Relacji z fotowyprawy na Islandie 2026 ciąg dalszy, tym razem część naziemna (o lataniu dronem było w poprzednim wpisie). Jedenastodniowa wyprawa fotograficzna miała w planach zatoczyć wielkie koło, sięgając słynnej czarnej plaży na półwyspie Stokksnes na wschodzie, przejechać przez środek interioru na północ wyspy, eksplorować Fiordy Zachodnie i  zakończyć serią plenerów na półwyspie Snaeffelsnes. No to ruszamy!

Deszczowy początek fotowyprawy

Kaskady wodospadu Bruarfoss, Islandia, warsztaty fotograficzne

Pierwszy dzień po przylocie był najbardziej deszczowy. Nie znaczy to, że cały czas padało. Objechaliśmy tzw. „Złoty Krąg” i zmokliśmy tylko pod Geyzirem (a tak naprawdę pod gejzerem Strokkur). Przy wodospadzie Gulfoss tylko trochę mżyło, za to podczas sesji nad wodospadem Bruarfoss (powyżej) woda była tylko tam, gdzie powinna, czyli w strumieniu. Całkiem sucho i bardzo smacznie było na koniec dnia w restauracji Mika, prowadzonej przez polską rodzinę.

Wszystkie kolory Landmannalaugar

Wełnianki w Landmannalaugar, Islandia, fotowyprawa

Pogoda następnego dnia była tak słoneczna, że aż nieislandzka. Błękitne niebo, chmurki, niewiele wiatru – jedziemy w interior. Pięciogodzinny spacer przez kolorowe wzgórza Landmannalaugar był akurat w sam raz na trasę mierzącą około 5,5 km (i jakieś 250 metrów przewyższenia). Da się to przejść w dwie godziny – sprawdził Krzysiek, nasz kierowca, który resztę czasu spędził w gorących źródłach. Ale kiedy niesie się aparat, a scenerie kuszą, to tempo kilometr na godzinę jest akurat w sam raz.

Kolorowe wzgórza Landmannalaugar, Islandia

Oprócz różnych odcieni pomarańczowego skały Landmannalaugar oferują też niebieskości, zielenie i brązy. Wszystkie te subtelności pomaga zaprezentować edycja z użyciem trybu LAB, bo zwykłe suwaczki i krzywe są zbyt brutalne na takie bogactwo odcieni.

Kolorowe wzgórza Landmannalaugar, Islandia

Wyszła nam prawie tropikalna Islandia z błękitem nieba i idyllicznymi chmurkami, ale grupa ten brak arktycznej dzikości znosiła z godnością. 😉 Zresztą w następnych dnia też było całkiem kolorowo.

Tęczowe lodowce

Tęcza nad lodowcem, Islandia, fotowyprawa

Jak wiadomo, na Islandii czasem pada (tzn. czasem na naszych fotowyprawach, bo normalnie to pada często 😉 ). A jak pada, to można się rozglądać za tęczą. We wrześniu z trzech warunków wymaganych do obserwacji tęczy może być problem z kątem względem słońca, można sobie nieco pomóc wchodząc na wzgórze. Jeśli wówczas mamy słońce za plecami, to jest szansa zobaczyć kolorowe pasy na niebie. Powyżej tęcza nad lodowcem, ale podobne cuda mieliśmy przy kilku plenerach.

Lodowiec i chmury, Islandia

Dla przeciwników tęczy lodowiec w wersji konserwatywnej. 😉

Zorza – jedna taka noc

Zorza, Islandia

Kolorowo zresztą bywa też w nocy. Tak naprawdę to tym razem trafiła nam się jedna noc z zorzą, za to jaką! Było bardzo dynamicznie, kolorowo, a kolorowe wstążki szły przez całe niebo, od jednej strony horyzontu do drugiej. Nawet ogniskowa 11 mm na pełnej klatce nie miała szans objąć całego tego widowiska.

Zorza, Islandia

Przy takiej intensywnej zorzy nie ma szans na złapanie całości, trzeba więc szybko reagować i dostosować kadr do tego, co dzieje się na niebie. No to co chwila zmiana pozycji aparatu z poziomej na pionową, aby tylko zmieścić te cuda.

Zorza, Islandia

Zorza trafiła nam się bardzo miła i odpaliła pokaz niedługo po kolacji, nie musieliśmy więc robić nocnych dyżurów. Minusem takiej wczesnej pory były jeżdżące samochody – zaskakująco wielu osobom zebrało się na podróże akurat wtedy, gdy trudno oderwać oczy od nieba.

Zorza, Islandia

Dla ciekawych parametrów technicznych – zdjęcia zorzy na ISO 3200, czas naświetlania 5 sekund, przysłona f/4, ogniskowa 11 mm na Canonie 5D Mark IV. Te parametry wskazują, że intensywność zorzy była wystarczająco duża, aby podziwiać ją gołym okiem. I tak właśnie było.

Dymiący interior

Dymiące wzgórza Hveradalir, Islandia

Jak zwykle podczas naszych wrześniowych fotowypraw na Islandię wjechaliśmy w samo serce wyspy. Tym razem pogoda była dobra i bez problemu udało się dotrzeć do parkingu przy obszarze geotermalnym Hveradalir.

Spacer po Hveradalir, Islandia, fotowyprawa

Poprzednim razem ta sztuka się nie udała, bo przy deszczu droga dojazdowa zmienia się błotną ślizgawkę. Zresztą same ścieżki robią się wówczas bardzo błotniste i przejście paru metrów wymaga wysiłku i skupienia. Tym razem było sucho, wiatr niewielki i w efekcie bardzo udany plener.

Wszędzie ładnie, Islandia

Gdzie by się nie spojrzało, tam było ładnie. Nasza mała grupka nawet ustawiona w szeregu znajdowała bardzo różne tematy. I o to chodzi!

Obszar geotermalny Hveradalir, Islandia

Czasem zresztą nic nie było widać przez snujące się opary, ale wtedy też było fajnie. Trzeba było jedynie pilnować ekspozycji, bo pod słońce łatwo było z kłębiących się dymów zrobić białą plamę.

Spacerem po wzgórzach, Islandia

Nieco później odwiedziliśmy jeszcze wrzące oczka wodne. My robiliśmy zdjęcia, a kierowca ponownie zrobił sobie gorącą kąpiel.

O jedną rzekę za dużo

Utopiony busik na Islandii

Nie wszystkie spotkania z islandzką wodą skończyły się dobrze. Powyżej nasz busik, który utopiliśmy forsując taką rzeczkę. Rzeczka była płytka, ale miała wgłębienie (na zdjęciu tkwi w nim tylne koło). Przednie koło w nie wpadło, zrobiło falę, fala zalała silnik. Mieliśmy pełne ubezpieczenie, ale nie obejmowało ono zalania. Było boleśnie, nie polecam topienia samochodów na Islandii.

Po krótkiej przerwie na ewakuację dalszą część fotowyprawy zrobiliśmy już innym pojazdem.

Piękne wraki

DC3 i traktor, Islandia

A propos niedziałające techniki, to tym razem zaliczyliśmy plenery z rekordową liczbą wraków. Oprócz DC-3 na południowym wybrzeżu (ten fotografowany z drona), na Fiordach Zachodnich zatrzymaliśmy się przy kolejnym nielocie. Sugestie, jakoby to zdjęcie dokumentowało stan US Navy po powrocie z cieśniny Ormuz są zupełnie bezpodstawne.

Wrak BA-64 i jego odbicie, Islandia

Czasem kałuże są przydatne, np. gdy potrzebujemy ładnego odbicia. Odbijał się wrak BA 64, który w swoim ostatnim rejsie został rozpędzony i wbity w brzeg fiordu. I tak już siedzi od 45 lat.

Wodospady

Pod wodospadem Skogafoss, Islandia, fotowyprawa

Jak już jesteśmy przy temacie wody, to owszem, na Islandii nadal są wodospady. Pod Skogafossem (powyżej) praktycznie spaliśmy, przy sesji o poranku prawie nie było ludzi. Ale jak podjechaliśmy do pobliskiego Seljalandsfossa, to popatrzyliśmy tylko i odjechaliśmy. A patrzyliśmy na kolejkę do… wejścia pod wodospad. Kolejka była długa, choć nawet nie było 9 rano!

Wodospad Dynjandi, Islandia, fotowyprawa

Za to bardzo kameralnie było pod Dynjandi – jednym z najładniejszych wodospadów Islandii. Jest potężny, ale dzięki temu, że zamiast jednej wielkiej kaskady ma ich wiele, to nie chlapie i nie pyli tak, jak inne wodospady. Tutaj ja wystąpiłem w roli odważnego modela, aby grupa miała skalę na swoich zdjęciach. Nie wymagało to poświęceń – wróciłem suchy, co z pewnością nie udałoby mi się przy innych wodospadach o podobnej wysokości.

Wodospad Dynjandi, Islandia, fotowyprawa

A jak duży jest Dynjandi lepiej widać na tym zdjęciu, choć trudniej tu wypatrzyć postać. Zdjęcie zrobione mniej więcej z połowy drogi z parkingu.

Jest taki samotny dom…

Domek A, Islandia, Fiordy Zachodnie

…i nikt w nim nie mieszka, choć czasem ktoś zajeżdża. Słynny „domek A” z Fiordów Zachodnich był jednym z wielu pięknych miejsc, które odwiedziliśmy w ciągu 11-dniowej fotowyprawy. Starczy już jednak tej Islandii, prawda?

Następna fotowyprawa na Islandię w lutym – oprócz krajobrazów i szansy na zorzę będzie plener w lodowej jaskini, zapraszamy!

Zdjęcie grupowe uczestników fotowyprawy na Islandię wrzesień 2026

To jeszcze zdjęcie grupowe pod górą Kirkjufell.

I na koniec zagadka: co to jest?

zagadka, Islandia

Oprócz tego oczywiście, że zdjęcie zrobione na Islandii. 🙂

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *