Fotowyprawa do Jordanii – listopad 2018

Nasza druga fotowyprawa do Jordanii to długie sesje fotograficzne w słynnej Petrze, a także bajkowa pustynia Wadi Rum, antyczne rzymskie miasto Dżerasz i pokryte solą formy na wybrzeżu Morza Martwego. Poniżej spisywana na żywo relacja z tego wyjazdu. Miłego czytania i oglądania!

Świątynia Artemidy, Dżerasz, Jordania, długa ekspozycja

Od Dżerasz zaczynamy podróż w czasie

Fotowyprawa do Jordanii wystartowała, jesteśmy już w Ammanie. Pierwsza sesja przeniosła nas do Dżerasz w czasy Imperium Rzymskiego.

Szukając nimf w nimfeum

Antyczne Dżerasz to praktycznie miasto, a nie wykopaliska. Ulice są lepiej zachowane niż niejedna polska droga powiatowa, rzędy kolumn stoją gęsto, w amfiteatrach teatrów można by robić koncerty choćby dziś. Nie trzeba sobie wyobrażać „jak to wyglądało przed wiekami”, bo po prostu świetnie to widać. Miasto założone prawdopodobnie przez Aleksandra Wielkiego, a rozbudowane w pierwszych wiekach naszej ery przez Rzymian jest jedną z najlepiej zachowanych antycznych metropolii i sesja tam jest jak podróż w czasie. No dobra, w nimfeum nie znaleźliśmy nimf, choć… może jednak jakaś nam się ukazała? 😉

Nimfa w nimfeum, Dżerasz, Jordania, warsztaty fotograficzne

W Dżerasz chodzisz, gdzie chcesz

Jeśli pamiętacie, jak się fotografuje zabytki w Europie, to… lepiej nie czytajcie dalej. Tu nie ma żadnych barierek, ogrodzeń, płotów, cerberów pilnujących, żeby nie schodzić z wyznaczonej ścieżki. W ogóle nie ma wyznaczonych ścieżek, można nawet wspinać się na mury – jeśli tylko da się radę. O kolumny pamiętające cesarza Hadriana można się opierać, po świątyni Artemidy plątać się do woli, a na forum zrobić sobie spotkanie. No i oczywiście wszędzie można rozstawić statyw i kłaść aparat, gdzie tylko podpowie fantazja. Długie ekspozycje z użyciem filtrów szarych, wielokrotne przymiarki do różnych wersji kadru, wyczekiwanie aż chmury się przesuną we właściwe miejsce – do woli. Godziny otwarcia? Wyszliśmy z Dżerasz już praktycznie po ciemku, po zachodzie słońca – wyszliśmy sami, niepopędzani przez obsługę.

Co chyba najbardziej zaskakujące, Dżerasz nie było zatłoczone. Owszem, kręciły się wycieczki, chodzili indywidualni turyści, co chwila ktoś właził ze statywem (a, przepraszam, to nasi z fotowyprawy). Bez trudu dawało się wyczekać chwilę, gdy flankowaną rzędami kolumn rzymską ulicą nikt nie szedł, gdy ta czy inna świątynia były bezludne albo na kamiennych schodach pojawił się ktoś w idealnym miejscu. Sześciogodzinna sesja minęła błyskawicznie, a najbardziej owocna była oczywiście jej ostatnia część – tuż przed zachodem słońca.

Schody w Dżerasz, Jordania

Pierwszy plener fotowyprawy do Jordanii przeniósł nas do rzymskiego Dżerasz, ale jutro wędrujemy w czasie znacznie dalej. Skoro świt ruszamy na spotkanie z biblijnymi historiami z góry Nebo.

Perspektywa powietrzna doliny Dana, Jordania

Góra na której zawiało Mojżesza

Nasza fotowyprawa do Jordanii ze starożytnego Rzymu przeniosła się w czasy biblijne, gdy Mojżesz prawie dotarł do Ziemi Obiecanej. I wiemy, czemu nie dotarł dalej. 😉

Wschód słońca na górze Nebo

Dzisiejszy poranek był trudny – nie tylko dlatego, że wyjechaliśmy z hotelu przed piątą rano. Na wschód słońca czekaliśmy na górze Nebo, skąd Mojżesz zobaczył Palestynę i umarł. Oba fakty są prawdopodobne i powiązane: z góry Nebo widać Izrael tylko wówczas, gdy silny wiatr rozgania słone opary Morza Martwego. A gdy na górze Nebo wieje, to wieje naprawdę porządnie – światowa ekstraklasa, z którą może się równać tylko marokańska Essaouira oraz najbardziej paskudna pogoda na Islandii. My przetrwaliśmy poranek dzięki polarom i goretexom, ale wcale nie dziwi, że takie warunki zaszkodziły wiekowemu Mojżeszowi. Warunki do fotografowania też były trudne, bo scenerie na długie ogniskowe, a przy takiej wichurze stabilność statywów była dyskusyjna – dobrze, gdy nie odlatywały.

Czekając na słońce wystraszyliśmy trochę jordańskich żołnierzy, gdy całą grupą przycupnęliśmy przy ścianie ich posterunku, chroniąc się przed wiatrem. Po krótkiej chwili żołnierze wyskoczyli w pełnym oporządzeniu, nieufnie patrząc, czy nie próbujemy obrzucić ich granatami i czy te długie czarne kształty w naszych rękach to aby na pewno statywy… Skończyło się bez incydentów dyplomatycznych. 😉

Z góry Nebo o świcie, Jordania

W drodze do Petry

Reszta dnia to przejazd do Wadi Musa, czyli miasteczka, które wyrosło tuż przy Petrze. Po drodze kilka razy zatrzymaliśmy się na krótkie plenery, m.in. przy dolinie Dana oraz zamku Krak de Montréal. Samą Petrę zaczynamy eksplorować jutro skoro świt i będziemy to kontynuować przez dwa dni, z krótką przerwą na sen. 😉

Skała przy zachodzie słońca, Jordania

U góry perspektywa powietrzna i skały okalające dolinę Dana, w środku widok na Izrael przez Morze Martwe z góry Nebo, a na dole zachód słońca w okolicy zamku krzyżowców Krak de Montréal.

Wąwóz Siq i gwiazdy, Petra, Jordania

Wszystkie kolory wąwozu Siq

W naszej podróży w czasie na chwilę przenosimy się do głębokiej prehistorii, gdy ruchy tektoniczne rozerwały górę i powstał przepiękny wąwóz Siq. Wąwozem Siq dochodzi się do słynnej Petry, ale fotografom ciężko jest tam dojść, a łatwo utknąć w Siq na długo.

Kilometr fotograficznych pokus

Zaledwie 1200 metrów długości, czyli kwadrans spokojnego marszu – taka jest długość wąwozu Siq. Ale co krok statyw się sam rozstawia, a trudno iść do przodu, gdy po prostu trzeba się oglądać, bo może z tej perspektywy ten kawałek wąwozu za nami wart jest kolejnego zdjęcia. Tak się wędruje przez wąwóz Siq – żmudnie, krok za krokiem, ekspozycja za ekspozycją. A na końcu wąwozu jest przecież słynny Skarbiec i zaczyna się Petra – jeden z cudów świata. A i tak nie da się iść ani trochę szybciej.

W kolorowym labiryncie Siq, Petra, Jordania

Wąwóz Siq – fotograficzna pułapka doskonała

Wąwóz Siq jest kręty, wysoki, niekiedy wąski na zaledwie 3 metry, rzadko kiedy szerszy niż 10 metrów. Jego ściany są niezwykle kolorowe, pofalowane i zerodowane do fantastycznych i niepowtarzalnych form quasiroślinnych. Takie atrakcje towarzyszą praktycznie całej ponadkilometrowej wędrówce, nie są to więc jakieś „punkty widokowe”, po zaliczeniu których można pędzić dalej. Tutaj zdjęcia same robią się co krok, a do tego w przód, tył i do góry. Właściwie fotowyprawa do Jordanii mogłaby się tutaj zacząć i skończyć, a pięknych zdjęć byłoby mnóstwo. Jakby tego było mało – tutaj można używać bez ograniczeń statywu! I choć ścieżką chodzą też regularne grupy turystyczne (szczególnie w pierwszej połowie dnia), to wystarczy chwilę poczekać, aby mieć dowolny fragment kanionu w wersji bezludnej lub – jeśli taką się ma koncepcję zdjęcia – w wersji jednoludnej.

Pędzący wielbłąd, Siq, Petra, Jordania, panoramowanie

Czekając na wielbłąda

Na biednego fotografa czyha więcej pokus, bo wąwóz Siq to nie tylko statyczne kompozycje skalne, ale także lokalne atrakcje – dorożki, osły i wielbłądy w roli środków transportu lub modeli do zdjęć. Nie dość więc, że każdy krok ujawnia nowe kadry, to jeszcze nawet stojąc w miejscu nie ma spokoju. Co chwila przemknie dorożka albo przecwałuje szalony beduin na wielbłądzie. Po naszym wykładzie na temat technicznych aspektów panoramowania uczestnicy fotowyprawy z dużym zapałem panoramowali wszelkie środki transportu pokonujące Siq. A Skarbiec i reszta Petry czeka…

Petrę eksplorujemy jeszcze jutro cały dzień – od świtu do zachodu, więc przy następnym wpisie już ani słowem o Siq nie wspomnę. U góry wąwóz Siq nocą – zdjęcie wykonane przy okazji pokazu „Petra by night”, niżej samotny fotograf wobec cudu, a na dole szarża na wielbłądzie z luzakiem.

Bajkowa Petra

Fotowyprawa do Jordanii utknęła – utknęła w jednym z cudów świata. Dwa dni w Petrze to rozsądne minimum, żeby zdążyć ochłonąć z wrażenia, jakie robią fantastyczne barwy skał, architektoniczne wspaniałości i niezwykła geologia.

Plener nasz jest ogromny

Petra jest olbrzymia. Większość turystów dociera tylko do Skarbca i zawraca (po co tracić cały dzień na jakąś Petrę, skoro da się jeszcze wcisnąć w program ze trzy atrakcje?). Od Skarbca jednak Petra dopiero się zaczyna, a ciągnie daleko i szeroko. Można minąć rzymski amfiteatr, świątynię i po (ponoć) 900 stopniach wspiąć się ścieżką przez góry do tzw. „Klasztoru” (który z klasztorem ma tyle samo wspólnego, co Skarbiec ze skarbcem). Można drogą przez góry obejść całą Petrę i wspiąć się nad Skarbiec. Można iść wzdłuż Grobowców Królewskich do „łososiowych” skał i Grobowca Sextiusa. Każda z tych tras to co najmniej kilka godzin, które dla fotografa rosną do nieskończoności. Już naprzeciw amfiteatru, wśród płytkich jaskiń można utknąć na kilka godzin, fotografując bajecznie kolorowe skały. Jeśli uda się stamtąd wyrwać, to kilka kroków dalej zaczynają się fasady grobowców, które sprawiają wrażenie stapiania się i rozpływania w różnobarwnych skałach.

Listopad to dobry miesiąc

Dobrze, że jest listopad. Temperatury są takie, że bez roztapiania się można fotografować od świtu od zmroku (choć na południowe godziny i tak warto zrobić sobie przerwę w jednym z barów i zregenerować siły świeżo wyciskanym sokiem z granatów). Zachód słońca o 16.30 pozwala spokojnie wyjść z otwartej do 17 Petry już po zachodzie – zwłaszcza że godzina zamknięcia jest dość umowna i nikt nie jest poganiany.

Na górze fasada grobowca Sextiusa, niżej okno jednej z jaskiń mieszkalnych, a na dole półkolumny jednego z Grobowców Królewskich.

Skalny łuk na Wadi Rum, Jordania

Fotowprawa do Jordanii: niespodzianki Wadi Rum

Jadąc na pustynię Wadi Rum spodziewaliśmy się bezchmurnego nieba nocą i miliona gwiazd do fotografowania. Dostaliśmy jednak coś zupełnie innego.

Mamy szczęście czy pecha?

Rano opuściliśmy Petrę (a właściwie miejscowość Wadi Musa, która sąsiaduje z cudem świata) i po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do obozu na pustyni Wadi Rum. Pogoda po drodze powodowała coraz większy niepokój – postrzępione białe smugi przechodziły w coraz bardziej zwartą pokrywę chmur. Tymczasem liczyliśmy na bezchmurne nocne niebo, bo planowaliśmy nocną sesję pod gwiazdami. (Choć jej nie obiecywaliśmy – pamiętając lekcję z pierwszej fotowyprawy do Maroka.) Chmury nad pustynią zdarzają się rzadko, ale jednak się zdarzają. Czyżbyśmy trafili tym razem na pogodowy rarytas?

Ogień na niebie, Jordania, zachód nad pustynią Wadi Rum

Ogień nad pustynią

Wczesnym popołudniem wsiedliśmy do czekających na nas samochodów terenowych i ruszyliśmy na wieczorną sesję. Słońce od czasu do czasu przebłyskiwało zza chmur, ale na rozpogodzenie się nie zanosiło. Chmury zdominowały niebo do końca dnia, który… okazał się wyjątkowo spektakularny! Wprawdzie samo słońce już się nie pokazało, ale w ostatnich minutach przed zmrokiem spod linii horyzontu podświetliło chmury na fantastyczne barwy. Przez jakiś kwadrans trzeba było być szybkim i czujnym – gdy z jednej strony kolorowa poświata gasła, po drugiej stronie właśnie się rozpalała. Bieganie po piasku nie jest łatwe, ale wszyscy uczestnicy fotowyprawy bardzo się starali.

Z sesji z gwiazdami oczywiście nic nie wyszło, ale nikt nie żałował wymiany na tak fantastyczny zachód. A że czeka nas jeszcze kilka pustynnych plenerów, to wszystko przed nami.

Wschód na Wadi Rum, Jordania

Wadi Rum – pustynia bez końca

Wadi Rum ma olbrzymią przewagę nad typowymi pustyniami piaszczystymi: wystarczy przejść kilkaset metrów, by mieć przed oczami zupełnie inne scenerie.

Pustynia miliona kadrów

Klasyczne pustynie piaszczyste, czy te z Omanu, czy słynna Erg Chebi w Maroku, zachwycają kształtem ciągnących się po horyzont wydm. Jednak oprócz tych wydm niewiele jest na nich do fotografowania. Wadi Rum jest inna. Owszem, tu też można znaleźć piaszczyste wzniesienia i wyrzeźbione przez wiatr wzory, ale z piasku wyrastają mniejsze i większe skały. Te również podlegały erozji, przyjmując fantazyjne kształty, wzbogacając się o przedziwnie rzeźbione fasady, tworząc grzyby, łuki skalne i półki. Tworzy to nieskończone bogactwo motywów. Wystarczy przejść kilkaset metrów, by w kadrze mieć inne formacje skalne. A pustynia jest olbrzymia, fotograficzne tematy ciągną się w nieskończoność. Jeśli jeszcze do tego trafi się ładne światło…

Zachód słońca nad Wadi Rum, Jordania

Kosmiczne Wadi Rum

Na tej edycji fotowyprawy do Jordanii ładne światło trafiamy jak dotąd bez pudła. W dzień sytuacja nie wygląda ciekawie za sprawą dość gęstej pokrywy chmur, przez którą słońce przebija się tylko czasami. Za to o poranku i wieczorem chmur jest mniej, a te, które zostały, są podświetlane przez słońce tworząc przepiękne widowisko na niebie. Gdy doda się do tego postrzępione skalne masywy i łachy kolorowego piasku – fotografie robią się same.

Wschód mieliśmy blisko miejsca, gdzie kręcone są sceny do najnowszych części „Gwiezdnych Wojen”, sesja o zachodzie odbyła w miejscu jeszcze bardziej malowniczym.

Kot i pustynia Wadi Rum, Jordania

Urodę Wadi Rum docenił też pewien kot, który wspiął się na skałę, aby przez chwilę podziwiać widoki. U góry sceneria z porannej sesji – jeśli przypomina jakieś kadry z „Gwiezdnych Wojen”, to podobieństwo może być nieprzypadkowe. W środku ostatnie zdjęcie drugiego dnia na Wadi Rum.

Burza piaskowa na pustyni Wadi Rum, Jordania

Jordania: burza nad pustynią

Ostatni dzień na Wadi Rum to pełne spektrum atrakcji pogodowych. Po porannym wschodzie słońca połączonym z efektownym zachodem Księżyca (pełnia!), po południu mieliśmy lekką burzę piaskową, która poprzedzała burzę z deszczem.

Dzień jak co dzień na Wadi Rum

Fotograficzny dzień na pustyni ma swój rytm. O piątej rano ruszamy samochodami terenowymi na wschód słońca. To etap wymagający najwięcej samozaparcia. Nie tylko trzeba wstać wcześnie rano, ale też sama podróż terenówkami jest dość wymagająca. Przed świtem jest zimno, w kabinie są tylko dwa lub trzy miejsca, więc mniej więcej połowa uczestników fotowyprawy jedzie na pakach. Zresztą miejsce w kabinie też trudno zaliczyć do luksusów, bo w trakcie jazdy odkręcone są okna, aby szyby nie zaparowały.

Fotowyprawa na pustyni, Jordania, terenówki na Wadi Rum

Wschód słońca o 6 rano, później jeszcze dwie godziny fotografowania pejzaży Wadi Rum, a gdy słońce wzniesie się zbyt wysoko i światło staje się płaskie – wracamy na śniadanie. Trzeba przyznać, że śniadania są ciekawe: świeżo pieczona, jeszcze gorąca pita i rodzaj naleśników pełniących rolę chleba, świetny humus, pasta z bakłażanów, liczne sałatki, jajka smażone wedle życzeń.

Środek dnia jest fotograficznie martwy, więc można wówczas się zregenerować, a także przejrzeć i wybrać zdjęcia na wieczorną dyskusję. Zbiórka zdjęć o 13, a o 14 wyruszamy na wieczorny plener – w listopadzie zachód słońca następuje już około 16.30. Po 17, gdy już resztki światła słonecznego przestają barwić kolorowo chmury, rozpoczynamy powrót terenówkami do obozu. Tu czeka nas obiadokolacja oraz wieczorna dyskusja o zdjęciach.

Zachód Księżyca na Wadi Rum, Jordania

Burza piaskowa w wersji light

Ostatni dzień na Wadi Rum zaczął się pięknie, a skończył spektakularnie. Na porannym plenerze były podświetlone kolorowo chmurki, niskie światło słońca ślizgające się po otoczonych piaskiem skałach, ale zdążyliśmy także na zachód Księżyca. A że była to właśnie pełnia, więc tarcza Księżyca była nie tylko pełna, ale też duża. Zdjęcie powyżej to nieprzycinane 280 mm na matrycy APS-C (200 mm i telekonwerter 1.4x).

Koniec dnia był jeszcze bardziej interesujący, bo gdy czekaliśmy na zachód, rozpoczęła się burza. Ulewny deszcz padał nad widoczną w sporym oddaleniu górą, ale towarzyszył mu silny wiatr, pędzący w naszą stronę burzę piaskową. Na szczęście była to niezbyt silna burza piaskowa, ale wzniecane kłęby pyłu i piasku dodawały scenerii dramaturgii. Z pyłu i piasku będziemy się pewnie jeszcze długo płukać – szczególnie intensywne płukanie planujemy na jutro nad Morzem Martwym.

Herbatka na Wadi Rum, Jordania, portret

Na górze samotna uczestniczka fotowyprawy do Jordanii zmaga się z burzą piaskową wśród bezkresu Wadi Rum, niżej nasza zmotoryzowana karawana w drodze na popołudniowy plener, następnie poranny zachód Księżyca i na koniec herbatka na Saharze Wadi Rum, zanim zaczęło solidnie wiać.

Skalny łuk Kharaz na Wadi Rum, Jordania

Fotowyprawa do Jordanii: piasek i woda

Jeśli pamiętacie piosenkę o tym, że nie ma wody na pustyni, to niniejszym informujemy, że nie mówi ona prawdy.

Gdy wyjeżdżaliśmy rano z luksusowego pustynnego obozu Bait Ali, solidnie lało. Ta grudniowa pogoda, która w tym roku pospieszyła się i zjawiła już w listopadzie, sprawiła jednak, że poranne i wieczorne zdjęcia są znacznie ciekawsze, niż miałyby szansę być przy normalnym, czyli bezchmurnym niebie. Pogoda, która zmartwiłaby „normalnych” urlopowiczów, dla fotografów jest wręcz wymarzona: chmury, wiatr, światło rozproszone kłębami pyłu dają niesamowity potencjał fotograficzny. A jeśli czasem pada? No cóż, trzeba po prostu przeczekać, bo światło po deszczu jest wspaniałe.

Wadi Rum przed burzą, Jordania

Na górze udekorowany chmurami świt nad łukiem skalnym Kharaz, pośrodku piaszczysta część Wadi Rum przed burzą, a na dole naprawdę dużo wody, czyli krajobraz Morza Martwego o zachodzie słońca. To tu wylądowaliśmy dziś wieczorem.

Kąpiel w Morzu Martwym, Jordania

 

Jordania: w głębokiej depresji

Sól z dziurką, Morze Martwe, Jordania

Końcówka fotowyprawy do Jordanii, więc wszyscy jesteśmy w głębokiej depresji. Robimy jednak, co możemy, żeby poprawić samopoczucie: dobre śniadanie, basen, obkładanie zdrowotnymi błotkami, kąpiel w morzu. Jak się zrelaksowaliśmy, to pojechaliśmy robić zdjęcia.

Burza się zbliża, Morze Martwe, Jordania

Morze Martwe – kopalnia soli tematów

Ostatnie dni fotowyprawy do Jordanii spędzamy nad Morzem Martwym, w najgłębszej depresji świata. Lustro wody leży ponad 400 metrów poniżej poziomu morza i nadal się obniża. Dzięki temu procesowi brzeg jest pełen solnych formacji – obrośniętych solą kamieni i różnych tworów będących efektem krystalizacji. Wygląda to zupełnie fantastycznie, w którą stronę by się nie skierowało obiektywu, motywów czeka mnóstwo. Do spacerów to jednak dość wymagający teren, bo te twory solne są twarde i zaskakująco ostre. Poślizgnięcie się czy potknięcie może mieć bardzo nieprzyjemne skutki, a wpadnięcie z aparatem fotograficznym do tak zasolonej wody to nieuchronna śmierć – na szczęście tylko dla aparatu fotograficznego. Do tragicznych zdarzeń szczęśliwie nie doszło, uczestnicy fotowyprawy i ich aparaty przeżyli.

Morze Martwe o zachodzie, Jordania

Na wybrzeżu Morza Martwego spędziliśmy ostatni wieczorny plener. Jutro o tej porze będziemy pakować się do samolotu lecącego do Polski. Więcej fotografii z kolorowej Petry, pięknej pustyni Wadi Rum i niezwykłego wybrzeża Morza Martwego w naszej galerii z fotowyprawy do Jordanii – tej i poprzedniej.

Fotowyprawa Jordania 2018

Uczestnicy fotowyprawy do Jordanii 2018 na pustyni Wadi Rum.

 

 

Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr