Pointe du Raz, Bretania

Pożyczone narzędzia

Program w pudełku czy comiesięczna licencja - oto jest pytanie!

Oprogramowanie pudełkowe czy chmurowe? Płacić raz a więcej czy mało, ale co miesiąc? Adobe CC czy nie? Przygody kilku fotografów rzucają nowe światło na stare dylematy.

Pointe du Raz, Bretania

Oprogramowanie jako usługa

Wygodniej jest pożyczyć coś, co potrzebujemy okazyjnie, zamiast kupować. Jeśli jednak okazyjnie zmienia się w regularnie, pożyczanie niekoniecznie jest dobrym pomysłem. A pożyczane oprogramowanie może się okazać pułapką.

Oprogramowanie jako usługa (SaaS – Software as a Service) to właśnie takie pożyczanie. Możemy korzystać, dopóki płacimy. Albo też – dopóki właściciel oprogramowania nie zmieni warunków gry. Albo – dopóki nie wycofa z oferty programu, z którego korzystamy. Co się wówczas dzieje? Niektórzy sprawdzili.

Panono i oprogramowanie do składania panoram kulistych

Panono to kulka, w której umieszczono 36 kamer. Służy ona do robienia panoram sferycznych – równocześnie może zarejestrować wszystkie obrazy potrzebne do późniejszego złożenia. Przykładowe panoramy z Panono można obejrzeć tutaj. Z ceną 2150 euro nie jest to tania zabawka, ale podobno daje najwyższą rozdzielczość zdjęć spośród wszystkich takich automatycznych urządzeń. Jak się jednak okazuje, użytkownicy kulki muszą znowu płacić Panono.

Zdjęć z Panono nie da się złożyć normalnymi programami do składania panoram. Kamery są zamontowane na ściankach kuli, więc zdjęcia mają solidny błąd paralaksy, z którym nie radzą sobie nawet dobre programy do składania panoram. Co więcej, kupując Panono nie dostaje się firmowego oprogramowania, nie można go także kupić. Można jedynie skorzystać z serwera producenta, gdzie wszystkie wykonane zdjęcia są automatyczne ładowane i automatycznie składane. Przez kilka lat przechowywanie i składanie panoram na stronie producenta urządzenia było darmowe. Teraz darmowe być przestało i użytkownicy muszą płacić ok. jednego dolara od złożonej panoramy. Albo… Nie ma żadnego „albo”, bo nie ma alternatywnego oprogramowania do Panono, nie ma też możliwości jednorazowego zakupu specjalnego programu do składania, bo taki nie istnieje (mimo zapewnień Panono, składanych kilka lat temu, że taki program powstanie). Wybór: płacić dolara od panoramy albo mieć przycisk do papieru za dwa tysiące euro nie jest najgorszy. Jeśli producent kiedyś ogłosi bankructwo albo po prostu zmieni branżę, to zielony przycisk do papieru za 2000 euro nie będzie miał alternatywy.

Crozon, Bretania

Nie mamy pańskiego Facebooka i co nam pan zrobi?

Nieprzyjemną przygodę ma za sobą twórca mocno nietypowych zdjęć rodzinnych występujący pod pseudonimem John Wilhelm is a photoholic. Jego profil na Facebooku, na którym prezentował zarówno gotowe prace, jak i kulisy ich powstania, został przejęty przez azjatyckich cyberchuliganów. Utrata dostępu do profilu nie byłaby dramatem, gdyby Facebook oferował procedury odzyskania swojego dorobku albo przynajmniej pozwalał na kontakt z konsultantami, którym można by problem przedstawić. Ale nie oferuje i nie pozwala – straciłeś konto, to pisz na Berdyczów. Prace John Wilhelm is a photoholic można zobaczyć w serwisie 500px. A my mamy przypomnienie, że na Facebooku, Instagramie i innych takich platformach jesteśmy gośćmi, których można wywalić za drzwi bez słowa wyjaśnienia. Chcesz mieć swoje miejsce w Sieci – to postaw własną stronę na własnej domenie.

Kto się boi CC?

Czy korzystanie z oprogramowania Adobe oferowanego w subskrypcji Creative Cloud niesie podobne zagrożenia? I tak, i nie. Z pewnością płacących klientów Adobe nie będzie olewało tak, jak użytkowników darmowego Facebooka traktuje ten ostatni. Używając Photoshopa nie jesteśmy w sytuacji klientów Panono. Nawet gdyby Photoshop jutro zniknął, to zaawansowaną edycję zdjęć, z użyciem warstw i masek, nadal będzie można robić za pomocą Affinity Photo, GIMP-a, PaintShop Pro Corela (który ostatnio dorobił się inteligentnego wypełniania) czy co bardziej zaawansowanych programów do edycji RAW-ów (jak Capture One).

Inaczej jednak warto patrzeć na Lightrooma, zwłaszcza wersję Classic, który w intencji Adobe ma być stopniowo zastąpiony przez Lightrooma chmurowego. Co wówczas stanie się ze starannie budowanymi kolekcjami i słowami kluczowymi? Nie postawiłbym też złamanego grosza na długowieczność adobowego formatu DNG, który miał być powszechnym standardem, a obecnie służy do obchodzenia konieczności kupowania nowej wersji Lightrooma. Trudno uwierzyć, że Adobe nie zdaje sobie z tego sprawy. Pytanie raczej – jak długo jeszcze będą łowić fotografów konwertujących swoje zdjęcia do DNG, zanim wybiorą sieć i przeniosą wszystkich do CC?

PS. Serdecznie dziękujemy za wyrazy wsparcia, jakie dostaliśmy z okazji Fotowypraw Fotezji.

PPS. Zdjęcia powyżej nie mają związku z SaaS, natomiast mają pewien związek z fotowyprawą, którą ogłosimy w najbliższy czwartek. 🙂

 

  1. No, niestety, zmiana oprogramowania na SaaS staje się coraz powszechniejsze – mam przykłady z branży muzycznej, gdzie też coraz większe grono producentów zauważa tę “żyłę złota”. Mnie w tym wszystkim martwi nawet nie to, że producent może zniknąć, że może zażądać jakiejś dodatkowej opłaty “bo tak”. Mnie martwi to, że w modelu subskrypcyjnym użytkownik traci możliwość jakiegokolwiek wywierania presji na producencie. Nie podoba się coś? Może chciałoby się jakiś uaktualnień albo nowych funkcji? No i co, można sobie pisać do supportu, bo płacić i tak się będzie, zwłaszcza jeśli używa się aplikacji do pracy. Inaczej – nie ma kasy, nie odpalisz programu w ogóle.

    Niektórzy mają jednak pomysł na nienajgorszy kompromis (w mojej opinii oczywiście), np. JetBrains, producenta środowisk programistycznych. Otóż jest tam model abonamentowy, ale po upłynięciu roku nabywamy wieczystą licencję na wersję sprzed roku. Przerwiemy subskrypcję – możemy używać wersji sprzed roku. Oczywiście, fajniej byłoby mieć wersję aktualną, ale no cóż, subskrypcja musi pokryć koszt licencji 😉

    Tak czy owak, trend jest nie do zatrzymania, bo dla producentów to przysłowiowa “żyła złota”, dzięki której mają zapewniony dopływ gotówki bez konieczności ostrego brania się do roboty, a dla ludzi jest to przyjemne, bo generalnie (jak zauważyłem) chyba większość woli raty od jednorazowego wydatku 😉

    Ja tymczasem poprzestaję na Lightroomie 6.2 (wersja pudełkowa) i Photoshopie CS6, obywając się i bez nowych “superfunkcji”, i bez płacenia Adobe, której filozofii działania po prostu nie cierpię.

    1. Mnie martwi to, że w modelu subskrypcyjnym użytkownik traci możliwość jakiegokolwiek wywierania presji na producencie.

      To prawda. Sprzedając wersje z jednorazową opłatą trzeba się postarać, żeby przekonać klienta, że tam jest coś nowego, za co warto zapłacić. Że warto płacić nawet, jeśli ma się starszą wersję. Przy modelu subskrypcyjnym nic nie trzeba robić. No i to widać po Adobe, które bardzo ładnie pozoruje jakieś innowacje, które ani innowacyjne, ani nawet nowe, a bywa, że w ogóle nie działają.

      dla producentów to przysłowiowa “żyła złota”

      Ano, każdy roczny raport finansowy Adobe bije rekord poprzedniego. I obawiam się, że oni potrafią to prawidłowo odczytać: “nic nie robimy, a zarabiamy coraz lepiej”. To po co zmieniać, skoro działa?
      A jeśli zmienią, to w stronę, żeby zarabiać więcej, a robić jeszcze mniej. To nie jest przypadek, że nowy Lightroom CC (ten nie-classic) przechowuje zdjęcia wyłącznie w chmurze Adobe, a Adobe oferuje dodatkowe pakiety pojemności miejsca w chmurze. Dlatego czas życia Lightrooma Classic dobiega końca – więcej zarobią na nowym Lightroomie, kasując dodatkowo za miejsce w chmurze. Pytanie, kiedy odważą się spróbować przymusowej migracji.

      po upłynięciu roku nabywamy wieczystą licencję na wersję sprzed roku

      To jest fajne, ale na rynku konsumenckim nie ma szans zaistnienia. Można sobie pozwolić na oddawania starszych programów, gdy nowe wersje mają funkcje stanowiące o być lub nie być zawodowca. W przypadku amatora starsza wersja będzie “wystarczająco dobra”, by praktycznie zabić model subskrypcyjnych. Zresztą, do czegoś takiego to Adobe musiałoby robić nowe wersje, które faktycznie byłyby lepsze od poprzednich, na co się nie zanosi.

    1. No właśnie, uznali że tego też już nie muszą robić. Inna sprawa, że jakość tych polskich wersji językowych jest mocno problematyczna.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr