Widok z przełęczy Giau, Dolomity

To była nasza druga fotowyprawa w Dolomity i do Wenecji, tym razem zdecydowanie bardziej deszczowa. Program był jednak taki sam, jak przy fotowyprawie z 2014 roku, zapraszamy więc do przeczytania z relacji z tamtego wyjazdu:

https://www.ewaipiotr.pl/wspomnienia-z-warsztatow/warsztaty-fotograficzne-2014/dolomity-i-wenecja-14-21-vi-2014/

Zapraszamy też do zerknięcia do naszego portfolio, gdzie można zobaczyć więcej zdjęć z obu tych fotowypraw:

https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/wenecja-i-dolomity/

A poniżej zapraszam do przeczytania relacji na żywo, tak jak w trakcie fotowyprawy publikowaliśmy ją na blogu.

 

Czekając, aż przejdą chmury

Dolomity o świcie

Czego jak czego, ale chmur jest w Dolomitach dużo. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że jest ich więcej niż gór. Na szczęście, w przeciwieństwie do tych drugich, chmury są tu szybkie. Przemieszczają się w poziomie i w pionie, przelewają, kłębią, płynnie przechodzą w mgłę i z powrotem. Jedna chmura nawet próbowała nas gonić i nie mielibyśmy szans uciec, ale na szczęście zmyliła trop i skręciła w niewłaściwą stronę. Dynamiczne opary unoszące się w powietrzu to niezły spektakl i dobra okazja do upolowania wielu kompozycji z jednego miejsca: wystarczy się zaczaić w odpowiednio widokowym miejscu i czekać. Chmury to zasłaniają, to odsłaniają fragmenty krajobrazu; czasem widać całe łańcuchy górskie, a czasem tylko fragmenty skał, coraz to innych.

Na dolnym zdjęciu część grupy czeka na zmianę dekoracji w miejscu widokowym, na górnym widać efekt chwilowego układu chmur podczas porannej sesji.

Chmury w Dolomitach

 

Wenecja na mokro

Wenecja o wschodzie słońca

Za nami najbardziej deszczowa fotowyprawa w historii. I mam nadzieję, że ten rekord nie zostanie już nigdy pobity. W Dolomitach padało sporo, mgieł było jeszcze więcej, a choć słońce czasami wychodziło, to było go za mało, za rzadko i niekoniecznie wówczas, gdy na nie najbardziej czekaliśmy. Co nie znaczy, że nie dało się robić zdjęć, ale wszyscy liczyliśmy na zdecydowanie lepsze warunki, ładniejsze światło i często lepszą widoczność.

Wenecja w deszczu

Padało też nawet w Wenecji, choć tu już tylko przez godzinę, tylko pod koniec ostatniego dnia i niezbyt intensywnie. Deszcz w Wenecji nie był wcale zły – mokre ulice dawały możliwość pokazania znanych miejsc w inny sposób, a także nieco (choć tylko nieco) przerzedziły tłum turystów. Tutaj mała zagadka. Na poniższym zdjęciu Sławek:

a) oszczędza buty, czołgając się po placu Świętego Marka, czy

b) coś zobaczył w kałuży (ale co?) 😉

Sławek w Wenecji

Było też sporo dobrych momentów. Już końcówka Dolomitów była udana: podczas porannej sesji na przełęczy Giau mieliśmy zdecydowanie lepszy wschód słońca niż rok temu (i tylko bardzo słaby wietrzyk, i temperaturę wyższą o 10 stopni Celsjusza, co też nie było bez znaczenia). Nie rozczarowały też warunki podczas porannej sesji w Wenecji, a wschód słońca był jak malowanie – jak widać na zdjęciu górnym. Do tego oczywiście kanały, mostki, gondole i gondolierzy, balkoniki, kolorowe domki na Burano i wszystkie cuda, po które się do Wenecji jeździ. Też tam jeszcze pojedziemy, ale nie w przyszłym roku, bo wtedy będziemy dalej, znacznie dalej.

Gondole na kanale, Wenecja

Tym razem dużo obrazków, bo mamy lekkie zaległości. Wenecja wciąga tak, że nie ma czasu na internet (choć był i nawet weneccy separatyści go nie zepsuli 😉 ).

Przy placu Świętego Marka, Wenecja

 

Poniżej zdjęcie grupowe uczestników fotowyprawy Wenecja-Dolomity 2015 – na moście nad kanałem w Burano.

Uczestnicy fotowyprawy Wenecja-Dolomity 2015