Przelot wokół Łysej Góry

Znikliśmy na tydzień w Krainie Czarownic tak nagle, że nie zdążyliśmy ostrzec, żeby nas nie szukać, bo to i tak daremne, a po co denerwować czarownice? 😉 Połowę tygodnia spędziliśmy na plenerze Towarzystwa Fotograficznego im. Edmunda Osterloffa (podziękowania dla Marcina Kwarty za zaproszenie nas). Drugą połowę tygodnia spędziliśmy z licencjonowaną czarownicą u drugiej czarownicy, dzieląc czas pomiędzy pyszne jedzenie (trzeba było sprawdzić maksymalny udźwig miotły) oraz latanie po okolicy. Wróciliśmy i trochę już żałujemy, że latanie na miotle się skończyło…

Na zdjęciu: Spojrzenie przez dziurkę od klucza.

Dubel
Rozmiar wedle potrzeb?

27 komentarzy

  1. Andrzej2

    Leżałeś do tego zdjęcia krzyżem i toporem, jak mniemam 😉

  2. Ewa

    Nieee, to moje. A ja mam odchylany wyświetlacz, więc nie muszę leżeć 🙂
    Ale nazwę zgadłeś prawidłowo.

  3. wzrokowiec

    Całkiem duża ta dziurka od klucza.
    Czy czarownice też latają “kluczem”?

  4. ka_tula

    czarownice latają we wszystkich możliwych kombinacjach ;P Przecież to CZAROWNICE 🙂

  5. daniello194

    A nie przypadkiem zapach napalmu o poranku (właśnie przy dźwiękach Vakyrie)?
    Ja to mam pecha – byłem tam kiedyś i żadnej czarownicy nie zastałem 🙁

  6. strzelec

    Świętokrzyskie… i czarownice… Lepiej być nie może. Zawsze wspominam z nostalgią, a serce się wyrywa! Ale może chociaż serię zdjęć pokażecie. Coś tak podejrzewam, że to rekonesans był przed planowanym plenerem… Obym miał rację! 😀

  7. daniello194

    @Nedyarrd
    właśnie o to mi chodziło – Czas Apokalipsy – oddział kawaleri powietrznej atakujący przy dźwiękach wspomnianego klasyka i słowa dowódcy (nie pamiętam czy dokładnie takie) “uwielbiam zapach napalmu o poranku”
    Co do pleneru w świętokrzyskiem – jestem za ale może bez roweru? Podajcie czas i miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *