Polowanie zakończone

Migawka powoli stygnie i udało się już wyprostować palec wskazujący prawej dłoni po trzydniowym fotografowaniu ptaków (głównie) w Ustroniu. Jakoś tak cicho bez stukotu kłapiącego lustra…

Pogodę mieliśmy zróżnicowaną, ale szczególnie patrząc na dzisiejszy śnieg trzeba uznać, że raczej dopisała. Teraz czas na kasowanie tych zupełnie nietrafionych ujęć, a w następnej kolejności na oddzielenie tych całkiem niezłych i poprawnych technicznie fotek od naprawdę dobrych fotografii. Z około 3 tysięcy plików została połowa i tniemy dalej.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyjęli nasze zaproszenie do Ustronia. Relacja z warsztatów wkrótce.

 

  1. Komentarz do zdjęcia, bo nie mogę się powstrzymać.
    Pustułka jest moim najbardziaj lubianym ptakiem drapieżnym. Piękne ujęcie. Tutaj w locie, ale czy zawisała i trzepotała skrzydłami? To właśnie lubię najbardziej. Zwierze “wolne jak ptak”, a tutaj coś jej wisi spod ogona – tego nie lubię (też najbardziej). Nie da się tego jakoś usunać? To a propos wcześniejszego tematu – przecież umiecie.
    Nawet jak fotografuję np. konie – najbardziej nie lubię uzdy, kantora, chomąta (czy jak je tam zwał) na łbie. Bardzo to psuje piękno zwierzęcia.
    Ale wracajac do pustułki – zazdroszczę obserwacji i zdjęcia, bo na moim terenie (tym wiejskim) nie ma tych ptaków (tylko myszołowy, jastrzębie i kruki), a w miastach pustułki gnieżdżą się od dawna.

    1. Pustułka nie chciała zaprezentować zawisu – cały czas latała, to też zdjęcie w locie.
      Nie chcę sugerować, że sfotografowałem dziką pustułkę, dlatego zostawiłem te rzemienie. Zresztą ptakom raczej tam się krzywda nie działa – inaczej by nie wracały.
      Zazdroszczę myszołowów i jastrzębi w okolicy domu 🙂

  2. Tylko, ze jastrzębie są piekielnie szybkie, nawet nie próbowałem strzelać w locie.
    Myślę o czatowni przy padlinie. Czatownia została już zbudowana w minioną sobotę. Właściwie to na sarny i żurawie (ale przetestowana na krowach sąsiada). Zastanawiam się tylko skąd wziąć padlinę na drapieżniki. Nie mam kur, nie mam żadnej żywioły. Nie poluję. A fotograf musi być porzede wszystkim przygotowany. Nie jestem.

    1. targ w okolicznym mieście/masteczku na 100% raz w tygodniu jest gdzie żywego kuraka za 5zł sobie kupisz. Metr sznurka i kijek.. wiem okrutnik ze mnie.. minusem że za kłusownika podpaść możesz:))
      plusem zaś.. “jaszcząb” nie przyleci to kura jak znalazł na rosołek

      1. Dzięki yehood. Dobre, ale zmodyfikuję.
        Kurę kupię i na czas łowów osłonię siatką “leśną” z dużymi okami.
        Kiedyś dostałem od sąsiadki koguta na rosół. Nie byłem głodny i uwiazałem go na sznurku na podwórku (żeby mieć na oku), a na noc chowałem pod beczkę (lisy). Po tygodniu nie miałem sumienia przeznaczyć go na rosół. Po dwóch tygodniach pojechał do kolegi, który miał kury ale nie miał koguta. Nie miałem ani koguta ani zdjęcia jastrzębia. Tymczasem sąsiadka (inna) straciła na rzecz jastrzębia kurę (nioskę), która wylazła z podwórka za płot. Ot – życie kur na wsi. W mieście jest prosto, kupuję tuszkę kury i nie zastanawiam się kiedy straciła życie.
        Ale ta osłona z siatki chodzi mi po głowie. Tylko nie wiem czy to jastrzębiowi też się spodoba.
        Jak “to” zda egzamin, zaproszę Ciebie i Piotra na fotołowy.

  3. Sie tak zapaliłem do własnego pomysłu .. że chyba nawet sobie zmajstruję jaką przyczajkę:P miejsce mam genialne.. skraj bajorka połaczonego z rzeczka gdzie bobry grasują, dziki przyłażą na żer no i właśnie pustułki z jastrzębiami i gryzoniami o byt walczą. No nie wiem kto tu kogo zapraszał będzie.. na rogrzewkę w przyczajce mam bowiem doskonałej roboty “cytrynówkę” niekoniecznie Palikota:P
    Ps.Te dziki mnie tej zimy troszku wystraszyły.. loszka z młodymi sobie gniazdko uwiła.. ech.

  4. Mam dziwne przeczucie że efektem pierwszych moich spotkań z drapieżnikami bedą zdjęcia, których głównym motywem będzie kurczak na sznurku pasany.. ew. tłuste oka rosołu gdy mnie ów kurczak zdrzaźni..

  5. No i ze wspaniałej wolnej pustułki rzecz o kurczaku na sznurku się stała.
    Mnie zaś ciekawi kto wrzuci jednak pierwszego dzikiego zwierza do galerii DFV.
    Ten kto wygra stawia nalewkę. U mnie wiśniowa, żurawinowa, dereniowa (ale ta to chyba już wypita, muszę zajrzeć do piwniczki), “na przeziębienie” i “dla zdrowotności”. Te dwie ostatnie jakoś nie idą, bo narazie wszyscy zdrowi.

  6. Od czegoś trzeba zacząć. Fotografowanie kurczaka na sznurku jest łatwiejsze niż pustułki w locie, a zawsze można powiedzieć, że były dwa kurczaki, tylko pustułka jednego porwała tak szybko, że widać na zdjęciu tylko jednego.
    No, ja mam z Ustronia różne kopytne i rogate, ale w tej sytuacji się nie wysuwam, bo bym wygrał nieuczciwie.

  7. 14 maja pierwsze podejście w takim razie:P
    “Kurczak na sznurku” zas jest jak najbardziej na temat. Wpisuje się w podejście warsztatowe, przecież warstaty to nic innego jak próba odpowiedzi na pytanie:”Jak zrobic takie zdjęcie?”. Kurczak odpowiada na nie z całą mocą i stanowczością!
    “Kurczak na sznurku” znacznie głębszym pojęciem jest niźli na pierwszy rzut oka się zdaje, ba, symbolem jest naszych zmagań o etykę w fotografii .. Czy taka ingerencja/kreacja rzeczywistości fotografii jest uczciwa?!

    1. Upewnij się najpierw, czy w ogóle jakiś sokół jest w okolicy, bo ten kurczak na sznurku zemrze ze starości. Później należałoby go chyba jakoś przyzwyczaić, że tu dają jeść, czyli poświęcić (niekoniecznie z udziałem biskupa) ze dwa kurczaki, a dopiero przy trzecim zaczaić się z aparatem.

      1. Sokoła oczywiście nie ma (nigdy jeszcze nie miałem przyjemności oglądania ich w stanie wolnym choć ponoć w Wawie na PeKiNie stacjonują:) ale wstępne rozpoznanie terenu w zeszłym roku poczyniłem, gniazdo jastrzębi zlokalizowałem w dość bliskiej odległości (nawet spacerkiem) zaś przewidywane miejsce mordu kurczaka znajduje się w obrębie terenu patrolowanego przez ich jastrzebie mości.

  8. Nie ograniczajmy sie do etyki tylko w fotografii.
    Jest jeszcze bioetyka (nagłośniona na skutek zaistnienia GMO), i dla mnie kurczak na sznurku jest “niebioetyczny”. To tak po moich doświadczeniach z kogutem na sznurku i kaczką na sznurku (też od rolniczki sąsiadki).
    Aaa, była jeszcze perliczka, ale ze względów bioetycznych trzymałem ją nie na sznurku lecz “swobodnie” w drewutni. Uciekła, złapałem przy płocie, uciekła znowu, złapałem znowu.
    A propos perliczek – najmniejszy łebek i najlepsze oczy wśród wiejskiej żywioły.
    I tutaj mam pomysł – potrzebny jest i kurczak i perliczka. Perliczka wystarczająco wcześnie obudzi fotografa, który przysnął po godzinie czekania na jastrzębia. Ale perliczkę trzeba dobrze zabezpieczyć przed atakiem (kojec z siatki) – jest do wielokrotnego użycia.
    Dalej pracujemy nad warsztatem.

  9. Sznurka zabrakło.. by dzieci w baleron związać i tym samym w spokoju komarom dawać się konsumować w oczekiwaniu na “jaszcząbia”.. ech, kogut ma się dobrze, jastrząb zaś pogardliwie na mnie spoglądał z nieboskłonu.. albo ze zrozumieniem?! jemu tez w końcu się dzieciaki powykluwały.. następne podejście .. za miesiąc. Może kogut nie zdechnie ze starości;/

  10. Liczysz, że przez miesiąc się dzieciom opatrzysz, jak tak będziesz codziennie leżał w trawie z kogutem na uwięzi?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr