Dron nad San Gimignano, Toskania

Toskania: pogodowy totolotek

Dron nad San Gimignano, Toskania

Ostatni poranny toskański plener tej wiosny zakończył się pełnym sukcesem. Pogoda dopisała i słońce wyłoniło się zgodnie z harmonogramem, bez chowania się za chmury. Tym razem na każdej porannej sesji było dobre światło – co wcale nie jest regułą. Zresztą na tej fotowyprawie dwa razy trafiła nam się ulewa – raz wracaliśmy w burzy z Civita di Bagnoregio, a druga mokra sesja to końcowa część wizyty w Sienie. Ta wiosna była jedną z chłodniejszych (właściwie dopiero dzisiaj można było w środku dnia chodzić bez swetra), a jednocześnie Toskania była bardziej zielona niż podczas niektórych wcześniejszych fotowypraw, gdy solidne upały towarzyszyły dopiero kiełkującym zbożom i trawom. Nigdy nie wiadomo.

Dom Gladiatora, Toskania

Ta zmienność i niepewność pogodowa to jeden z uroków fotografii pejzażowej. Kolejny wschód słońca w tym samym miejscu wygląda inaczej, bo chmury się inaczej ułożą, sceneria będzie miała inny rozkład plam świateł i cieni, mgiełki się pojawią lub nie, a nawet gdy się pojawią, to będą się inaczej kłębić niż poprzednim razem. Już nie wspomnę o emocjach towarzyszących porównywaniu różnych wersji prognozy pogody: „będzie lało czy jednak się uda?”. Tym razem znowu udawało się dzień w dzień.

Trafiają się też niespodzianki. W okolicy San Gimignano widziano wyjątkowo duże pszczoły, ale pod domem Gladiatora nie udało się znaleźć żadnego gladiatora ani nawet nikogo podobnego do Russela Crowe’a. Poszukamy ponownie we wrześniu.

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr