Uszguli, Gruzja

Jak przerobić zdumienie na zdjęcia

Gdy Sławek mówił, że w Uszguli jest dużo wież, ale poza tym to jest tylko wioska, a nie takie eleganckie miasteczko jak Mestia, powinniśmy się czuć uprzedzeni. Gdy mówił, że tam są tylko kwatery „u chłopa”, bo w takiej odległej wiosce na hotel nie ma szans – powinniśmy się czuć ostrzeżeni. I tak się czuliśmy.

Mimo to, gdy po paru godzinach jazdy przerywanej fotografowaniem krajobrazów jeepy zatrzymały się niedaleko jakichś zabudowań, pierwsza myśl była: „O, jakie malownicze ruiny”. Druga: „Eee… co robią świnie w ruinach?” Po chwili okazało się, że nie tylko świnie, ale i krowy, i psy, i nawet ludzie. To nie były bowiem malownicze ruiny odlotowego zamku – to był pierwszy przysiółek Uszguli.Uszguli, Gruzja

Wyobraźcie sobie… nie, tego się nie da wyobrazić. To trzeba przeżyć. Najpierw widać wieże: kamienne, ale smukłe; trochę łaciate, bo kamień przeważnie ciemny, a tynk stary. Każda zakończona takim samym wzorem imitującym blanki i lekko wystającym dachem. Pomiędzy wieżami domy – też łaciato-kamienne, ale uzupełniane a to blachą, a to folią (niebieska folia osłania tarasy od wiatru), a to obite czymś wyglądającym jak stare sztachety. Zresztą: w tym klimacie każde drewno będzie szybko wyglądać na stare. Od czasu do czasu plama świeżego tynku i niezardzewiałej blachy na dachu – bo region się rozwija. Ale prawdziwe, opuszczone ruiny też się zdarzają. A na górce metalowy maszt z anteną satelitarną, wskazujący, że nowoczesność stuka do drzwi, nawet jeśli są to drzwi podpierane kołkiem. Wokół wysokie, porośnięte trawą góry, po górach plączą się krowy, psy i świnie (wszystko luzem!), a na ulicach wioski… no cóż, przyjmijmy, że to brązowe na ulicach to było błoto. Po kostki. Uszguli na wszystkich zrobiło piorunujące wrażenie.

Ale przecież przyjechaliśmy fotografować, a nie się dziwić. Jak przełożyć zdumienie na obrazy? Jak ująć absurdalność niepraktycznych wież w surowym klimacie wysokich gór, sąsiedztwo anten satelitarnych i dróg takich, przy których nikt nigdy nie pomyślał o ruchu innym niż pieszy (w kaloszach)? Jak się mają dachy kryte łupkiem (jak się odłupał, tak jest) do ślicznej porcelanowej zastawy (mytej pod studnią)? Jak zrozumieć Uszguli?

Powyższe zdjęcie nie jest, mam nadzieję, najlepszym z tam wykonanych. Nieźle pokazuje absurdalną różnorodność tego miejsca: góry, wieże, ruiny, chałupy, nowe domy, akcenty XXI wieku, obecność zwierząt. To ujęcie właściwie dokumentacyjne – jedno z możliwych. Można też pokazywać na bliższych ujęciach zwierzęta na ulicach, detale łupkowych dachów, stół zastawiony na kolację dla gościoturystów, kamienną szkołę, w której zakutana w tradycyjne chusty (ciepło to tam nie jest) nauczycielka wbija miejscowym dzieciakom wiedzę do głów. Albo oszałamiające krajobrazy okolicy, dla których warto się tam zatrzymać na dłużej. Albo różne połączenia: stare-nowe, schludne-zaniedbane, rzeka-góra. Zawsze jednak – nie tylko w Uszguli – warto wyjść ze zdumienia, zanim zrobimy zdjęcia. Zastanowić się, co tu jest ważne, które z licznych, czasem sprzecznych elementów są najbardziej charakterystyczne, co warto pokazywać, jak bardzo ograniczyć kadr? Nawet jeśli miejsce wydaje się na pierwszy rzut oka chaotyczne i absurdalne, to z pewnością ma ono swój porządek i logikę. A jeśli nawet nie ma, to trzeba ten porządek i logikę wymyślić na potrzeby kompozycji zdjęcia.

    1. Uszguli robi wrażenie nawet w internecie 😉
      A przecież wcale nie było straszne, tylko takie… zdumiewające. I te wybitnie przyjazne zwierzęta też były zdumiewające.

  1. Z Waszych tutaj opowieści wynika, że było pięknie i mnóstwo ciekawych miejsc widzieliście, niestety w galerii z wyprawy jakoś mało zdjęć, szkoda, chętnie pooglądałbym więcej z takich miejsc jak wyżej…

    1. To będziemy wrzucać. 🙂 Raczej tutaj, bo na DFV już od dawna walczę z przekleństwem 10. strony. Andrzej zresztą dzielnie wrzuca Gruzję na DFV, ale fakt, że spora część uczestników fotowyprawy nie ma konta na dfv.pl i mimo zaproszeń jest coś zbyt nieśmiała, żeby tam pokazywać zdjęcia. A nie mają powodów do nieśmiałości, jak udało się niedawno podstępem pokazać Ewie na przykładzie zdjęcia Beaty. 🙂

  2. Wiesz Ewo – coś w tym jest. Mnie czasami tak “zatknie” że robię zdjęcia i potem dopiero gdy przeglądam patrze co ja narobiłam – przecież to trzeba by zupełnie inaczej … I często najlepiej byłoby pojechac drugi raz 😀

    1. Oj bywa, bywa. Dlatego warto najpierw wyjść ze zdumienia, odetchnąć głęboko, po czym uruchomić mózg zamiast serca. Potraktować parę kompozycji geometrycznie (tyle od krawędzi, to w linii, tamto poza linią itp.) a potem jest szansa, że już pójdzie 🙂
      Jechanie drugi raz to bardzo dobra opcja, tylko czasem długo trwa i trochę kosztuje 🙂 więc warto się skupić za pierwszym razem.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr