Kiedy dać sobie spokój ze statywem

plaża Jokulsarlon, Islandia

Statyw to narzędzie, które w największym stopniu może poprawić jakość zdjęć pejzażowych czy architektonicznych. Nie lepszy obiektyw, aparat ani oprogramowanie, tylko właśnie statyw. Są jednak sytuacje, gdy lepiej sobie odpuścić statyw i fotografować z ręki.

Na warsztatach i fotowyprawach zawsze jest czas nie tylko rozstawić statyw, ale też pochodzić dookoła sceny, przemyśleć kadr, spróbować kilku wariantów. Na normalnych wyjazdach turystycznych – czy to rodzinnych, czy objazdówkach z biurem podróży – takiego komfortu nie ma. Nie ma po prostu czasu na fotografowanie ze statywu, bo wszyscy pędzą do przodu i nie mają zamiaru czekać na nieszczęsnego fotografa, któremu zachciało się rozstawiać jakiś sprzęt geodezyjny…

To może po prostu należy ze statywu fotografować… szybko? Rozstawiać go jeszcze w biegu, zanim dotrzemy do miejsca, gdzie go chcemy ustawić? A zaraz po zakończeniu ekspozycji łapać całość pod pachę i gonić uciekającą rodzinę czy grupę turystyczną? Nie, to nie ma sensu. Owszem, statyw poprawia jakość zdjęcia, bo aparat się nie trzęsie i można zastosować dłuższą ekspozycję, zamiast podnosić ISO i otwierać przysłonę. Ale trójnóg dobrze robi fotografiom przede wszystkim dlatego, że wymusza spowolnienie: zanim się wszystko ustawi, można się kilka razy zastanowić, jak kadr ma wyglądać i czy to jest na pewno najlepsze miejsce na jego wykonanie. Statywowanie w biegu jest zupełnie antyproduktywne: ma się mniej czasu na przemyślenie kompozycji i techniki, niż gdyby się robiło zdjęcie z ręki. Do tego, zgodnie ze staropolskim przysłowiem, gdy się człowiek spieszy, to się statywy przewracają.

A jakby tak zabrać ze sobą jakiś mały, lekki i tani statyw? Nadal bez sensu. Tani, mały i lekki to na sto procent wyrób statywopodobny, służący do generowania wstrząsów i wibracji. Po co coś takiego kupować i wozić, skoro nie zapewni nieporuszonych kadrów?

Gdy nie masz czasu w podróży, odpuść sobie statyw w ogóle.

wodospad Seljalandsfoss, Islandia

Zamiast tego podnieś ISO, skorzystaj z mechanizmu stabilizacji (wszystko jedno: matrycy czy obiektywu), poszukaj jakiegoś punktu podparcia (murek, ławka, ściana, słup itd.), w razie konieczności otwórz przysłonę. Do tego właściwy sposób trzymania aparatu i poprawna technika oddychania. Pogódź się, że nieprzekraczalną granicą będzie 1/10 sekundy (a i to przy zastosowaniu wszystkich dostępnych metod stabilizacji i skorzystaniu z zapasów szczęścia). Ale przede wszystkim: myśl od razu o zdjęciach, które dasz radę wykonać bez statywu. Szukaj pomysłów, które wymagają krótkiego czasu naświetlania i przy których ani wysokie ISO, ani niezbyt duża głębia ostrości nie będą problemem. Ok, nie zrobisz zdjęć takich jak oba widoczne tu islandzkie: wodospadu Seljalandsfoss i lodowcowej plaży Jokulsarlon, możesz zapomnieć o długich ekspozycjach i rozmywaniu ruchu. Fotografuj w mgnieniu oka: myśl i postrzegaj świat taki, jak wygląda przy 1/50 sekundy.

Pułapka na kolory
Islandia to inna planeta

28 komentarzy

  1. jak się ma nie mieć czasu w podróży, to lepiej już wcale nie jechać 😉

  2. niko

    Mz. zawsze warto jechać, ale fakt faktem, że takich możliwości jak na warsztatach nie ma prawie nigdy, a o statywach to raczej można tylko pomarzyć w kościołach, albo muzeach.

  3. Piotr

    Widzę, że towarzystwo rozpuszczone warsztatami fotograficznymi. 🙂 Ludzie jednak czasem jeżdżą z rodziną, a czasem na normalne turystyczne objazdówki (nie pytajcie mnie po co 🙂 ).
    Inna sprawa, że jak zorientujesz się, że jesteś na Islandii i nie masz statywu, to coś poszło bardzo nie ok. 🙂

  4. Sewo

    To jest to, poprawna technika oddychania! Są tacy, co potrafią wstrzymać oddech nawet na minutę. I tym wychodzą najlepsze zdjęcia bez statywu. Tylko trzeba natrenować.

    • Piotr

      Minuta to wersja zaawansowana, bo trzeba jedną ręką trzymać aparat, a drugą wciśnięty wężyk, żeby w trybie Bulb tę minutę naświetlać. 😉

    • squonk

      Ale samo wstrzymywanie oddechu nie jest wystarczające: chodzi o to że jak wstrzymasz oddech zwalnia się nieco czynność serca i zmniejsza się tzw.”tętnienie udzielone” w drobnych naczyniach tętniczych dłoni i palców – mniejsze prawdopodobieństwo wpływu tego tętnienia na aparat i co za tym idzie – na nieporuszone zdjęcie.
      Tyle że snajperzy robią inaczej – p[o zwolnieniu czynności serca i rozluźnieniu mięśni – wypuszczają powietrze z płuc – a więc robią swoje “na wydechu” aby tętnienie nie było przenoszone przez wypełnione powietrzem płuca – niczym pudło rezonansowe. Najpierw zwalniają czynność serca na wdechu dlatego, aby jak najdłużej wytrzymać na wydechu – “na tzw.”głodzie tlenowym”.

      • Piotr

        Oczywiście, fotografujemy na bezdechu po wydechu. Inna sprawa, że na wysokościach powyżej 4000 metrów ten bezdech okazuje się bardzo kosztowny – później trzeba dłuższą chwilę regulować oddech.

  5. Jar

    Nie żebym się chwalił, ale przy zastosowaniu odpowiedniej techniki da się zrobić zdjęcia z czasem dłuższym niż 1/10 s. Mam np. takie z parametrami: ISO 800; 1/f 7,1; czas 1/5 s. Tak na szybko znalazłem też kilka z czasem 1/6 s ale ISO 1600 więc jest więcej szumu. Nie pamiętam, czy się o coś opierałem – pewnie tak, ale na pewno nie miałem bo to była podróż służbowa i nie było na niego miejsca. Zdjęcie jest ostre nie tylko w miniaturce.
    Aha, w wojsku nie byłem i nie mam przeszkolenia strzeleckiego. Podobno się przydaje.

    • Piotr

      Zdarza się. Mi się kiedyś dość przypadkowo zdarzyło utrzymać sekundę z ręki, ale to już jest loteria. Zdolność do utrzymania długich naświetleń z ręki nie ma ostrej granicy rozdzielającej “zawsze się uda” od “nigdy się nie udaje”, tylko płynne przejście z malejącą skutecznością w miarę wydłużania czasu naświetlania.

  6. Black Paul

    Popieram. Ja celowo nie używam statywu, bo uznałem, że fotografia “statywowa” (a raczej jej efekty) mnie nie interesuje.
    Jako ciekawostkę podaję link do mojego zdjęcia: 2 sekundy z ręki na zlocie w Lgocie Murowanej. Sam byłem zdziwiony. http://www.dfv.pl/gallery/members/BlackPaul.html?g2_itemId=4496915

    • Ewa

      To jest specyficzna sytuacja. Smugi, które są jak najbardziej ostre, wcale nie były naświetlane przez 2 sekundy każda. Czas rejestracji smugi jest bardzo krótki, podobnie zresztą jak np. czas rejestracji światła latarki. Natomiast zamek, który faktycznie przez te 2 sekundy się naświetlał, wcale taki ostry nie jest.

  7. Wykryty nadbagaż i dałem sobie spokój ze statywem na obecnych wakacjach. Pixi rulezzzz! 😉

    • Piotr

      Jak można mieć nadbagaż jadąc na wakacje?!! My na Islandię, mając spakowane dwa statywy, ekran do rzutnika i dwie pary woderów (cholerstwo waży łącznie 5 kilo), mieliśmy łącznie jakieś 4 kilo luzu na głównym bagażu.

  8. nick-on

    A ja jak wracałem z Islandii, to wiedziałem, że będzie problem z nadbagażem, bo podręczny może ważyć po dopłacie max. 12 kg. Przepakowałem więc, co się dało z plecaka foto (oczywiście poza samym sprzętem foto…) do bagażu głównego. Musiałem zapłacić za nadbagaż w głównym (5 kg ponad limit) i jak już zapłaciłem, to pani mnie poprosiła, żebym na wadze położył podręczny. Jak położyłem plecak, to zbladłem, a pani zrobiła wielkie oczy: 15,5 kg! Wytłumaczyłem jej, że mam tam wyłącznie sprzęt foto. Spytała tylko czy ładne zdjęcia na Islandii zrobiłem i mnie przepuściła… 🙂

    • Piotr

      Podręczny rozumiem – 200-400 trochę waży. Ale co miałeś w głównym? Nakupiłeś suszonej ryby i wody brzozowej, żeby miesiąc przeżyć na tym w Polsce? 😉

      • nick-on

        Sam statyw był odpowiedzialny za dokładnie połowę nadbagażu… Poza tym termos, jakieś resztki batonów, garnki turystyczne, baterie, ładowarki, trochę ciuchów i się uzbierało 25 kg…

        • Piotr

          Szczerze mówiąc nadal nie rozumiem. Na spółkę z Ewą mieliśmy dwie torby, obie poniżej limitu, ta cięższa to 18 kilo, a był w niej oczywiście statyw (drugi statyw w drugiej torbie), a do tego 3,5-kilowy ekran projektora i wodery (2,5 kilo para). Nawiasem, baterii nie wolno przewozić w głównym – od czasu, jak Sony zrobiło samozapalające się akumulatory do notebooków, które sprzedawało różnym producentom notebooków.
          Mój podręczny ważył 11,5 kilo. Ok. moje 100-400 to raptem półtora kilo, a nie prawie 3,5 kilo jak Twój Nikkor, ale miałem też notebooka, parę obiektywów i dwa korpusy, a także wszystkie baterie i ładowarki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *