Seidisfjordur, Islandia

Islandia: kamienne pejzaże

Chwilowo jesteśmy z daleka od islandzkich wybrzeży, co nie znaczy, że wody nam tu brakuje. Plener przy efektownym bazaltowym wąwozie Studlagil okazał się dość trudny. Od parkingu do najbardziej efektownej części wąwozu trzeba przejść nieco ponad 2 kilometry. Okazało się, że tym razem mieliśmy kiepski timing. Gdy ruszaliśmy, było pochmurno, ale sucho. W połowie drogi zaczęło kropić, gdy doszliśmy do bazaltowych słupów – lało solidnie. A gdy wróciliśmy do autobusu, przestało padać. Co nie znaczy, że nie mamy zdjęć ze Studlagila. Mamy – deszczowe.

Wąwóz Studlagil w deszczu, Islandia

Później, gdy przestało padać, z powietrza odwiedziliśmy mniej znaną część kanionu. I to na razie były ostatnie zdjęcia z powietrza.

Padać wprawdzie przestało, nawet zrobiło się ładne niebo z dynamicznymi chmurkami, za to zaczął się silny wiatr. Tam, gdzie my jeździliśmy, momentami sięgał 40 km/h, ale nieco bliżej centrum Islandii przekraczał 60 km/h. W takich warunkach mieliśmy plenery przy Dettifossie – najpotężniejszym wodospadzie Europy, a także przy jego sąsiadach: Selfosie i Hafragilsfossie. Dzięki słońcu i wiatrowi, który pędził wzbijany przez wodospady pył wodny, wszędzie było pełno tęcz.

Tęcza nad Dettifossem, Islandia

Po południu wpadliśmy na spowite w aromatycznych wyziewach pole geotermalne Namafjall, a na zachód słońca część grupy wspięła się na wulkan Hverfjall. Tylko część, bo resztę zmęczył wiatr i poszła z teleobiektywami polować na nury lodowce albo na kąpiel geotermalną.

Zachód słońca z wulkanu Hverfjall, Islandia

Zachód słońca miał swoje momenty, jak zawsze wiatr i chmury na Islandii tworzą bardzo ciekawe scenerie, zwłaszcza przy niskim słońcu.

Seidisfjordur, Islandia

Warto jeszcze wspomnieć, że jeden nocleg mieliśmy w Seyðisfjörður – urokliwym miasteczku wśród Fiordów Wschodnich. Seyðisfjörður najbardziej znane jest z kościółka, do którego prowadzi tęczowy chodnik.

Seidisfjordur, Islandia