Krainy nieidealne

Siedemdziesiąt cztery

Generalna zasada komponowania brzmi: na zdjęciach ma się znaleźć to, co chcemy pokazać, a całej reszty ma nie być. Wydaje się proste i oczywiste. Ale gdzie jest granica tego, co pokazać chcemy? To już nie zawsze jest takie oczywiste. Istnieją krainy idealne: takie, które w powszechnym wyobrażeniu funkcjonują jako wzorce krajobrazowego piękna. Taka na przykład, nie szukając daleko, Toskania. Albo Santorini. Albo pustynia – każdy wie, jak powinna wyglądać porządna pustynia. Kadrujemy więc cyprysy na wzgórzach, schodkowo zbudowane białe domki albo wydmy o zgrabnych liniach (zależy, gdzie się akurat znajdziemy) i… usuwamy ze zdjęć to, czego na nich być nie powinno, a nie dało się ominąć w kadrowaniu. Stempel lub plasterek kasuje druty, słupy, ślady kół, papierki czy anteny satelitarne: wszystko to, co przypomina, że idealna kraina ma jednak silny, choć mało urodziwy związek z rzeczywistością. I dobrze. Ba, często nawet mieszkańcy takich miejsc sami dbają o ich wizualną idealizację. Na Santorini na przykład znajdziemy przeróżne „greckie” akcenty, umiejscowione tyleż niepraktycznie, co fotogenicznie. Wille wśród toskańskich wzgórz są starannie utrzymane w tradycyjnym stylu i dopiero na dużym powiększeniu widać, że stoją przy nich zupełnie nowoczesne samochody. Niby to oczywiste, że mieszkając w okolicy oddalonej od najbliższego sklepu o kilka kilometrów trzeba mieć samochód, ale ich właściciele starają się chować pojazdy wśród przydomowej zieleni, zachowując nieskazitelną linię „domku w cyprysach”.

Staranny retusz rzeczywistości nie zawsze jednak jest wskazany. Są takie miejsca i tematy, które wręcz wymagają niedoskonałości. Nikt nie wygładza ścian na zdjęciach opuszczonych budynków ani nie oczekuje braku kabli na azjatyckiej ulicy. Brak perfekcji nadaje zdjęciom więcej realizmu. Nie jest to bynajmniej kwestia samych fotografowanych miejsc, a raczej tego, co chcemy o nich powiedzieć. Nawet Toskania wcale nie musi być idealna. Gdy jakiś czas temu rozpoczęłam projekt Włoskie numery, w założeniu miały to być numery domów, faktycznie widniejące na prawdziwych budynkach. Nie rendery i nie fantazyjne tabliczki z liczbami, które można powszechnie spotkać w sklepach z pamiątkami. Jak pokazać ich realność? Po prostu: bez retuszu. Bywają więc popękane, przybrudzone, wiszące na zardzewiałych hakach, na ścianach pomazanych cementem, pokrytych kurzem, z kablami i dziurami po starych gwoździach. Idealnie wymuskane też się zdarzają – w końcu, to Toskania, Umbria i Cinque Terre, czyli krainy z fotograficznych marzeń. Gdyby jednak wszystkie wyglądały jak spod igły, na ile wiarygodna byłaby ich prawdziwość?

Siedemdziesiąt cztery

Holandia: Ale kanał!
Wesołych Świąt!

11 komentarzy

  1. Z tymi drutami bym polemizowal. Szczegolnie w takim szerokim landscape. Jednak zawsze staram sie znalezc taką przestrzen gdzie te druty nie wchodza w kadr lub wchodza tak, ze nie musze ich usuwac. Jednak staram sie nadal trzymac zasady, ze usuwania elementow z kadru jest zakazane. Tak dla siebie te zasade mam 🙂

    • Ewa

      Z którymi drutami byś polemizował? Takimi w toskańskim krajobrazie (do wycięcia), czy tymi na azjatyckiej ulicy (zostają)? Ja się zupełnie nie szczypię, jeśli chodzi o usuwanie przeszkadzajek, i nie mam zamiaru zmieniać kadrowania lub perspektywy tylko dlatego, że jakieś druty mi wlazły. Natomiast są kadry, które po retuszu wyglądałyby gorzej, i tu śmieci zostają. Jak 74.

  2. wzrokowiec

    Zgadzam się w całej rozciągłości 😀

  3. ZBIGNIEW

    Uważam, rozsądna korekta jest jak delikatny dobrze zrobiony makijaż u kobiety. Nic nie zmienia, a dodaje elegancji. Na Santorini poprawiłem kilka drobiazgów. Na niebieskiej kopule cerkwi były białe plamy (złuszczenia). Uzupełnienie niebieskiego dodało “czystości”. Na drugiej cerkwi zamocowana lampa była podłączona zwisającym kłębkiem kabla. Usunięcie kabli spowodowało, że biała ściana nabrała innego wyglądu.

    • Ewa

      Jak mogłeś usunąć sędziego??? Przecież nie będą wiedzieli kto wygrał! 😉
      Dodana jest kapliczka? Bardzo słusznie. Mam nadzieję, że rosła niedaleko.

      • jerry

        Sedziego usunalem na wniosek BlackPaul’a. Znajdowal sie na linii strzalu, wiec odrywalby wzrok. Czasami robie jakis zdjecie tylko dlatego, aby jak zajdzie potrzeba cos z niego usunac i dodaj do innego mojego zdjecia. No jakos trzeba sobie radzic, gdy nie podrozuje sie na tak liczne fotowyprawy. 🙁

    • wzrokowiec

      “Tutaj usunalem ludzi”, “tutaj usunalem sedziego”

      Mówi się “wyprosiłem ze zdjęcia” 😉

      “a tutaj dodalem cos”

      Rzepak? 😉

  4. Black Paul

    No proszę, w ogole już nie pamietalem tego sędziego. Osobiscie usuwam (chociaż rzadziej i mniej niż kiedyś). Nie mam tutaj zadnych obiekcji. Jakis pet, drut, stluczona butelka itp. urody nie dodaja. Natomiast nigdy nie zdarzylo mi się niczego dodac. Osobiscie uważam to za jeden krok za daleko. Ale to tylko moje odczucie.

  5. Piryt

    Moim zdaniem to wszystko zależy od tego, co chcemy osiągnąć, jaki jest nasz cel.
    Jeżeli celem jest sympatyczna pamiątka z wycieczki, to usuwanie drutów dopuszczam, ale doklejania już nie. Różne drobne wady, spękania, brud itp. dodają tylko uroku, widać w nich całą przeszłość, historię obiektu.
    Jeżeli chcemy mieć zdjęcie typu artystycznego (np. pokazanie czegoś w sposób symboliczny) to wszelkie chwyty dozwolone. Chcemy mieć obraz o konkretnych cechach estetycznych, symbolicznych, jakieś skróty myślowe itp. a nie dokumentację. Kolaż, podwójna ekspozycja – wszystko jest dla ludzi, ale trzeba wiedzieć konkretnie co się chce osiągnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *