Ten straszny potwór, metameryzm

Kupowaliście kiedyś tapety? W choć trochę szanujących się sklepach z tapetami, po wstępnym wyborze wzoru, sprzedawca obciąża klienta wielką księgą-wzornikiem i wysyła przed sklep, mówiąc: „A teraz sobie Pan/Pani jeszcze obejrzy te tapety na dworze.” I lepiej z tej sugestii skorzystać.

Może się bowiem okazać, że delikatny beż staje się w świetle dziennym łososiowy, a co miało być szare, jest fioletowe albo zielonkawe. Ledwo widoczny wzór staje się wyrazisty… albo odwrotnie. Powód: metameryzm. Te same materiały w różnym świetle mogą wyglądać całkiem inaczej. Nie jest to nawet kwestia balansu bieli (z którym ludzkie mózgi radzą sobie świetnie) ani osobniczego postrzegania kolorów. Problem wynika ze sposobu, w jaki dane substancje barwiące odbijają różne części widma. Metameryzm był ogromnym problemem w początkach atramentowego druku fotografii. Wydruk, który wyglądał dobrze w świetle dziennym, przy żarówce był zupełnie nieakceptowalny i vice versa. Obecnie jest z tym coraz-lepiej-już-prawie-dobrze… do tego stopnia, że jeśli ktoś się specjalnie wnikliwie nie przygląda, może o problemie w ogóle zapomnieć.

No to o czym tu w ogóle gadać, skoro problem przestaje istnieć? Niestety, wcale nie przestaje. Potwór metameryzmu może wyskoczyć z każdej szafy, i to dosłownie. Weźmy na przykład moje spodnie. Gdy je kupowałam przez internet, były średnio szare, z nutką zieleni. Gdy je mierzyłam w sklepie przy odbiorze, ich kolor był zgodny z moim oczekiwaniem. Po wyjściu na dwór były prawie zupełnie szare, a wieczorem przy lampie stały się ciemnozielone.

I jak tu mówić o wierności barw na fotografiach, gdy nawet trudno ustalić, jakie kolory ma realny, trzymany w rękach (lub w tym przypadku, na nogach) przedmiot?

  1. 🙂 Zjawisko znane chyba każdej kobiecie. Mężowie przy zakupach (tapet też) najczęściej jęczą: wymyślasz, cudujesz, przesadzasz, gdzie ty to widzisz itp. Wystarczy posłuchać w sklepach 😀

  2. A potem jest zaskoczony ścianami w drobne, kolorowe kwiatuszki? Albo w inne kółeczka, na które nie może patrzeć? Mało mądrze.

    1. Nie zniosłabym męża, któremu podoba się wszystko to co ja powiem czy zrobię, tylko po to by miał spokój. Może fajne na 2 dni. Nie potakiwaczom!!! w foto też:)

  3. A przy okazji jeszcze jeden problem dochodzi. Osobnicze postrzeganie kolorów. Jednym słowem odpuszczamy “prawidłowe” podejście z profilami drukarni, kalibracją monitorów? Skoro i tak każdy w różnych warunkach ogląda i co innego widzi .. to po diabła się męczyć?

  4. No nie, nie odpuszczamy. Kalibracja to taki wspólny mianownik. Co dalej z tego wynika, to już inna sprawa, ale przynajmniej staramy się dać szansę innym, żeby zobaczyli to, co chcemy pokazać. Kompas może nie być dokładnym narzędziem, ale lepiej iść według kompasu niż na chybił trafił – generalnie będzie się bliżej miejsca, do którego się chciało dojść.

  5. Dziwny ten sprzedawca…
    Ja bym raczej proponował obejrzenie tego koloru/wzoru w świetle mieszanym, albo takim w jakim będziemy najczęściej oglądać tę tapetę. Np. w ciemnej piwnicy nic mi po niuansach kolorystycznych typu łososiowy czy beżowy. Swoją drogą kto w piwnicy obkłada ściany beżowymi tapetami…
    Atka, Ty widzę niedoświadczona jesteś. Każdy chłop po kilku latach związku, dla świętego spokoju, zgodzi się na wszystko (i to bynajmniej nie po to żeby zrobić Ci przyjemność), a jeśli chodzi o kolory albo kwiatki to naprawdę najmniejszy powód do buntu 🙂

    1. Oj, lepiej nie będę mówić , jakie mam doświadczenie. I jak kilku latach związku próbował robić to o czym piszesz, to dopiero był bunt. Ewo, zorientowałam się 🙂

  6. Nieprawda! My lubimy kwiatki i tej wersji będę uparcie się trzymał:P Swoja szosą masz rację. W piwnicy jak w piwnicy. Co mi z koloru w swietle zewnętrznym skoro tapeta wewnatrz? Podłoga drewniana, światło się odbija i dodatkowo ociepla kolory.. i jeszcze te zasłony! itd. itp. wybór trudny i dużo czasu absorbujacy.. Ja tam lubię kwiatki w 15 minut wybrane:)

  7. No i z dyskusji o kolorach zrobiła się dyskusja o małżeństwie 🙂
    Wychodzenie z wzornikiem na dwór jest najlepszym, co można zrobić. Raczej nie ma szans, żeby kupujący mógł pojechać z nim do domu – to by za długo trwało, a jakby się komuś nie chciało odwieźć, to kłopot. Sklepy mają zwykle popietegowane oświetlenie, a mieszkania przynajmniej w dzień mają oświetlenie mniej lub bardziej słoneczne.
    Ale jak zamawialiśmy szafę, to rzemieślnik przyjechał do nas z próbkami płyt.

  8. Niejaki Louis J. Daguerre, jeśli nie popełniłem literówki, w grobie sie przewraca i pyta pewnikiem, po jaką cholerę wam były kolory? Nie lepiej było poprzestać na prawdziwej, czarnobiałej fotografii!? Wiemy wszyscy, że wielcy tej dziedziny, z prawdziwą przyjemnością “robią” czarnobiałe, prawdziwe zdjęcia! Im obcy jest problem metameryzmu a światło dla nich jest najważniejsze! A barwa tego światła? Po co to komu!?

    1. Niestety nie mogę się zgodzić. Fotografia w dzisiejszych czasach, a zwłaszcza w dobie internetu ma jeszcze jeden ważny przekaz. Jak sobie wyobrażasz chociażby zakupy przez internet bez fotografii kolorowej?:) Nie można również uznać wyższości jednej nad drugą ze względu na wpływ na odbiór zdjęcia

      “Cholera” za bardzo odbiegliśmy od artykułu Ewy:)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr