Balans bieli lewego oka

Z okazji pięknej jesieni wybrałam się na zdjęcia do Ogrodu Japońskiego. Popołudnie piękne, słoneczne, kolory na drzewach fantastyczne. No więc chodzę sobie po tym ogrodzie, szukam kadrów, oko co chwila przykładam do wizjera. Pstryk, idę dalej. W pewnym momencie, żeby już nie podnosić aparatu, popatrzyłam na żółte liście, zamykając jedno oko. W ten sposób widzi się scenę płasko, myślę sobie, łatwiej sobie wyobrażę zdjęcie. Popatrzyłam jednym okiem, potem drugim… a liście okazują się bardziej zielone.

Druga próba: prawe oko – liście pomarańczowozłote, lewe oko – zielonożółte. Co jest? Jakiś problem okulistyczny mi się pojawił? Popatrzyłam tak samo na zmianę na swoją rękę: to samo, jednym okiem widzę skórę opaloną, drugim bladą. Ewidentna różnica balansu bieli, tak na oko z 500 Kelvinów (skrzywienie mam po tym całym ślęczeniu nad zdjęciami do druku, widzę Kelviny i składowe RGB zamiast kolorów). Skąd się to wzięło?

Zagadka wyjaśniła się w chwilę po wejściu do pomieszczenia, gdy balans bieli w oczach mi się wyrównał. Otóż chodząc po parku i kadrując, byłam przeważnie odwrócona bokiem do słońca. Na jedno oko świeciło mi słońce, a drugie było w cieniu – a często też dodatkowo zasłonięte aparatem. Mózg „skompensował” różnicę w barwie światła padającego na oczy. Dopiero zamykając na zmianę to jedno, to drugie oko, nakryłam go na oszustwie.

I wierz tu człowieku w to co widzisz…

Śmierć fotoreportażu
Warsztaty!

8 komentarzy

  1. Atka

    Niesamowite! Z takim zjawiskiem jeszcze się nie spotkałam, ani nigdzie o tym nie czytałam (a jestem biologiem).

  2. Robert

    Ja również pierwszy raz o czymś takim słyszę.
    Gratuluję spostrzegawczości, dociekliwości wyjaśnienia sprawy oraz naukowego podejścia.
    I za to cenię sobie ten blog, a właściwie osoby go prowadzące!

    Aha, Ewa obala mickiewiczowskie wersy…

    “Ufajcie memu oku i szkiełku,
    Nic tu nie widzę dokoła”

    😀

  3. Ewa

    Szkoda, miałam nadzieję że mi to ktoś uczenie wyjaśni 🙂 Być może nikt takiego zjawiska nie zauważył, bo raczej rzadko się zdarza żeby człowiek miał każde oko inaczej oświetlone i jeszcze w takich okolicznościach patrzył na coś raz jednym, raz drugim.
    W pierwszej chwili naprawdę pomyślałam że jakaś dziwna choroba oczu mnie dopadła. Dobrze że szybko przeszła.

  4. Darek

    Często tak miałem, ale nie potrafiłem tego wytłumaczyć. Zawsze wtedy świeciło ostre słońce. Wchodząc do ciemnej windy, jedno oko widzi czerwony kolor tam gdzie drugie pomarańczowy. Tak samo na jaskrawo oświetlonej ulicy. Wcześniej zapewne czytałem albo oglądałem coś w pokoju z oknem na południe, zwrócony do niego bokiem.

  5. ania

    Wow… Piotr nie nadaremno pisałam na “facie” , że artysta jesteś. Jednym okiem black and white drugim RGB. Super!:))).

  6. ania

    No tak ja to jestem zakręcona przecież to ty Ewa masz takie zdolności… ale może i na Piotra przejdzie… 🙂

  7. Dla tych, którzy nie wierzą możliwość zaistnienia takiego zjawiska – polecam mały test: załóżcie sobie na oczy okulary do oglądania stereoskopowego (jedna szybka niebieska, jedna szybka czerwona) (lub cokolwiek innego w dwóch różnych kolorach, najlepiej kontrastowych – np dwie przezroczyste folie). Po około minucie – zdejmijcie okulary / folie – i zacznijcie mrużyć na przemian oczy – ten sam efekt, który uzyskała Ewa – gwarantowany 🙂

  8. A ja mam tak cały czas. Odkryłam to chyba w trakcie czytania książki. Na białym kolorze różnicę widzę kolosalną. Chyba czas zapytać okulistę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *