Czy należy tworzyć osobne fotografie do oglądania na telefonie, ekranie komputera lub telewizora i do wydruków na ścianę? Cóż za dziwne pytanie! Przecież dobra fotografia będzie dobra niezależnie od tego, jak i gdzie oglądana! Ale… czy na pewno?
Jak oglądamy fotografię?
Nie jest odkryciem, że od lat już coraz więcej oglądamy na smartfonie. Czy to ma znaczenie? Smartfony chwilowo przestały rosnąć, ale nawet jak ktoś ma naprawdę duży telefon, to ogląda zdjęcia w rozmiarze jakieś 8×17 cm. To jest mała pocztówka, trochę dłuższa i trochę węższa niż format A6 (10,5 × 14,8 cm). Co wówczas widzimy? Zdjęcie o faktycznej rozdzielczości 2 megapikseli. Ok, niektóre telefony mają większą gęstość wyświetlaczy i na tej samej powierzchni jest upchana rozdzielczość zbliżająca się do 4 megapikseli. Na ile da się wypatrzeć owe 4 megapiksele na ekranie telefonu to sprawa dyskusyjna. Ale to jest ułamek tego, co jest na fotografii, którą zrobiliśmy i starannie przygotowaliśmy do prezentacji.
Z 60 megapikseli do 2
Jedziesz gdzieś na koniec świata albo na ulubiony plener całkiem blisko, wyczekujesz piękne światło, wyszukujesz ciekawą, zbalansowaną kompozycję. Wciskasz spust migawki. W domu starannie edytujesz swoje dzieło, regulujesz kontrast, odszumiasz, wyostrzasz – sprawdzasz na powiększeniu, czy każdy detal jest widoczny tak, jak sobie wymyśliłeś. I prezentujesz światu swoje wypracowane dzieło. A świat ogląda na smartfonach zgrubną miniaturkę, na której tak ogólnie widać, co było fotografowane.

Aparaty fotograficzne mają 20, 40, niektóre już ponad 60 megapikseli. To możliwość zarejestrowania mnóstwa detali, oddania drobnych szczegółów, faktur, subtelnych przejść tonalnych. Można z tego zrobić wydruk o długości prawie metra i jakości takiej, że z nosem przyklejonym do papieru będziemy rozróżniać subtelne szczegóły. A później to wszystko redukujemy do takiego skompresowanego 1600 x 1100 pikseli.
Co się dzieje ze wszystkimi wycyzelowanymi subtelnościami? Każdy może sam sprawdzić. Wystarczy wziąć swoją ulubioną fotografię pełną detali i zmniejszyć jej rozdzielczość do 2 megapikseli. Widzicie, ile się gubi?
Rozmiar ma znaczenie
Format fotografii ma duży wpływ na to, co widzimy. Na małym, komórkowym, formacie nie tylko znikają szczegóły, inaczej kształtuje się głębia ostrości (tak, głębia ostrości zależy od rozmiaru zdjęcia), ale też odmiennie rozkładają się akcenty estetyczne. Jeśli o atrakcyjności obrazu decydują drobne faktury, subtelny rytm, subtelność przejść barwnych, to na małych formatach tego wszystkiego nie widać.
Mały format sprzyja za to prostocie, mocnym kontrastom, wyrazistym kolorom. Kompozycje, które w dużym formacie byłyby po prostu nudne, bo tylko na jeden rzut oka, w rozmiarze pocztówkowym wyglądają dobrze. Ograniczony dobór środków, nieskomplikowana kompozycja, wyraziste motywy – to widać od razu, więc to się dobrze ogląda na smartfonie, gdzie i tak nic bardziej złożonego nie da się wypatrzeć.
Czy komponujesz pod smartfona?
Nie mam zamiaru zawracać Wisły kijem i namawiać, aby oglądać fotografie wyłącznie w formie dużych wydruków. Zresztą, nadal nie widziałem fotografii Andreasa Gursky’ego. Konsumujemy informacje głównie na smartfonach i jeśli tylko pokazujemy zdjęcia w internecie, to one też trafią głównie na smartfony. Tylko ta sama fotografia inaczej wygląda na 6-calowym ekranie, a inaczej na metrowym wydruku. Czy jesteśmy tego świadomi?

Czy fotografując myślisz o formacie, w jakim pokażesz swoje dzieła? Czy robisz inne zdjęcia dla prezentacji w internecie, na facebooku, instagramie, przesłaniu whatsappem, a inne z myślą o wydruku na ścianę? Jeśli nie zwracasz na takie rzeczy uwagi, warto obejrzeć swoje ulubione fotografie – te, z których jesteśmy dumni. Obejrzeć je na smartfonie i na porządnym wydruku.
Oglądaj duże albumy
Małe albumy nie mają sensu. Jeśli wydawnictwo ma rozmiar A4 lub mniejszy, to równie dobrze można zamieszczone tam fotografie obejrzeć w internecie. Co innego albumy o wysokości 35 cm lub większej. Owszem, sporo ważą, trudno je zmieścić na półce, kosztują. Ale za to widać na zmieszczonych tam fotografiach więcej, niż można znaleźć w internecie. Nie chodzi o to, że fotografie w dużym albumie automatycznie są lepsze. Niekoniecznie są lepsze, mogą być wręcz kiepskie. Inaczej jednak się je ogląda niż internetowe miniaturki, inaczej się je odbiera. I widać, które fotografie są w takim rozmiarze ciekawe, zatrzymują uwagę, każą wracać. Ale są też zdjęcia, którym duże powiększenie nie pomaga – są nudne, puste, toporne w nadmiernej prostocie. To są fotografie, którym duży format nie służy.
Format fotografii to też środek estetyczny, warto z niego korzystać świadomie.
