Google Photos – serwis dla telefonografów

Fira, Santorini

Nieograniczona przestrzeń na zdjęcia w internecie, dla każdego i za darmo – to ma być główny atut uruchomionego kilka dni temu serwisu Google Photos. Tylko z tą nieograniczoną przestrzenią jest trochę jak z rozdawaniem samochodów na Placu Czerwonym. Nieograniczona, ale jeśli rozdzielczość nie przekracza 16 megapikseli, czyli można zapomnieć o użyciu tego do archiwizacji fotografii z jakiegokolwiek współczesnego aparatu. Do tworzenia kopii bezpieczeństwa ze starszych prac też się to nie bardzo nadaje, bo nieograniczona przestrzeń jest tylko pod warunkiem akceptacji rekompresji. Wrzucony plik JPEG o objętości 8,5 MB gugiel zmniejszył do niespełna 3 MB – oglądać to się nadal da, ale o edycji można już zapomnieć. Owszem, można ustawić opcję, żeby plik nie był rekompresowany, ale wówczas mamy do dyspozycji kilkanaście gigabajtów Google Drive, jak do tej pory, a nie bezkresne petabajty.

To jak nie archiwizacja, to może chociaż galeria internetowa, do prezentacji prac? Do tego też się Google Photos nadaje średnio. Raz, że przy zdjęciach zmniejszonych pod kątem prezentacji online w ogóle nie potrzebujemy tej reklamowanej nieskończonej przestrzeni, dwa, że rekompresja nadal pozostanie irytująca i stale będzie grozić widocznym pogorszeniem jakości, a trzy – że… Google Photos nie pozwala bezpośrednio na publiczną prezentację zdjęć. Owszem, można znajomemu wysłać linka do wybranej pracy lub kilku, ale tam nie ma publicznej galerii, w której ktokolwiek mógłby nas znaleźć. Dodajmy jeszcze do tego standardową umowę fejsbukoguglową: wszystko, co wrzucasz do Google Photos jest do pełnej dyspozycji Google, który może to przekazywać komu chce, a nawet przerabiać.

Santorini, detal

Jest jeszcze jedna nowość: Photos wyposażono w sztuczną inteligencję, która rozpoznaje co jest na zdjęciu, otagowuje to i łączy tematycznie w albumy. Ja tam wolałbym sam decydować, czy górę z Gruzji pakować obok góry z Maroka, ale rozumiem, że są osoby, które tyle pstrykają, że nie mają czasu tego oglądać, więc jakiś syntetyczny mózg, który im to uporządkuje, to duże ułatwienie. Serio, serio, nie kpię, są takie osoby. Tyle, że to nie do końca są fotografowie.

Jeśli ktoś pstryka komórką, to i ilość bywa ważniejsza niż jakość, rekompresja to żaden problem, a przyda się syntetyczny fotoedytor, który zaprowadzi jakiś porządek w pstrykach, których się nawet samemu nie chce oglądać. Ale to nie jest podejście ani moje, ani – jestem o tym przekonany – Czytelników tego bloga.

Google Photos? Nic tu po nas, można iść dalej.

Santorini, detal

PS. Na fotowyprawę do Wenecji i w Dolomity być może zostało jedno wolne miejsce. A może i już nie zostało.  Zwolniły się natomiast dwa miejsca na jedyne takie warsztaty w Pradze. Zapraszamy!  No i po wolnych miejscach na warsztaty w Pradze…

Bielszy odcień bieli
Canon 7D Mark II – 2000 klapnięć i wysokie ISO

3 komentarze

  1. wzrokowiec

    A czym się różni Google Photos od Picasy?

    • Piotr

      Jest ładniejsze i mniej funkcjonalne? 🙂
      Możesz sobie jeszcze to sam sprawdzić – z akcentem na “jeszcze”, bo do Picasy możesz się już dostać tylko, gdy wiesz, jak jej szukać. Pewnie za jakiś czas Picasa całkiem zniknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *