Obiektyw dla pejzażysty

IMG_7352-7357_b

Nie ma sprzętu idealnego, a ten pozornie doskonały w pewnych sytuacjach może być wcale nie lepszy od produktów przeciętnych, a przede wszystkim znacznie tańszych. Cała zabawa przy zakupach polega na tym, aby kupić to, co się naprawdę potrzebuje, płacąc tylko tyle, ile trzeba, a później móc zobaczyć na zdjęciach efekty, za które się zapłaciło. W ujęciach pejzażowych przeważnie trudno zobaczyć piękne rozmycie tła obiektywu o jasności f/1.4 – bo przeważnie przymyka się solidnie przysłonę i dąży do tego, aby tło było ostre, a nie rozmyte, nawet ładnie. Jasność obiektywu jest w krajobrazie bez znaczenia, bo i tak stosuje się przysłony f/8 czy f/11, a czasem i większe wartości. Za to przy f/8 i f/11 obiektyw powinien być jak brzytwa.

Innym atutem, za który łatwo zapłacić, ale trudno na fotografiach krajobrazowych zobaczyć, za co się właściwie zapłaciło, jest szybki autofokus. To oczywiście zawsze miłe, jak ostrość mamy ustawioną w mgnieniu oka, ale niewiele jest zjawisk w przyrodzie, których fotografowanie wymagałoby dużej szybkości autofokusa. Na dobrą sprawę autofokusa mogłoby wcale nie być.

Co się więc liczy? Oprócz ostrości przy średnich wartościach przysłony – praca pod światło i zakres ogniskowych. Pejzażysta często ma słońce z przodu lub z boku, a możliwość zastąpienia brakujących ogniskowych przez „zoom nożny” sprawdza się tylko przy fotografowaniu ceglanych ścian dla internetowych testów. Poprzeczne aberracje chromatyczne są korygowalne, a winieta rzadko przeszkadza, a częściej się ją i tak dodaje w edycji.

I tylko tyle się liczy: zakres ogniskowych, odporność na flarę i bliki oraz dobra jakość obrazu przy f/8 i mniejszej dziurze. I już. Przydaje się też gwint filtra i fajnie, jeśli nie jest on większy niż 77 mm. Cała reszta zalet i wad obiektywów na zdjęciach krajobrazowych jest niewidoczna. A w fotografii jeśli czegoś nie widać, to tego nie ma. Nie warto więc płacić za nieistniejące zalety.

Powyżej – Gruzja na f/9.

Dziwne rzeczy, które uparcie robię w Photoshopie… mimo że nie działają
Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi

5 komentarzy

  1. strzelec

    Nie jestem pewien czy w dzisiejszych czasach ktoś może się nazwać pejzażystą w tym “staroświeckim” stylu, najmniej z pewnością fotoamator. Jest za wiele bodźców, tematów i możliwości. Już raczej, zamiast pejzażysty, fotograf w podróży: oprócz pejzaży, jakiś reportaż, wnętrza kościołów, muzeów: cel turystyczno-fotograficzny. Fotoamator nie wybiera się w plener z całym wielkoformatowym majdanem fotograficznym, autem ze specjalną platformą na dachu do fotografowania (byli tacy pejzażyści), bo mu nie płacą.

    Na forum bardzo popularne są wątki np. o plecakach turystyczno-fotograficznych (w tej kolejności). Co to oznacza? Że sprzęt musi być uniwersalny, a czasem … o zgrozo, nie zabiera się nawet statywu. Z tych potrzeb MZ wynika jeszcze czwarta cecha obiektywu krajobrazowo-podróżniczego (trzecią u Piotra, i słusznie, jest gwint na poręczny filtr PL).
    No i tu powiem coś przeciw zdecydowanej większości: stabilizacja w szerokim kącie! Daje mi to możliwość fotografowania tam, gdzie nie można używać statywów, albo ze względów praktycznych (miejsce, czas rozłożenia) jest wysoce utrudnione. Mam komfort robienia nieporuszonych zdjęć przy czasach 1 – 1/2 sek (FF) 🙂 na f/4 – 8! Duży otwór w obiektywie w krajobrazie przeszkadza, a mój słoik N16-35/4 VR) jest niezwykle równy na całej powierzchni obrazu, dobry środek to za mało. O drobiazgach, które można skorygować jednym kliknięciem nie wspomnę. Mnie jako niezawodowcowi wystarczy w zupełności; nie muszę targać statywu (ISO w nowych puszkach też czasem dodatkowo pomaga).

    Dodam z przekory jeszcze inne cechy obiektywów, o których pisze Piotr: solidność (w terenie nie ma zmiłuj), niezawodność (uszczelnienie) i “równość” pracy. To ważniejsze niż ostrość w centrum pola (Tu to szkło może i pupy nie urywa ;-)).

    Puenta tej przydługiej wypowiedzi jest taka: testy w laboratorium to nie wszystko, liczą się cechy szkła sprawdzone bojem 😉

    PS. Piszę o tym obiektywie mającym MZ wszystkie dobre cechy szkła krajobrazowo-podróżniczego, bo zadziwiony jestem dyskusją o zbędności VR, ba jego szkodliwości, oraz niską oceną jaką uzyskał na optycznych.pl.

  2. szalas

    artykuł prawie 😉 zawiera lokowanie pewnego produktu 🙂

  3. squonk (Piotr)

    Trochę będę polemizował 🙂 Dlaczego? Ano dlatego, że jak ktoś uprawia (nie pasuje mi to słowo, ale cóż..) więcej niż jeden gatunek/temat fotografii, to ekonomiczniej będzie kupić jednak obiektywy lepsze, jaśniejsze i szybsze, bo jasny obiektyw można przymknąć w razie potrzeby do f/8-11, ale ciemnego w razie potrzeby otworzyć szerzej się nie da.. (wiem wiem, Chuck Norris to potrafi, ale tylko on..). Szybki AF też przeszkodą nie jest, jak ustawiamy sobie kadr, a niech on ustawi sobie ostrość nieco szybciej jak tak ma, płakać nie będziem 🙂 ale “pogonić” ani dać doping wolniejszemu obiektywowi w razie potrzeby też jakoś specjalnie się nie da 🙂

    • Piotr

      Można oczywiście nosić zoomy f/2.8 czy wiadro stałek o jasności f/1.4 tam, gdzie używa się f/8 i f/11, tylko po co? Rozumiem, że jeśli ma się tylko jeden obiektyw, to się ten jeden wozi ze sobą. Jeśli fotografuje się sport czy portrety, a tylko od wielkiego dzwonu pejzaże, to oczywiście bierze się to, co się już ma, a nie kupuje nowy sprzęt na jeden plener w roku. Ale to nie ma nic wspólnego z optymalnym zestawem do fotografowania pejzażu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *