Zdarzyło mi się już kilka razy spotkać z opinią, że kolory zdjęć krajobrazowych można korygować według chmur, bo chmury zawsze są białe, albo ewentualnie szare jeśli to ciemne chmury. Nie wiem dokładnie, skąd krążące opowieści o białych chmurach – być może szerzą je fizycy, bo teoretycznie para wodna koloru mieć nie powinna. Chyba. Zwykli, niefotograficznie oglądający świat ludzie też mogą być zmyleni przez godziny, w których ewentualnie zdarza im się patrzeć w niebo – w południe chmury rzeczywiście często wyglądają na białe. Ale fotograf powinien wiedzieć lepiej, prawda?

Ekstremalne wschody i zachody

Jeśli bardzo niskie słońce podświetli chmury, to nikt chyba nie ma wątpliwości, że co jak co, ale białe ani szare to one nie są. To oczywiście sytuacja skrajna, ale przyjrzyjmy się jej dla celów szkoleniowych: jaki kolor mają chmury? Na pewno więcej niż jeden. Zwykle zwracamy uwagę na te złoto-czerwone kawałki, traktując resztę jak tło, ale to przecież nieprawda. To „nijakie” pomiędzy to też chmury, zwykle o zimnym odcieniu.

Wieczorne chmury nad Uszguli, Gruzja

Słoneczko i cień

Znane z rozważań o balansie bieli reguły, że kolory w cieniu są zimniejsze niż w słońcu, dotyczą również chmur. Te złotoczerwone fragmenty są oświetlone bezpośrednio słońcem, a te pozostałe są w cieniu, dlatego są sine lub niebieskie. Skąd na niebie cień? Od chmur, oczywiście. Jedne rzucają cień na drugie, a poza tym pamiętajmy, że wprawdzie od naszej, ziemskiej i dość odległej strony obłoki mogą wyglądać jak płaskie placki namalowane na kopule nieba, ale tak naprawdę to one są bardzo przestrzenne. Gdy jedna ich strona jest nasłoneczniona, druga jest w cieniu. W zależności od kierunku padania światła – co, jeśli tylko nie siedzimy w samolocie, sprowadza się do wysokości słońca na niebie – widzimy jedną stronę, drugą, albo obie po trochu.

W środku dnia różnice barwy między nasłonecznioną a zacienioną stroną chmury są znacznie delikatniejsze, więc łatwiej je przeoczyć. O żadnej godzinie jednak nie należy wymagać od chmur neutralności.

Chmury i morze

Spotykamy się… online

Wracając z bujania w obłokach, miło mi zapowiedzieć nową formę warsztatów. Do tej pory warsztaty edycyjne odbywały się stacjonarnie w Warszawie lub Wrocławiu i trwały 3 dni. Od teraz będą krótsze, częstsze i dostępne wszędzie, gdzie jest internet. Przejście na warsztaty internetowe to nie antycovidowa profilaktyka dystansowania się, choć faktycznie ostatnie miesiące stanowiły inspirację. Okazało się, że szkolenia przez internet są akceptowane, całkiem wygodne, a narzędzia do ich realizacji funkcjonalne. Warsztaty z edycji zdjęć pozostaną więc w wersji online nawet wówczas, gdy już wszyscy zapomną o epidemii. Będą one równie dostępne bez względu na miejsce zamieszkania (w najbliższej edycji weźmie udział uczestniczka z Antypodów). Krótsza, jednodniowa formuła pozwoli na dużą intensywność, ale bez wyczerpania, co dawało się czasem zaobserwować na warsztatach trzydniowych. Tematyka będzie węższa, dzięki czemu będzie można sobie wybrać edycję ze szczególnie interesującym zagadnieniem, a nie “wszystko od A do Z”. Pierwsze warsztaty online poświęcone będą dość zaawansowanemu tematowi, jakim są warstwy i maski w Photoshopie, ale następne szkolenie internetowe będzie z wywoływania RAW-ów.

Pierwsza edycja spotkała się z takim zainteresowaniem, że z jednego szkolenia zrobiły się dwa i oba mają komplet. Jeśli ktoś nie chce przegapić informacji o następnych szkoleniach, zapraszam do zapisania się na nasze powiadomienia. Za kilka dni zaproszę na następne warsztaty online. A bardziej bezpośrednie spotkania też oczywiście będą – krajowe warsztaty plenerowe i fotowyprawy będą okazją, żeby wspólnie pofotografować i pogadać nie tylko o zdjęciach. Za chwilę jedziemy w czarowne Świętokrzyskie (brak miejsc), a w następnym tygodniu w Skalne Labirynty Gór Stołowych – tu jeszcze miejsca są.

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr