Dymy i pomarańczowe wzgórza Kerlingerfjoll, Islandia

Kult Wielkiego Waruna

Ostatnia aktualizacja:

Wśród miłośników fotografowania krajobrazów sporą grupę stanowią wyznawcy kultu Waruna. Plener plenerem, krajobraz krajobrazem, a jak się Warun nie objawi, to zdjęć nie ma. Z kolei gdy Warun wystąpi, to jest super i cała reszta się nie liczy. Jak poznać, że jest Warun? Warun objawia się w postaci słońca nisko nad horyzontem. Nic dziwnego, że wyznawcy za cel stawiają sobie fotografowanie objawień Waruna – czyli właśnie słońca. Jak widać, grupa wyznawców Waruna to jakiś współczesny, technologiczny odprysk kultów solarnych.

Dymy i pomarańczowe wzgórza Kerlingerfjoll, Islandia

„No nie ma Waruna!”

Jak powszechnie wiadomo, jak nie ma Waruna, to nici z fotografii krajobrazowej. Czyżby? U Michaela Kenny niełatwo znaleźć fotografie ze słońcem w kadrze, a choćby nawet w szeroko rozumianej okolicy. Niewiele takich zobaczymy u Bruce’a Percy’ego, Frans Lanting też rzadko epatuje rozgwiazdkowanym kółkiem świecącym w obiektyw, a Ansel Adams bardziej znany jest z fotografii, gdzie nad pejzażem wisi Księżyc, a nie słońce. Jak oni to robią? Warto popatrzeć, zwłaszcza na Kennę, który głównie fotografuje w rozproszonym świetle pochmurnego dnia.

Wielki Warun kontra kreatywność

Czy słońca w kadrze należy więc unikać? Niekoniecznie, należy mieć jednak świadomość jak mocny jest to element kompozycyjny. Słońce prawie zawsze będzie najjaśniejszym i najbardziej kontrastowym obiektem na zdjęciu, z tego powodu z siłą elektromagnesu ściąga uwagę odbiorcy i zdominowuje kompozycję. Też macie wrażenie, że jak widzieliście 10 fotografii z niskim słońcem nad horyzontem, to już widzieliście wszystkie takie fotografie? No właśnie dlatego – bo słońce sprawia, że wszystko inne staje się tylko dopełnieniem tego świecącego punktu, czasem jeszcze opatrzonego gwiazdką z mocno przymkniętej przysłony. Stąd wyznawcy Waruna na dobrą sprawę robią jedno i to samo zdjęcie: słońce, horyzont i jakieś otoczenie. To otoczenie mniej lub bardziej atrakcyjne, ale na pomysłowość, niebanalne kompozycje i oryginalność spojrzenia miejsca tu nie pozostaje wiele, wybór jest między horyzontem w dolnej lub górnej połowie kadru. Wcale nie jesteśmy skazani na taką sztampę – ponownie odsyłam do Percy’ego, Kenny, Adamsa, Guya Tala czy Galena Rowella.

Fiordy Zachodnie, Islandia

Obróć się do Waruna tyłem. Albo bokiem

Zabawne, że wyznawcy Waruna mają wiele wspólnego z typowymi turystami, dla których zachód słońca to właśnie widok na tarczę słoneczną znikającą za horyzontem. Parę razy mieliśmy już problem z przewodnikami, z którymi pracowaliśmy pierwszy raz: chcieli nas wieźć na koniec dnia w miejsce, gdzie dobrze widać zachodzące słońce. A co widać, jak się obróci tyłem do słońca? To pytanie zawsze wprawiało przewodników w zdumienie i konsternację. Kto by się odwracał tyłem do tak pięknego widowiska?!

Obrócić się tyłem lub bokiem do słońca zawsze warto, bo niskie, rzeźbiące światło poranka lub popołudnia jest atutem w fotografii krajobrazowej, ale gdy oświetla nam pejzaż, a nie wali w obiektyw. Boczne światło potrafi pokazać ukształtowanie terenu, który w południe wydaje się płaski – kto był na fotowyprawach w Toskanii, ten wie.

Słońce bywa też znacznie ciekawsze, gdy jest już poniżej linii horyzontu. Kolorowe, podświetlone chmury zna każdy. Warto zajrzeć do albumów Galena Rowella, który potrafił wyczekać fantastyczne zjawiska na niebie w miejscach, gdzie wspaniale harmonizowały z ukształtowaniem terenu.

Wodospad Dynjandi, Islandia

Kiedy Warun przeszkadza

Są typy scenerii, gdzie pojawienie się Waruna po prostu przeszkadza robić zdjęcia. Las, ale także bystro płynące strumienie czy wodospady zdecydowanie lepiej fotografuje się przy pochmurnej pogodzie, mgle, a nawet deszczu. Bezpośrednie światło słońca wprowadzi tylko mnóstwo odblasków, przypadkowych plam światła, skomplikuje kontrolę rozpiętości tonalnej i z prostej sceny zrobi kompozycyjny chaos. Islandzkie pola lawy, czy to porośnięte mchem, czy w postaci czarnych, bazaltowych złomów, we mgle wyglądają tajemniczo, a pod słońcem i niebieskim niebem – dziwacznie.

Wszystkie fotografie powyżej z tegorocznej Islandii, gdy, jak widać, Waruna nie było. Na naszych wyjazdach bywa Warun, bywają mgły, tęcze, zorze, ale też chmury i deszcz. I w każdych warunkach da się znaleźć ciekawe kadry, zwłaszcza jeśli uwolnić się od kultu Wielkiego Waruna i wiary w jedynie słuszną kompozycję ze słońcem świecącym w obiektyw.

PS. Jeśli ktoś byłby w najbliższych dniach w Kazimierzu nad Wisłą, to w ramach Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi można będzie obejrzeć wystawę fotografii Adama Borzęckiego, które wykonał podczas naszej fotowyprawy do Namibii w zeszłym roku. Wystawa będzie czynna do 9 sierpnia i można ją obejrzeć w Domu na Skarpie (ul. Dębowe Góry 5).

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr