Na islandzkiej plaży Jokulsarlon

Nikt się jeszcze nie wzbogacił na sprzedaży histogramów

Tym zdaniem Dan Margulis chciał przekonać swoich czytelników w książce Korekcja i separacja, że nieważne, jak wygląda po edycji histogram i czy jest gładki – ważne, żeby zdjęcie wyglądało dobrze. Mnie przekonał. Oczywista absurdalność samego pomysłu sprzedawania histogramów bardzo dobitnie przekonuje, że istotny jest wygląd obrazu, a nie to, jaki wykres tworzą jego piksele.

Na islandzkiej plaży Jokulsarlon

Ale wszystko do czasu. Okazuje się, że ktoś jednak na sprzedaży histogramów… no, może się (jeszcze) nie wzbogacił, ale próbuje robić karierę. Nawet dostał nagrodę artystyczną: nagrodę za innowacyjność w obrazowaniu (SPE Award for Innovations in Imaging) na krajowej konferencji Towarzystwa Edukacji Fotograficznej w San Francisco, w roku 2012 (przyznaję, trochę stary ten news, ale dopiero teraz mi wpadł w ekran). Właśnie tak: za histogramy, nie za zdjęcia. Zdjęcia od tych histogramów nie były zresztą jego i być może właśnie to jest clou.

Nagrodzony autor histogramów nazywa się Sherwin Rivera Tibayan, jest magistrem sztuk pięknych i doktorantem amerykanistyki na teksaskim uniwersytecie. Robi projekty artystyczne, a 83 histogramy to jeden z nich. Autorem źródłowych zdjęć jest natomiast Robert Frank, fotograf, który w roku 1958 wydał album The Americans, ważny nie tylko dla historii fotografii, ale również jako wnikliwy obraz Ameryki lat pięćdziesiątych. Tibayan zeskanował jego – analogowe przecież – zdjęcia wycięte z książki, ich histogramy wydrukował na kartkach i rozpiął na ścianie galerii jako wystawę. Jako że są wydrukowane na osobnych arkuszach, można je rozkładać w różnych konfiguracjach, a na swojej stronie autor (wciąż histogramów, nie zdjęć) prezentuje je w kolejności zdjęć w albumie oraz… w postaci stosu kartek.

Co ma z nich wynikać? Cytat ze strony Tibayana: „Powstałe wykresy pokazują wyjątkowe rozmieszczenie tonów w każdym obrazie, od cieni po lewej stronie przez tony środkowe po światła po prawej”. W sumie, to żadne odkrycie, wystarczy przejrzeć kartę pamięci dowolnego aparatu po wycieczce, żeby stwierdzić, że każdy histogram jest inny. Ciekawe też, czy artysta zdaje sobie sprawę, że na wygenerowane histogramy wpłynęły po drodze dwie zmienne natury czysto technicznej: interpretacja zdjęć w druku i interpretacja druku przez skaner. Ale… czy to ma jakieś znaczenie?

Przecież nie wygląd histogramów jest ważny, tylko kompozycja i wymowa fotografii. Nawet, jeśli ktoś czasem powie: „O, jaki ciekawy histogram”.

 
Dziękujemy! Niech Ci światełko zawsze świeci z właściwej strony! :)

Ewa i Piotr