Gęganie po polsku

transparent

Czy ktoś wie, co robi filtr Deformacja? A Skraplanie? A kto wie, że te nazwy oznaczają jedno i to samo narzędzie, tyle że w kolejnych wersjach Photoshopa?

O ile w anglojęzycznych (czyli oryginalnych) wersjach programów, nawet różnych programów, te same narzędzia noszą zawsze te same nazwy, o tyle fantazja „spolszczaczy” wyraźnie nie zna granic. Mamy całe mnóstwo określeń na coś, co we wszystkich angielskich programach od wieków nazywa się USM, czyli Unsharp Mask. Po polsku to Maska wyostrzająca, Wzmocnienie, Maskowanie nieostrości… Przytaczam z pamięci, a jakbym sobie dłużej poprzypominała, to znalazłoby się jeszcze kilka określeń i to bez wykraczania poza najważniejsze programy (czyli Photoshopa, GIMP-a i Paint Shopa). Możliwości jest tysiąc, a robi się ich tym więcej, im mniejsze pojęcie o edycji ma tłumacz. Dobrze, że chociaż Poziomy i Krzywe zachowują swoje nazwy (tfu, tfu, odpukać).

Ktoś wie, co to za kolor: karmazyn? Teraz już tak, skoro Wikipedia podaje nawet jego współrzędne w różnych przestrzeniach barwnych 🙂 A w Photoshopie od pewnego czasu tak się nazywa magenta, kiedyś purpura, czyli środkowa barwa składowa systemu CMY. Nazewnictwo kolorów nie byłoby takim znowu problemem, gdyby nie to, że jest po prostu fałszywe – niezależnie od tego, że zmienne. Karmazyn wygląda inaczej niż magenta. Sytuuje się gdzie indziej na kole barw. Daje inne odcienie po zmieszaniu z żółtym czy niebieskim. A przede wszystkim: nie jest kolorem podstawowym w żadnym systemie barw. Dla tłumaczy z Adobe to wyraźnie żadna różnica.

Czy my, użytkownicy, musimy powtarzać błędy zapisane w programach? Czy powinniśmy zacząć mówić o Odstępie sRGB (tak jest w ustawieniach Camera RAW dodawanego do CS5) zamiast o przestrzeni sRGB? W oryginale było „Space”, więc i tak można się cieszyć, że nie mamy Kosmosu sRGB.

Niestety, niezależnie od podjętej decyzji, czy będziemy powtarzać absurdalne słownictwo stosowane w polskich wersjach programów, dopasowywać się do zmieniającego się nazewnictwa czy uparcie trwać przy jednej, wybranej wersji, i tak mamy problem. Język służy do porozumiewania się. Żeby się porozumieć, wszyscy muszą tak samo rozumieć stosowane wyrażenia. Jak więc rozmawiać o edycji, gdy co roku zmieniają się nazwy narzędzi? I po co w ogóle tłumaczyć programy, skoro i tak trzeba się uciekać do oryginalnych nazw, by móc jednoznacznie powiedzieć o co chodzi?

A jeśli tłumacz się walnie i w którejś wersji Photoshopa autorem programu zostanie nie firma Adobe, tylko Abode, to też mamy tak mówić?

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr