieliby zupełnie zmienić sposób wyświetlania artykułów i możliwe, że w końcu rynek to na nich wymusi…

        • Piotr

          No tak, można mieć stronę dynamicznie się dopasowującą do wielkości ekranu albo osobną wersję dla smartfonów. Jedno i drugie pełni swoją rolę.
          Nie wygląda mi, żeby Fotoblogia miała osobną stronę mobilną – adres na smartfonie jest normalny, bez m. na początku.

    • wzrokowiec

      “lud prosty i ciemny cierpi, w ogóle nie wiemy o co chodzi”

      Przepraszam Sewo. Pracuję jako specjalista od responsywnych serwisów internetowych i tworzenia skórek na WordPressa, więc mam co nieco w temacie do powiedzenia. Niestety językiem niezrozumiałym dla niewtajemniczonych. Jeszcze raz przepraszam.

      • Piotr

        Nie ma za co przepraszać, to jest całkiem informacyjne – nawet jeśli (a nawet szczególnie wówczas) niezrozumiałe. Jak się zakłada własną stronę, to nie trzeba tego wszystkiego wiedzieć – ale wskazane jest, żeby się dowiedzieć i dowiadywać. I np. czytać takie artykuły (zupełnie zbędne osobom prezentującym zdjęcia na FB czy na portalach fotograficznych): https://www.spidersweb.pl/e/seo-2018-pozycjonowanie-google

  7. sewo

    No teraz już jestem wtajemniczony, dzięki Wam, dzięki wielkie!
    PS. Ale te skórki, czy nie cierpią przy tym jakieś małe zwierzątka? 🙂

  8. Dzięki bardzo za odniesienie do mojego wpisu o EDGE RANKU na FB. 🙂

  9. “…wszystko, co wrzucone na Facebooka, należy do Facebooka…”. – Powielany mit. Wrzucając (nasze) foty na FB, nie przenosimy na serwis autorskich praw majątkowych. Facebookowi udzielamy jedynie licencji na rozpowszechnianie zdjęć i to tylko w ramach serwisu. Chodzi o to, aby nasze zdjęcia mogły być udostępniane na FB.

    • Piotr

      Wystarczy przeczytać regulamin Facebooka: “użytkownik przyznaje nam niewyłączną, zbywalną, obejmującą prawo do udzielania sublicencji, bezpłatną, światową licencję zezwalającą na wykorzystanie wszelkich treści objętych prawem własności intelektualnej publikowanych przez niego w ramach serwisu Facebook ” (https://www.facebook.com/terms.php). Zbywalna licencja i prawo do sublicencji nie są potrzebne do wyświetlania zdjęć w ramach serwisu. Wystarczy sprawdzić regulaminy innych serwisów (Flickr, 500px), gdzie takich zapisów nie ma.
      I nikt tu nie pisał o przeniesieniu majątkowych praw autorskich – natomiast w regulaminie FB masz wyraźny zapis o oddaniu prawa FB do odsprzedaży Twoich zdjęć dalej – np. do spółki zależnej, które dalej z Twoimi zdjęciami (i wszelkimi innymi informacjami), zrobić wszystko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *