Co zmieniła fotografia cyfrowa

Wschód w górach Quiraing, Szkocja

Jesteśmy co najmniej ćwierć wieku od cyfrowej rewolucji w fotografii. Ta rewolucja zmieniła dużo, ale co z tego jest najważniejsze? Oczywiście, robimy więcej zdjęć niż kiedykolwiek wcześniej, możemy znacznie łatwiej dotrzeć z nimi do wielu odbiorców, także osób nieznanych. Oczywiście, koszt zrobienia jednego zdjęcia bardzo spadł (choć koszt zakupu sprzętu potrzebnego do zrobienia jakiegokolwiek zdjęcia – niekoniecznie). Technika pozwoliła zrobić nieco zdjęć, których kiedyś zrobić się nie dało, a jeszcze więcej da się zrobić łatwiej i lepiej niż kiedyś. Trudne i żmudne techniki ciemniowe w wersji cyfrowej są mniej żmudne i nie wymagają siedzenia po ciemku w oparach wywoływaczy i utrwalaczy. To wszystko ważne, ale…

Najważniejszą zmianą, jaką przyniosła fotografia cyfrowa, jest znacznie szybsze tempo uczenia się (u tych, którzy chcą się uczyć) i będący tego efektem wzrost poziomu – nazwijmy to – zaawansowanej fotografii amatorskiej. A skutkiem tego ostatniego jest dewaluacja pojęcia dobrej fotografii. Zdjęcia, które kilkanaście lat temu powodowały opad szczęki; które się zapamiętywało, dyskutowało, podziwiało – dzisiaj są, no, ok. Nie to, że dzisiaj nie są fajne – nadal są, ale nie są już wyjątkowe. Świetnych zdjęć widzi się mnóstwo, widzi je się tak często, że żadne z nich nie ma szans zrobić wielkiego wrażenia. Trochę spowszedniały, owszem. Ale też wzrosły oczekiwania co do fotografii, które mają powalić na kolana.

Ciekawe, czy ta inflacja wrażeń wizualnych będzie nadal postępowała? Czy zdjęcia dzisiaj zapierające dech będą za dwie dekady wywoływały komentarze: „No, ładne, ale dzisiaj już trzy podobne widziałem”?

 

Przy moście w Sligachan, Szkocja

PS. Powyżej zdjęcia z tegorocznej wyspy Skye: świt w górach Quiraing i popołudnie przy moście w Sligachan. W przyszłym roku będzie więcej Skye w Szkocji – a właściwie będzie tylko wyspa Skye!

PPS. Zwolniło się jedno miejsce na warsztaty obróbkowe 2-4 grudnia w Warszawie. Zapraszamy najszybszego chętnego! 🙂

 

Nie usprawiedliwiaj swoich zdjęć
Nie ma złego światła…

9 komentarzy

  1. tomasziolkowski

    I ta tendencja będzie prawdopodobnie utrzymywała się m.in. dzięki Fejsbukom różnej maści. A jeśli chodzi o fotografię „ambitną amatorską” z podróżniczym akcentem, to pamiętam (a było to całkiem niedawno) gdzie ekstremalne podróże to były wyprawy do Czechosłowacji, NRD lub, te “Prominentne olinkluzjiw” – do Bułgarii. A zobacz co jest dzisiaj – cały świat do kupienia w biurze podróży, to i zdjęcia bardziej egzotyczne.
    Wydaje mi się że to „nasycenie dobrem wszelakim” jeszcze bardziej dotknęło rynku muzycznego i telewizyjnego. Elvis, Bitelsi, czy Stnesi nie schodzili z list przebojów całymi miesiącami, a dzisiaj jest tych „gwiazdeczek” więcej niż tych na niebie. W telewizorze podobnie, jak w latach 80-tych, gdzie były 2,3 a potem 5 kanałów, leciał fajny „amerykański„ film to miał oglądalność 99,9 % a dzisiaj jak masz 200 kanałów w TV, to dobra oglądalność to już 5-8%.
    Górne zdjęcie – świetne, ale to drugie takie jakieś hmmm… 🙂

  2. Piotr

    Fejsbuk jest akurat bardzo kiepski jeśli chodzi o prezentację zdjęć. Nawet nie chodzi o zarąbywanie praw autorskich, ale zdjęcia są rekompresowane i pokazywane w pstrokatym otoczeniu reklam, memów, kotków i awantur o polityce.
    Egzotyka i otwarcie na świat tu nie mają nic do rzeczy. Świetnych zdjęć z Polski też jest dużo, a kiepskich fotek z różnych sławnych miejsc – jeszcze więcej.

  3. osobiście mam wrażenie, że ilość zdjęć świetnych powstaje rocznie ilościowo podobnie, trudno je jednak wyłowić z tłumu nijakich czy też kiepskich, dostępność narzędzi zmultiplikowała twórców

  4. Piotr

    Ja mam perspektywę tworzenia czasopisma – czyli od połowy 2004 roku i startu CHIP Foto Video Digital. Wówczas – i jeszcze znacznie później – dobre zdjęcie to było zupełnie co innego niż dobre zdjęcie dzisiaj. Jak w 2007 publikowaliśmy zdjęcia Macieja Duczyńskiego, to to było wielkie łał! Dzisiaj te zdjęcia nadal się bronią, bo to są dobre zdjęcia, ale to już nie jest tak unikatowe i niespotykane.

  5. tomasziolkowski

    Nie to miałem na myśli z tym Fejsbukiem, tylko to że jest tego za dużo. Skoro wpadają tam miliony zdjęć dziennie to jak wyłowić perełki? Wszystko jest na chwilę, za szybko.
    Podobno co siódmy mieszkaniec Ziemi korzysta codziennie z Fejsbuka, ja jestem jednym z tych 6 pozostałych. Nie wiem jak wygląda Fejsbuk ale widzę co się tam dzieje u młodych.

    Tu trochę statystyki:
    http://gadzetomania.pl/3364,internet-kocha-obrazki-wiecie-ile-zdjec-codziennie-wrzucamy-do-sieci

    • Piotr

      Żyjemy w czasach zalewu informacji. Żeby to jeszcze były informacje! Część z tego to śmieci, a coraz większa część – celowo produkowane fałszywki (problem zauważyły już Google i FB, więc problem jest duży – zwłaszcza że ponoć fałszywe newsy produkowane w Macedonii miały wpływ na wybory w USA – jak kogoś temat interesuje: https://en.wikipedia.org/wiki/Fake_news_website ). Tak czy tak – selekcja informacji jest dzisiaj podstawową umiejętnością, niezależnie całkiem od fotografii.
      A co do obrazków w internecie – kilka razy pisałem, że nie należy mylić fotografii ze zdjęciami służącymi do dokumentacji życia. To też trzeba nauczyć się rozróżniać, bo stracisz pół życia na przeglądanie fotek z imprez, na których nawet Cię nie było. 😛

  6. Piryt

    “Inflacja wrażeń wizualnych” – trafne określenie, podoba mi się 🙂
    Sądzę że jest to tendencja trwała z bardzo prostego powodu: mówiąc nieco symbolicznie, sfotografowano już wszystko, we wszystkich wersjach i odmianach. Znamy wszystkie zasady, maniery i “efekty specjalne” fotografowania poszczególnych tematów. Oglądamy to na bieżąco we wszystkich dostępnych mediach. Zapędziliśmy się w kozi róg. Mamy nadmiar wrażeń wizualnych.
    Wszystko są to procesy zupełnie naturalne i nic na to nie poradzimy. A co się stanie z fotografią? Sądzę, że nic strasznego, zmieni się tylko moda, cenione będą nieco inne cechy itp. Nastąpi np. renesans fotografii rodzinnej (nie mylić z wygłupami małolatów), która może być gigantyczną kopalnią niepowtarzalnych okazji, tematów, oryginalnych ujęć. Teraz jest ona raczej lekceważona, ale jest w tym też wina samych twórców. Fotografia rodzinna na wysokim poziomie artystycznym jest po prostu trudna. Łatwiej jest zrobić kamień na brzegu morza o zachodzie słońca, niż dobry portret rozbrykanego bachora, pokazujący jego charakter, temperament itp.

  7. Piryt

    I jeszcze mi się marzy renesans fotografii na papierze, kiedy przedmiot będzie miał większą wartość niż tysiące plików w czeluściach dysków komputerowych.
    Moda na zdjęcia papierowe z opisem, obowiązkowo datą i autografem autora, które można będzie podarować wnukom na pamiątkę.
    Mam sporo starych zdjęć rodzinnych i cierpię z powodu lenistwa moich przodków. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo kto, wszystkiego trzeba się domyślać.

    • Ewa

      Zawsze w przypadku masowej produkcji czegokolwiek, obiekty wykonane ręcznie, pojedyncze, niepowtarzalne sztuki, rosną w cenę. Więc całkiem możliwe, że im więcej zdjęć _nie_ ląduje na papierze, tym bardziej interesujące są te, które się na nim znajdą. Przez sam fakt wydrukowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *