Światło wieczoru, Lofoty

Góry w kolorze i bez

Krajobraz to fascynująca rzecz. Niby nic się w nim nie zmienia, góry stały jak stoją, budynki przeważnie też, pola, lasy i łąki z rzadka tylko zmieniają swój wygląd. A jednak…

Wystarczy, że zmieni się pora dnia, układ chmur, ba – nawet kierunek, z jakiego patrzymy, a już cały świat wygląda zupełnie inaczej. Nie wszyscy to zauważają. „No owszem, to ładna góra, ale masz ją już na chyba dwudziestu zdjęciach! Po co ci następne”? – Znacie takie teksty? Trzeba być fotografem albo malarzem, żeby docenić wizualną ulotność czegoś tak trwałego jak góry. Albo jak takie na przykład katedry. Monet malował dwadzieścia razy tę samą katedrę w Rouen, o różnych porach, w odmiennych warunkach atmosferycznych. Powstał cykl obrazów, na których budowla ma wciąż ten sam kształt, ale wygląda zupełnie inaczej*. Nie potrzeba ani malarskiej fantazji, ani Photoshopa, żeby ten sam obiekt na zdjęciach wyglądał różnie. Wystarczy przyjść kiedy indziej…

Światło wieczoru, Lofoty

Góry mogą być złociste i delikatne jak te na górze, a mogą też być surowe, zimne i szorstkie, jak te poniżej. Mogą być wspaniale barwne albo niemal czarno-białe, i bynajmniej nie jest to kwestia rodzaju skały. Wszystko to zależy od światła, a światło należy w fotografii wykorzystywać, a nie z nim walczyć. Dlatego też, nawet jeśli pokusa jest silna, nie warto próbować dokolorowywać scen, które są z natury monochromatyczne ani dodawać drapieżnej szorstkości krajobrazom skąpanym w miękkim świetle. Jak wyglądają góry, to wiadomo – jeśli nie z czego innego, to choćby z podróży googlowego samochodzika. Wciąż jednak na nowo warto pokazywać, jakie wrażenie zrobiły na fotografującym tam i wtedy, tego dnia, o tej porze, gdy tak układał się śnieg, a tak światło.

 

* Ciekawe, czy ktoś mu mówił: „Po co siódmy raz malujesz ten sam kościół, poprzednio wyszło ci wystarczająco dobrze”?

Góra za górą, Lofoty

  1. Monet namalował też wiele razy budynek londyńskiego parlamentu.
    Różnice to nie tylko światło i pora dnia, ale także kilkadziesiąt lat w czasie.
    Kilkanaście jego obrazów można oglądać do maja w Tate Britain.
    Ciekawostka – podczas swojego ostatniego pobytu w Londynie stać go już było na apartament w Ritzu. 🙂

    1. No i to jest bardzo pozytywne: jak się upiera na pokazywanie tego samego motywu w różnym świetle, to potem się ma na apartament w Ritzu 😉

  2. Dziękuję za ten tekst. Mam kilka miejscówek, do których wracam ale szczególnie jedną upodobałem sobie i wracam w to miejsce z uporem maniaka. Fotografuję tam od kilku lat o różnych porach dnia, roku, od pełnego słońca po nawet deszcze a nawet zdarzyło się gradobicie i zawsze dostrzegam to coś nowego. Inne światło, doskonalszy kadr, mniejsze lub większe zmiany w otoczeniu. Czyli nie zwariowałem 😀

  3. Jest dostepna swietna biografia Moneta z wieloma przytoczonymi listami.
    Jasne jest ze od poczatku uwiodlo go… swiatlo,dlatego mimo bardziej intratnych kierunkow malarstwie zostal pejzazysta. A chec oddania tego ulotnego efektu wiodla poprzez nierozumieni wpolczesnych (na pewno niejeden pytal…po co???)jednakze ostatecznie doprowadzilado powstania nowego kierunku-impresjonizmu.
    Dla mnie pelne porozumienie w tej wrazliwosci i takze zupelnie oczywista pogon za swiatlem…najchetniej …gdy maluje gory ;))))))

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr