Pełne zanurzenie!

Legzira

Bardzo lubię fotografie na papierze, ale wcale nie mniej lubię fotografie w formie, która na papierze nie była możliwa. Nie dało się w czasach analogowych zrobić panoram kulistych i wirtualnych wycieczek, podobnie jak nie dałoby się czegoś, co po angielsku nazywa się immersive online storyteling. Można to przetłumaczyć jako internetową opowieść zanurzającą. Zanurzany jest widz, który przez zgrabne połączenie tekstu, zdjęć, filmów i animacji wciąga się w opowiadaną historię bardziej, niż gdyby prezentowano mu te same treści przy pomocy klasycznych form narracji.

Przyznaję, że takie zanurzające opowieści robią na mnie duże wrażenie, zwłaszcza jeśli są dobrze zrobione. A na razie nie widziałem źle zrobionych – być może dlatego, że to rzecz nie tylko nowa, ale także bardzo praco-, czaso-, a więc i kosztochłonna, a jak ktoś angażuje tyle sił i środków, to i dorzuci co nieco na pomysły. Najbardziej znany z takich projektów, opublikowana na stronach „New York Times” opowieść o grupie narciarzy przysypanych przez lawinę „Snow Fall” wymagała setek godzin pracy grafików i programistów i zajął pół roku. Podobno da się coś podobnego zmontować w godzinę, ale z pewnością w godzinę nie da się zebrać i przygotować materiałów do takiej opowieści – tekstu, zdjęć, filmów i grafik. Być może za jakiś czas pojawią wygodne i łatwe w użyciu narzędzia do tworzenia takich zanurzających historii, ale poprzeczka postawiona przed autorami takich pomysłów nie zostanie obniżona, jeśli to ma się nadawać do oglądania. A znacznie trudniej przygotować spójną multimedialną opowieść niż dowolnie fajne pojedyncze ujęcie.

Kilka interesujących opowieści zanurzających:

The Russia Left Behind

A Game of Shark and Minnow

The Jockey

Firestorm

Out in the Great Alone

Tomato Can Blues

…i jeszcze pierwszy prawdopodobnie praszczur takich zanurzeń, pochodzący z końca lat 90. zeszłego wieku, a będący podstawą najpierw książki, a później filmu „Helikopter w ogniu”:

Black Hawk Down – An American War Story

Na zdjęciu powyżej plaża w Legzirze z ostatniej fotowyprawy do Maroka. To końcówka porannej sesji, gdy zostałem sam, bo wszyscy uciekli na śniadanie.  Morze, jak widać, też uciekło.

 

 

 

Jako w górze, tak i na dole
Raj z lodowcami i ogniem

One Response

  1. Piotr

    No i proszę, moja notka o parę dni wyprzedziła pierwszy taki polski materiał:
    http://interaktywna.wyborcza.pl/article/boskie-swiatlo.html
    Przy okazji, tam proponowana nazwa, czyli multimedialny reportaż, nie bardzo mnie przekonuje. Nie tak dawno wszystko było multimedialne i niewiele to znaczyło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *