Portret przy świecy

Biblioteka skończona, odc. 2

Do dobrych książek wraca się i tylko takie warto trzymać na półce. Jeśli przeczytaliśmy, mieliśmy dobrą zabawę lub dowiedzieliśmy się czegoś przydatnego, ale wiemy, że do książki już nie wrócimy, to lepiej ją komuś oddać, zamiast kisić na półce. Książki na jeden raz są ok: przeczytaliśmy, przyjemnie spędziliśmy czas, wiemy więcej niż przed lekturą. Książki, do których się wraca, to jednak zupełnie inna kategoria: są głębsze, wielopoziomowe, niosą treści, na które może nie zwróci się uwagi w przy pierwszym przejściu, ale wraz z czasem, który nas zmienia, także zmieni się nasze odczytanie tych samych stron.

Na jeden raz może być Niekerk – pierwszy lub drugi. Może nie wszystko będzie jasne za pierwszym razem, bo utrwalenie wiedzy o lampach błyskowych, zależności między liczbą przewodnią a dystansem, czułością matrycy i przysłoną wymaga repetycji. Niemniej jeśli już się to opanuje, to do – bardzo dobrych skądinąd – podręczników Niekerka nie ma powodu wracać.

Portret przy świecy

Inaczej jest z McNallym, który w zasadzie też pisze o użyciu lamp błyskowych, ale… tak się wydaje tylko przy pierwszej lekturze. I wcale nie chodzi o to, że Niekerk to solidny rzemieślnik, a McNally – geniusz (przynajmniej jeśli chodzi o użycie lampy błyskowej, bo pejzaże robi fatalne). Jeśli przegonimy już raz przez „Świat błysku” czy „Uchwycić moment” tropem „jak on to oświetlił?!”, to następna lektura otworzy przed nami zupełnie nowe historie. Bo McNally jest świetnym opowiadaczem historii – tworzy je za pomocą kadrów, ale też słów. Sporo tam ukrytych perełek, które więcej powiedzą o realiach życia zawodowca od obrazków niż większość poradników razem wzięta. McNally to facet mądry doświadczeniem życiowym – doświadczeniem niekoniecznie miłym. Ale nie ma obawy, że „Uchwycić moment” czy „Z pamiętnika lampy błyskowej” zepsuje nam popołudnie, bo Numnuts bardzo elegancko maskuje gorycz za pomocą humoru oraz ironicznego autodystansu.

Żadnej z książek McNally’ego się nie sprzedaje, bo do każdej się wraca: zarówno do najnowszego „Świata błysku”, wcześniejszej „Z pamiętnika lampy błyskowej”, jak i pierwszej i pewnie już niedostępnej „Uchwycić moment”.

W cyklu o ostatecznej bibliotece fotografa pisałem wcześniej o tomie Pedro Meyera „Prawda i rzeczywistość w fotografii”.

 

 

  1. Rzecz gustu. Ja np. książek MCNally’ego nie trawię. Nie lubię tego jego gawędziarstwa. Wolę van Niekerk’a, którego obie książki stoją dumnie na półce i nie boją się, że zostaną sprzedane – bo nie zostaną. Inną taką książka, do której często wracam jest „Perfekcja w fotografii” G. Barra’a. Sprzedałam natomiast „Szukając zdjęcia”, która dla mnie była lekturą lekką, łatwą i przyjemna, ale taką właśnie na 1 raz, no dobra, na 2 razy, ale potem zmieniła właściciela. Z duChemina ostała się tylko najbardziej techniczna pt. „Pracując nad kadrem w cyfrowej ciemni” – b. dobra, bo można się z niej sporo nauczyć lightroom’a w sposób przyjemniejszy niż czytając podręcznik obsługi programu. Ostatniej jego książki już nawet nie kupowałam, żebym nie musiała sprzedawać 🙂 Polecam „Światło w fotografii. Nauka i magia” http://www.galaktyka.com.pl/product,,527.html oraz „Fotografia produktowa” – zdecydowanie nie na 1 raz, ani nawet na 2 razy.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *