Pienza o świcie, Toskania

Nie wierz meteorologom

No i po siódmej Toskanii. Okazała się znacznie lepsza niż zapowiadały to prognozy, a pozytywne myślenie znowu wygrało z meteorologami. Gdyby miały się sprawdzić zapowiedzi, to moklibyśmy podczas połowy porannych plenerów, a z wieczornych przeganiałyby nas burze. Tymczasem deszcz dopadł nas dopiero w sobotę, podczas 9-godzinnego postoju w Arezzo. Trochę kapało, gdy byliśmy w mieście, ale naprawdę solidnie lunęło dopiero, gdy ruszyliśmy autobusem do Polski.

Pienza o świcie, Toskania

Trzeba wierzyć w swoje szczęście lub siedzieć w domu, bo, niestety, wiara w prognozy pogody przy fotografii pejzażowej nie bardzo się sprawdza. Raz, że nawet krótkoterminowa prognoza może okazać się całkiem błędna, a dwa – że nikt jeszcze nie stworzył map przewidujących pokrywę chmur z dokładnością do kilkudziesięciu metrów, do tego koniecznie z uwzględnieniem umiejscowienia dziur w chmurach. Bez tego nawet prawdziwa prognoza jest prawdziwa tylko statystycznie, o czym mieliśmy się okazję przekonać na porannym plenerze pod Pienzą: statystycznie chmur nie było – oprócz tej jednej dużej, która wisiała między nami a wschodzącym słońcem. Kilkaset metrów w jedną lub drugą stronę było słonecznie, a nad nami wisiał cień. Na szczęście nie musieliśmy długo czekać, by wiatr przesunął tę chmurę tak, że słońce zaświeciło: nie tylko na pejzaże przed nami, ale też na Pienzę za nami. No i powyżej jest taka właśnie Pienza: oświetlona słońcem, ale jednocześnie z mroczną chmurą nad wieżami miasteczka. Na tym zdjęciu mamy jeszcze coś ekstra – sztuczną mgłę. Prawdziwej nie było za sprawą chłodnych dni, ale przy jednej z willi ktoś akurat palił gałęzie, a wiatr zwiał dym w kierunku miasteczka.

Poniżej zdjęcie z pleneru, który też – gdyby wierzyć prognozom – nie miał prawa się udać, a udał się całkiem nieźle. Więcej Toskanii w naszym portfolio, a jeszcze więcej – we wrześniu.

Fale Toskanii

    1. Ciekawa pogoda – nie kiepska. Burza na horyzoncie albo zaraz po burzy – jak najbardziej. Ale lita pokrywa chmur – to jednak nie, zwłaszcza w Toskanii, gdzie pejzaże wyglądają jak trzeba przy niskim, bocznym świetle.

        1. Ukośny deszcz podświetlony słońcem z przodu – jak najbardziej, ale o to najłatwiej na Islandii, tam faktycznie jest ciekawa pogoda znacznie częściej niż nieciekawa. 🙂

          1. Oczywiście… jeśli skupia się ktoś wyłącznie na pejzażach to pogoda jest istotna.
            Jeśli jest bardziej elastyczny… to już nie jest ona aż tak niezbędna.
            W czasie pogody zdjęcia są cukierkowe (czyli modne – takie jak robi obecnie przeważająca większość). W czasie deszczu bywa bardziej klimatycznie… do tego dochodzi konieczność opanowania odblasków, małego kontrastu, kiepskiego światła… znaczy jest ponuro a samo robienie zdjęć wymaga większego zaparcia (bo kapie, bo wieje, bo zimno…).
            W ostatni weekend byłem w Zakopanym… liczyłem na wiosnę a wróciła paskudna zima. Ale cóż… i tak zrobiłem kilka fot:

            1. Kiepska pogoda = dobre zdjęcia.
              oraz
              konieczność opanowania odblasków, małego kontrastu, kiepskiego światła… znaczy jest ponuro a samo robienie zdjęć wymaga większego zaparcia
              Z tych wypowiedzi logicznie wynika całkowicie błędny wniosek, że zdjęcia są dobre wtedy, gdy się je trudno robi. No jednak nie.

    1. Myślisz, że drogę na poranny plener należałoby pokonywać marszobiegiem a la kurs kwalifikacyjny do piechoty morskiej? Przemyślę to przed następną fotowyprawą…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr