Statyw antygrawitacyjny

Obiecuję, że będę uważał z żartami primaaprilisowymi. Po dowcipie sprzed trzech lat o miniaturowej lustrzance Canon EOS-M doczekaliśmy się i EOS-a M, i miniaturowej lustrzanki Canona. Parę dni temu, w komentarzu, zwróciłem uwagę na pierwszokwietniowy wic Charliego Borlanda ze statywem w formie aplikacji, a już dostaliśmy MoVI….

No dobra, kto dostał, ten dostał, ale pewnie wielu by chciało (pozdrowienia dla Ani M.). I MoVI to niezupełnie jest statyw… A co to jest, sami zobaczcie na filmie Vincenta Laforeta:
 

MōVI in Action (Quick Video) from Vincent Laforet on Vimeo.

 

Prawda, że robi wrażenie? Wydaje się niemożliwe, żeby dało się zmienić pozycję kamery choć na milimetr (i rzeczywiście – do zmiany pozycji w trakcie kręcenia służy osobny, zdalny joystick, obsługiwany przez operatora, który nie musi z tym biegać). Jak to się sprawdza w praktyce, można zobaczyć na nieco dłuższym filmie Laforeta (ciekawa prawidłowość – Laforet robi nowy film tylko wówczas, gdy dostaje nową zabawkę 🙂 ):
 

MōVI from Vincent Laforet on Vimeo.

 

Od MoVI do statywu antygrawitacyjnego już tylko krok. Chociaż może to być całkiem spory krok. Jeśli coś jest zbyt dobre, żeby było prawdziwe, to przeważnie jest tam jeszcze jakiś haczyk. W MoVI haczyków jest całkiem sporo. Pierwszy haczyk czeka nas przy kasie: za model M10 trzeba zapłacić 15 tysięcy dolców, a nieco mniejsza, niedostępna jeszcze wersja M5 wymaga wydania drobnych 7,5 tysiąca USD. To tak lekko licząc wartość 7-8 najbardziej wypasionych statywów. Pod względem wagi już jest lepiej: 3,5 funta to mniej więcej tyle, co jeden z tych siedmiu wypasionych statywów węglowych. Ja jednak wolałbym te 3,5 funta plus aparat jednak postawić, a nie trzymać w rękach podczas np. 20 minutowej ekspozycji.

No i tu dochodzimy do trzeciego haczyka – to jednak nie jest statyw do fotografii. MoVI wyraźnie świetnie się sprawdza jako stabilizator dla kamery, ale kamera rejestruje obraz z prędkością co najmniej 24 klatek na sekundę, a nie wielosekundowe czy wielominutowe statyczne kadry. W świecie filmu to rewolucja: właśnie rządkiem maszerują do muzeum długie szyny, wózki kamerowe, ciężkie bezwładnościowe stabilizatory i kamizelki ważące tyle, co zbroja płytowa. W porównaniu z tym ciężkim sprzętem MoVI jest tani, nieważki, a dodatkowo oszczędza mnóstwo czasu i wydatków związanych z przygotowaniem toru kamery. Jak trzeba wynająć transport i ekipę do przewiezienia szyn pod wózek kamerowy, a później ich ułożenia, to te 15 tysięcy zielonych na M10 to żaden wydatek, tylko same oszczędności.

Niestety, z perspektywy fotografa to nadal jeszcze nie jest alternatywa dla statywu. I dlatego za tydzień do Toskanii zabieramy klasyczne trójnogi. Ale kto wie, może na warsztaty Złota Praga XIII będę polecał nowiutki, tani, lekki, antygrawitacyjny PhotoMoVI?

A na koniec jeszcze coś o posługiwaniu się MoVI, też od Vincenta Laforeta:

 

MōVI BTS from Vincent Laforet on Vimeo.

Toskańskie pakowanie
Drugie: Będziesz obracał aparat Twój przy każdej okazji

3 komentarze

  1. andy

    całkiem ,całkiem maszyna a zamiast szyn wystarczają rolki 🙂

  2. strzelec

    Ja to by kciał tako zabawkie 😉
    PS Świetne było w filmie to przejście kamery przez hola-hop !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *