12 znaczących zdjęć w roku

 

Drogi i bezdroża Islandii

Fotoamatorzy często są przeświadczeni, że mistrzowie fotografii robią same mistrzowskie ujęcia. Nie jest to do końca prawdą, a nawet nie jest nią zupełnie. Ansel Adams stwierdził kiedyś, że „12 znaczących fotografii w roku to dobry plon”. Oczywiście, wielu całkiem sprawnych fotografów byłoby szczęśliwych, gdyby im się udało zrobić zdjęcia, które Adams odrzucił, ale tym razem nie będzie o relatywności kryteriów znaczącego zdjęcia.

12 zdjęć roku, jedno najlepsze, 7 szczęśliwych kadrów – liczba nie jest ważna. Ważne, żeby nie tylko robić zdjęcia, ale także je później przeglądać, analizować, krytycznie oceniać, wybierać i odrzucać, selekcjonować. Wciśnięcie spustu migawki to dopiero połowa roboty – ta łatwiejsza i fajniejsza. Druga część to wybór z dziesiątek, setek czy nawet tysięcy zrobionych zdjęć tych kilku wartych pokazania, a także dopracowanie sposobu ich prezentacji – bo plik z aparatu to dopiero prefabrykat.

Wybieranie to najtrudniejsza część fotografowania. Nie ma tu wcale techniki (która jest najłatwiejsza do nauczenia), za to trzeba wiedzieć, czego się chce samemu i do czego dąży – co jest, dla odmiany, najtrudniejsze. „Moje najlepiej oceniane tu i tam zdjęcie” czy „najpopularniejsze wśród rodziny i znajomych” to nie są odpowiedzi na pytanie, do czego my dążymy i jakie kadry nas w tym roku najbardziej zbliżyły do celu.

Nie ma lekko. Nawet zawodowcom nie jest łatwo – tu możecie sobie pooglądać i poczytać o wyborach osobistego zdjęcia roku wśród ambasadorów Canona. Niemniej – trzeba. Bo bez oceny, co się udało osiągnąć, co wyszło, nie będziemy wcale bliżej ustalenia, jakie fotografie chcemy tworzyć. A jeśli nie wiemy, dokąd idziemy, to z pewnością tam nie dojdziemy.

U góry zdjęcie z Islandii, poniżej z Rumunii.

Wschód słońca nad Maramureszem

Grudniowy remont
Fotografie na tę chwilę

3 komentarze

  1. To zależy, kto jak pracuje. Jeżeli w pierwszym i drugim podejściu (na wyświetlaczu aparatu i na monitorze komputera) eliminuje się około 90% zdjęć, to później z każdym dowolnym wyborem nie ma problemu. Z tego co zostaje dość łatwo można wybrać co pokazać rodzinie i znajomym, co fotografującym znajomym, co do Internetu, co na wystawę tematyczną, co na konkurs. Nie, na konkurs nie wybieram, bo nie wysyłam; konkursowych po prostu nie robię. Nigdy jednak nie wpadłem na pomysł wyboru swojego najlepszego zdjęcia roku. Nie przeszkadza mi to wcale na określeniu, co i jak chcę fotografować.
    Sytuacja zmienia się diametralnie, i to zgodnie z Twoim Piotrze zaleceniem, kiedy oglądam wystawy fotografii prezentowanych przez innych. Od dawna wybieram najlepsze zdjęcie wystawy. Nie obiektywnie najlepsze, tylko najlepsze dla mnie, takie które np. powiesiłbym u siebie na ścianie. Bywa, że na wernisażu nawet pokazuję je autorowi. Nie mówię mu dlaczego, nie analizuję, nie robię też dla siebie „gramatycznego rozbioru” zdjęcia, do czego tak mocno usiłuje namawiać D. duChemin. Mnie nie namówił; zdjęcie musi mi „wpaść w oko” od pierwszego spojrzenia, musi zrobić wrażenie jako całość.

    • Piotr

      Jeżeli w pierwszym i drugim podejściu (na wyświetlaczu aparatu i na monitorze komputera) eliminuje się około 90% zdjęć

      Oj, od dawna odradzam selekcję na bieżąco i na ekraniku aparatu, za wyjątkiem wywalania zdjęć z ewidentnymi problemami technicznymi (poruszone, wyraźnie prześwietlone itp.). Kompozycji na małym ekraniku nie widać – tzn. widać kompozycję dla zdjęcia o rozmiarze ekranika, ale w dużym powiększeniu sprawdzają się inne kadry niż przy miniaturkach (pisałem o tym kiedyś) i takich zdjęć na 3-calowym ekraniku nie docenimy.
      No i kolejna kwestia – oceniając na bieżąco, chwilę po zrobieniu zdjęcia, “widzimy” bardziej własne wyobrażenia, emocje i kontekst sytuacji, a nie zdjęcie. Trzeba nabrać dystansu, żeby zobaczyć swoje zdjęcie, a to wymaga czasu.

  2. Po kilku latach intensywnego fotografowania aparatem cyfrowym stwierdziłem, że robię stanowczo za dużo zdjęć. A ponieważ fotografuję głównie ruchliwą przyrodę (np. pszczoły, motyle czy żurawie), w większości przypadków muszę się śpieszyć, a nawet strzelać serią. Mam przy tym wyobrażenie, co chcę uchwycić, zatem nie mam problemu z wyeliminowaniem od razu niechcianych kadrów. Kiedyś robiłem to na monitorze komputera, ale po kilku latach do komputera trafia już tylko 20-30% strzałów, co do których mam jeszcze wątpliwości.
    Przy widoczkach czy portretach drzew jest inaczej. Kadr zostaje mi właściwie narzucony przez sam temat przed wzięciem do ręki aparatu. Fotografuję najczęściej jednym obiektywem, zatem pracują głównie nogi i oczy. Chodzi o eliminację tego co niechciane i szukanie lepszego światła. Jak znajdę czego szukam, robię kilka zdjęć zmieniając głównie przysłonę i ekspozycję. Lubię np. głębokie cienie bez detali i grę światłocienia na głównym temacie. Na ekraniku można jednak dużo zobaczyć (zwłaszcza ocenić bokeh), zatem przynajmniej połowę eliminuję. Bywa, że w domu idą do kosza wszystkie warianty, a temat zostaje do powtórzenia przy lepszym świetle.
    Po latach robię teraz przegląd swojego archiwum i stwierdziłem, że moje wcześniejsze wybory były jedynymi słusznymi. Wyrzucam wszystko, czego wcześniej nie uznałem za wystarczająco dobre, żeby dalej opracować. Niczego nie żałuję, wręcz przeciwnie doznaję ulgi po usunięciu balastu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *