Jak to robią inni?

Przy okazji relacji z warsztatów we Wrzosowej Krainie (zapraszam do lektury – jak zwykle na górze, w menu Warsztaty) chciałbym zwrócić uwagę ważny aspekt uczenia się i rozwoju. Coś robimy w fotografii, jakoś to robimy, może nawet jesteśmy z tego zadowoleni, ale zawsze jednak warto popatrzeć, jak robią to inni. Tradycyjna metoda uczenia się od innych, czyli oglądanie cudzych zdjęć po galeriach, wystawach (dzisiaj raczej: galeriach internetowych, portalach) lub kupowanie albumów jest jak najbardziej ok, ale… jest niepełna. Widzimy efekt, finalne dzieło, ale nie wiemy, jakich wyborów dokonywał jego twórca. Nie wiemy też przed jakimi możliwościami stał, z jakiego tworzywa korzystał, co wybierał, a co odrzucał.

Co więcej można zrobić z daną sceną, światłem, materiałem można zobaczyć podczas warsztatów fotograficznych i plenerów (jeśli towarzyszy im ad hoc pokaz prac uczestników). Cokolwiek ciekawego wymyśliliśmy w danym miejscu, ktoś stojący obok mógł wymyślić coś więcej. Miał ten sam punkt wyjścia, te same możliwości w tym samym czasie – jeśli jemu wyszło coś ciekawszego niż my byliśmy w stanie wymyślić, jeśli stworzył jeden dobry kadr więcej, to znaczy, że różnicę stanowił najważniejszy czynnik w fotografii. Umysł fotografa. Patrzenie na cudze prace jest cenne. Możliwość obserwowania, jak one powstają – jeszcze cenniejsze.

Wrzosowa Kraina była naszymi ostatnimi warsztatami w tym roku oprócz fotowyprawy do Etiopii. O różnych sprawach związanych z Etiopią pisze często Sławek, a jeśli ktoś chciałby się z nami wybrać, to jest to ostatnia chwila i ostatnie miejsca.

Czas odzyskiwany
Warto się przewrócić

24 komentarze

  1. jorddekroy

    “Miał […] te same możliwości […]” – to akurat niekoniecznie. Jeśli on focił jasną stałką, a ja kitem, to nie bardzo te same możliwości. Chyba, że u Was na warsztatach wszyscy mają ten sam sprzęt… I tak w ten sposób różnicę stanowił najważniejszy czynnik w fotografii – finanse 😉

    • Piotr

      Każdy był zachęcany do przywiezienia statywu, który był zdecydowanie lepszym narzędziem niż jasny obiektyw. A użyteczność jasnych obiektywów jest zdecydowanie przeceniana. Nie przypominam sobie, aby na którychkolwiek warsztatach ktoś zrobił lepsze zdjęcie dlatego, że miał jaśniejszy obiektyw.

      • jorddekroy

        Piotrze – to był przykład. Równie dobrze można pod jasne szkiełko podstawić coś innego, byle lepszego od kita.

        • Piotr

          No więc tak czy tak to zły przykład, bo nie ma przewagi dzięki sprzętowi. Przewagę można mieć dzięki pomysłowości, wyobraźni, wiedzy, technice i doświadczeniu. Sprzęt daje przewagę dopiero w momencie, gdy mamy dwa dokładnie identyczne kadry i chcemy je przygotować do prezentacji. Ale na etapie tworzenia zdjęcia jedynym wymogiem sprzętowym jest, aby mieć ogniskową potrzebną do realizacji zaplanowanej kompozycji. Reszta potrzebna do zrobienia zdjęcia jest w głowie.

      • jorddekroy

        Skoro tak, to jak ma się to zdanie: “Miał ten sam punkt wyjścia, te same możliwości w tym samym czasie – jeśli jemu wyszło coś ciekawszego niż my byliśmy w stanie wymyślić, jeśli stworzył jeden dobry kadr więcej, to znaczy, że różnicę stanowił najważniejszy czynnik w fotografii. Umysł fotografa.” do Twojej wypowiedzi: “Sprzęt daje przewagę dopiero w momencie, gdy mamy dwa dokładnie identyczne kadry i chcemy je przygotować do prezentacji.” – w pierwszym zdaniu właśnie jest mowa o 2-óch identycznych kadrach*, dlatego rozumuję, że właśnie wtedy istotny jest sprzęt.
        * chyba nie uczepisz się odległości 0,5 metra od siebie?

        • Piotr

          Właśnie dlatego warto pojechać na warsztaty i później wspólnie obejrzeć zdjęcia wykonane przez uczestników, żeby zobaczyć, że czasem nawet mniej niż pół metra daje zupełnie różne kadry. Wszyscy są w tym samym miejscu, mogą wstawić swój statyw we wgłębienia po statywie poprzednika, a zdjęcia i tak będą różne.
          Tak, pół metra to cholernie duża różnica. Szczególnie kiedy to nie jest pół metra w lewo czy w prawo, ale pół metra niżej lub wyżej albo bliżej lub dalej.

          „Sprzęt daje przewagę dopiero w momencie, gdy mamy dwa dokładnie identyczne kadry”
          – czyli gdy Ty wykonasz ten sam kadr lepszym i gorszym sprzętem, wówczas na etapie późniejszej pracy nad zdjęciem zobaczysz różnicę. Natomiast różnicę między pracą osoby z lepszym sprzętem, ale gorszymi pomysłami, a tą z podstawową lustrzanką, ale twórczą i z fantazją – widać od razu. I tej różnicy nijak się nie da zniwelować lepszym sprzętem.

      • jorddekroy

        No dobra, niech Ci będzie 😀

      • jorddekroy

        Odnośnie drugiej części zgadzam się bez dwóch zdań. Powyższy komentarz dotyczył pierwszej części. Druga zdaje się została dopisana po moim poście.

  2. oj…!!! To Baryczy nie będzie??? A Morawy?

  3. Mam taką książkę (nie pamiętam autora i tytułu, a siedzę na wsi i nie mogę sprawdzić), gdzie autor analizuje fotografowanie kolejnych scen krajobrazu fotografując je w różnych warunkach i wskazując co jest dobre a co złe. Moim zdaniem to jest dobre dla początkujących kursantów fotografii, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę. To jest także niebezpieczna droga wpadnięcia w naśladownictwo: takie światło, taka ogniskowa, taka przysłona, taki czas… są najlepsze. O nie! Jak już coś umiesz i nauczyłeś się estetyki obrazu/fotografii u Mistrzów, to teraz wypracuj sam swoją drogę do lepszych zdjęć (było coś wcześniej o nauce na własnych błędach). To ma wielokrotnie większą wartość.
    Warsztaty prawdopodobnie są dużo lepsze, bo na żywo można podyskutować. Prawdopodobnie, bo nie uczestniczyłem, bo uważam ze jest to raczej świetne (!)spotkanie towarzyskie.
    Zorganizowałem w tym roku u siebie coś innego – kameralny plener makro. Nie dyskutowaliśmy o technikaliach, nie podglądaliśmy jak kolega fotografuje (ale pomagaliśmy sobie np. wskazaniem tematu czy operując blendą), nie fotografowaliśmy tych samych scen – wręcz przeciwnie uznaliśmy to za “nieetyczne”. Często rozchodziliśmy się robić swoje po swojemu. Walor towarzyski był przy tym wspaniały. Były później powtórzenia, m.in na torfowisku z rosiczkami. I znowu – każdy robił swoje.

    Jedyne co mnie interesuje w dobrych fotografiach innych fotografujących ze spraw technicznych to kąt widzenia obiektywu. Właśnie kąt widzenia jest dla mnie ważny, a nie ogniskowa (w liczbach). Wszyscy piszą i mówią o ogniskowej jako jednym z dwóch najważniejszych parametrów optycznych obiektywu. To najprościej i najłatwiej. Ale Nie zdajemy sobie zwykle sprawy, że nawet w niby stałoogniskowych obiektywach (sprawdziłem doświadczalnie na dwóch obiektywach macro), kiedy przechodzimy w kierunku dużej skali, tak od 1:10 do 1:1, to kąt widzenia drastycznie się zmienia. No to ogniskowa oczywiście nierozerwalnie też. W Sigmie 150mm ogniskowa około dwukrotnie maleje, a w Elmaricie 45mm około dwukrotnie rośnie. Jak to jest możliwe, wiedzą ich konstruktorzy.

    Patrząc na fotografie, i te dobre i te słabe, to od strony technicznej interesuje mnie właściwie najbardziej jaką przysłonę i właśnie jaki kąt widzenia (no dobrze – jaką ogniskową) autor wybrał. Ale jak sam robię jakieś ujęcie, to kąt widzenia (i punkt widzenia) uzależniam tylko i wyłącznie od swojego widzenia tematu. A jeżeli chodzi o przymkniecie obiektywu – to nigdy nie wiem! Podgląd GO na wyświetlaczu mam, ale to mi nie wystrcza. Jeżeli temat nie ucieka i światło pozwala, robię zwykle przy trzech przysłonach, i dopiero w domu na monitorze komputera decyduję co jest najlepsze.

    Decyzja jak sfotografować daną scenę powinna należeć wyłącznie do autora zdjęcia. Jeżeli już opanował fotograficzne abecadło i jeżeli jest ambitny, nie powinien tak za bardzo (albo wcale) sugerować się wskazówkami innych. Teraz jest właśnie czas na samorozwój, dochodzenie do własnych pomysłów na dobre zdjęcie. Będą frustracje, będą i sukcesy, a może nawet własny styl. Czego wszystkim życzę, chociaż sam tak naprawdę jeszcze go nie znalazłem. Ale samo szukanie “swoich zdjęć” może jest nawet ciekawsze.

    • Piotr

      Jak już coś umiesz i nauczyłeś się estetyki obrazu/fotografii u Mistrzów

      No, jeśli ktoś się w ten sposób nauczył… To jednak wcale nie jest takie proste, bo jedna sprawa nauczyć się czytania obrazu skończonego, gotowego – to jest nauka estetyki widza. Bardzo ważna oczywiście i niezbędna, ale pasywna, nastawiona na odbiór gotowego obrazu. Zupełnie czym innym jest nauka pracy z materią i zamianę jej w kadr; przełożenie możliwości na wybór tych elementów, które posłużą zbudowaniu kompozycji. I tutaj nie mniej istotne od tego, co zostaje wybrane, jest to, co zostaje odrzucone. Tego się nie da nauczyć z książek, tylko przez praktykę.

      to teraz wypracuj sam swoją drogę do lepszych zdjęć (było coś wcześniej o nauce na własnych błędach). To ma wielokrotnie większą wartość.

      Myślę, że dla zdecydowanej większości osób oprócz wybitnie utalentowanych i o bardzo mocnej osobowości artystycznej to za duży skrót: od razu po opanowaniu podstaw technicznych przechodzić do budowania własnego stylu. Nauka estetyki jest i trudniejsza, i dłuższa niż opanowanie podstaw technicznych, a kształtowanie swojego stylu to finalny odcinek.
      Oczywiście, odkrywanie różnych rzeczy samemu ma wartość, ale uczenie się od innych i z innymi przyspiesza ten proces i w wielu przypadkach pozwala wyjść poza jednostkowe ograniczenia, z którymi bez zewnętrznej pomocy można się zmagać całe lata. Każdy może po raz kolejny, na własny użytek odkryć koło, ale wymyślanie samemu silnika diesla jest jakby bardziej czasochłonne. I niekoniecznie będzie to czas optymalnie wykorzystany.

      Nie zdajemy sobie zwykle sprawy, że nawet w niby stałoogniskowych obiektywach (sprawdziłem doświadczalnie na dwóch obiektywach macro), kiedy przechodzimy w kierunku dużej skali, tak od 1:10 do 1:1, to kąt widzenia drastycznie się zmienia. No to ogniskowa oczywiście nierozerwalnie też.

      Oczywiście, bo ogniskowa jest podawana zawsze przy ostrzeniu na nieskończoność. Co się dzieje przy ostrzeniu bliżej – to już wolna amerykanka. A różnice są znaczne nawet w obrębie jednej klasy obiektywów – poprzedni profesjonalny zoom Nikona 70-200 miał przy minimalnym dystansie najdłuższą rzeczywistą ogniskową w okolicy 190 mm, a nowa generacja ma tu raptem około 130 mm – co się oczywiście przekłada na maksymalną skalę odwzorowania.

      Decyzja jak sfotografować daną scenę powinna należeć wyłącznie do autora zdjęcia. Jeżeli już opanował fotograficzne abecadło i jeżeli jest ambitny, nie powinien tak za bardzo (albo wcale) sugerować się wskazówkami innych. Teraz jest właśnie czas na samorozwój, dochodzenie do własnych pomysłów na dobre zdjęcie.

      To mniej więcej tak, jakby zaraz po nauczeni się chodzić zabrać się za przygotowania do bicia rekordu świata w sprincie. Samodzielnie, bez żadnych podpowiedzi. Pewnie, można, czemu nie, ale to nie jest specjalnie efektywne.
      Techniczne podstawy są tą łatwiejszą częścią. Fotograficzne patrzenie, estetyka, decyzje o charakterze nietechnicznym są i ważniejsze, i trudniejsze. Także trudniejsze do nauki. Podglądanie mistrzów tutaj oczywiście pomaga, ale pomaga też podglądanie innych fotografów. I nie chodzi wcale o sugerowanie się, kopiowanie, wzorowanie, tylko nauczenie się, jakiego typu decyzje są podejmowane i jaki to daje efekt. I wcale to nie przeszkadza w szukaniu swojej drogi – wręcz przeciwnie. Właśnie przez to, że można zobaczyć, jak różne osoby w tym samym miejscu potrafią zrobić różne zdjęcia, ułatwia zrozumienie jak ważna jest indywidualna wrażliwość, kreatywność i pomysłowość.

      • Piotrze, każdy ma trochę (albo więcej niż trochę) inaczej. W fotografowaniu też. I bardzo mi to odpowiada. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby istniał jeden szablon nauki. Pisałeś kiedyś o kanonach w fotografii, i jaki należy mieć do nich stosunek. Z uczeniem się jest podobnie – można tak, a można inaczej, zwłaszcza jeżeli fotografię traktuje się nie jako profesję, tylko jako przyjemność. Dochodzenie przez siebie do zamierzonych efektów (jeżeli tylko się wie, czego się chce) ma dla mnie większą i bardziej trwałą wartość.

        Napisałeś “To mniej więcej tak, jakby zaraz po nauczeni się chodzić zabrać się za przygotowania do bicia rekordu świata w sprincie. Samodzielnie, bez żadnych podpowiedzi.”
        No bez przesady, może po skończeniu szkoły podstawowej. Zgoda, jeżeli ktoś chce być wyczynowcem. Ja w fotografii nie ścigam się i nie chcę bić rekordów (m.in. nie wysyłam na konkursy). Jestem i będę amatorem, i zawsze podkreślam, że fotografuję dla siebie, dla swojej przyjemności, a że okazało się – że ktoś inny też chce mnie oglądać, no to pokazuję szerzej.

        To co napisałeś niżej, w odpowiedzi dar wro zawiera dokładnie mój punkt widzenia:
        “No właśnie o tym piszę To zresztą na każdych warsztatach się powtarza w jakimś stopniu i często ciekawymi zdjęciami zaskakują osoby niekoniecznie mające najdłuższy staż fotograficzny czy wiedzę techniczną. Umiejętność patrzenia nie musi iść w parze z opanowaniem techniki.”

        Oryginalność, inność spojrzenia, zrobienie po swojemu. Po opanowaniu warsztatu im mniej podpatrujemy innych (jak oni to robią) tym lepiej dla nas (dla mnie). „W nauce albo jesteś samoukiem, albo jesteś nieukiem”. To nie moje, to usłyszałem bardzo dawno od jednego z polskich uczonych. I to jest prawda, w którą wielu nie chce jednak uwierzyć. Teraz stosuję to w fotografii.

        Można oczywiście być dobrze wyedukowanym rzemieślnikiem (i nawet dobrze zarabiać), ale można też być kombinującym amatorem samoukiem (i stale dokładać). Jakoś wolę to drugie.

        • Piotr

          Oryginalność, inność spojrzenia, zrobienie po swojemu. Po opanowaniu warsztatu im mniej podpatrujemy innych (jak oni to robią) tym lepiej dla nas (dla mnie).

          Wypomniałbym Ci niekonsekwencję, bo sam pisałeś wcześniej o oglądaniu dzieł mistrzów. Ale nie wypomnę 🙂
          Budowanie oryginalności na nieznajomości tego, co już zostało osiągnięte, to iluzja. Oryginalność wymaga erudycji i karmi się doświadczeniem. Nie ma oryginalności “świeżego umysłu”, bo świeży umysł w kwestiach estetycznych jest pustką, a nowe pomysły i świeże spojrzenie bierze się z doświadczeń, także estetycznych, także uczenia się na doświadczeniach innych, także zapożyczeniach, przez które dochodzi się do innowacji.

          „W nauce albo jesteś samoukiem, albo jesteś nieukiem”. To nie moje, to usłyszałem bardzo dawno od jednego z polskich uczonych. I to jest prawda, w którą wielu nie chce jednak uwierzyć.

          A to zabrzmiało przerażająco. Mam nadzieję, że ten uczony nie jest lekarzem ani projektantem samolotów.

          można tak, a można inaczej, zwłaszcza jeżeli fotografię traktuje się nie jako profesję, tylko jako przyjemność

          A tu się w pełni zgadzam. Amator nic nie musi i wystarczy, jeśli sam jest szczęśliwy z tego, co robi.

  4. Pamiętasz Piotrze warsztaty w Szklarskiej?
    Wszystkim migawka opadła, jak Rysiek pokazał swoje zdjecia 😉

    • Piotr

      No właśnie o tym piszę 🙂 To zresztą na każdych warsztatach się powtarza w jakimś stopniu i często ciekawymi zdjęciami zaskakują osoby niekoniecznie mające najdłuższy staż fotograficzny czy wiedzę techniczną. Umiejętność patrzenia nie musi iść w parze z opanowaniem techniki. Trochę o tym też pisałem przy okazji wpisu o kobietach, które mają oko 🙂

  5. O, znowu będzie długo.

    Moje:
    “Oryginalność, inność spojrzenia, zrobienie po swojemu. Po opanowaniu warsztatu im mniej podpatrujemy innych (jak oni to robią) tym lepiej dla nas (dla mnie). ”

    Twoje Piotrze:
    “Wypomniałbym Ci niekonsekwencję, bo sam pisałeś wcześniej o oglądaniu dzieł mistrzów. Ale nie wypomnę”

    No nie, oglądanie mistrzów (podziwianie, inspiracja z ich dzieł), to nie to samo podglądanie, jak oni to robią . U mnie stało wyraźnie, że po opanowaniu warsztatu, a tego oczywiście że trzeba sie nauczyć od kogoś, z książek, poradników, dyskusji. A że i warsztatu nigdy za mało, to też to robię, tyle że teraz bardzo wybiórczo – jak natknę się na nowy dla mnie problem techniczny (jak to zrobić). I wtedy nie szukam dzieł Mistrzów malarstwa i fotografii, bo ci najwięksi często nie zdradzają, jak TO robili. Wtedy szukam nauczycieli i ich opracowań. Wyraźnie podkreślam – uczyć się trzeba warsztatu, a tworzyć cokolwiek to już po swojemu.

    Moje:
    „W nauce albo jesteś samoukiem, albo jesteś nieukiem”. To nie moje, to usłyszałem bardzo dawno od jednego z polskich uczonych. I to jest prawda, w którą wielu nie chce jednak uwierzyć.

    Twoje:
    A to zabrzmiało przerażająco. Mam nadzieję, że ten uczony nie jest lekarzem ani projektantem samolotów.

    Mówił to uczony do już profesora, który był zresztą dużym autorytetem na mojej Uczelni i miał zadatki na uczonego. Otóż sprawa jest bardzo prosta, a przy tym nawiązuje do wcześniejszej kwestii, wyrażająca się w różnicy pojęć „uczony” a „pracownik naukowy” czy „naukowiec”. Pracownik naukowy, niech to będzie specjalista wysokiej klasy − profesor medycyny może być świetnym lekarzem (ale nie musi). Może być także uczonym, ale będąc pracownikiem naukowym uczonym bywa się rzadko. Uczony to coś takiego jak Artysta wśród artystów. Moim skromnym zdaniem Artyści i Uczeni są genialnymi samoukami, ale nie w sensie warsztatu (którego nauczyli się od innych, a sami też go tworzą), tylko efektów ich pracy twórczej. Lekarz i konstruktor samolotów mogą bardzo dobrze leczyć i budować wspaniałe samoloty, bo są tego nauczeni, ale bardzo niewielu z nich zostaje uczonymi.
    Zważ Piotrze, ja rzadko słyszy się o kimś, że jest/był uczonym. Uczeni czasem dostają Nobla. Nie wszyscy, ale nasza (i francuska) Wielka Uczona Maria Skłodowska-Curie dostała go dwa razy. I ona i wszyscy inni uczeni uczyli się podstaw od kogoś, ale później to już byli samoukami. A czyż Alfred Einstein nie był samoukiem?

    Tak więc niech Cię nie przeraża lekarz czy inżynier, np. konstruktor samolotów (jeżeli dobrze się nauczył „od kogoś”); on nie jest samoukiem. I jeden i drugi może też „dostać się na poziom uczonego”, czyli twórcy czegoś nowego w nauce/technice, ale już jako samouk. Najwyższy stopień samouctwa prezentują geniusze. Czasem tacy nie kończą zwykłej szkoły, a potem bronią doktoraty czy są zatrudniani przez NASA. Nawet ostatnio o takim czytałem w Internecie.

    Ale wracając do fotografii (gdzie niczyje życie nie powinno zależeć od jakości pracy fotografa), pozwól na margines luzu w jej nauczaniu i pozwól amatorom chociaż w malutkim stopniu być samoukami, na tyle na ile każdego stać. To daje największą satysfakcję.

    P.S. Rano pada, dlatego tak długo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *