Fotografowanie to podejmowanie decyzji

Życie na Islandii

Wciskanie spustu migawki to nie jest wcale kluczowy etap fotografowania. Wcześniejsze kręcenie pokrętłami i wciskanie guzików na aparacie też wcale nie jest najważniejsze. To wszystko to tylko skutki tego, co się działo wcześniej. Trzask migawki nie jest wcale momentem powstawania zdjęcia – jest tylko końcem pewnego etapu jego tworzenia, cezurą w procesie, który zaczął się znacznie wcześniej, ale wcale nie został zamknięty wraz z naświetleniem matrycy czy kliszy. Ważne jest to, co działo się wcześniej – o czym pomyślał fotograf, zanim podniósł aparat do oka, ale także każdy krok, który zrobił, każde zmrużenie oka, przechylenie głowy, zawahanie się, zastanowienie. To wszystko były decyzje, które sprawiły, że zdjęcie wygląda na końcu tak, jak wygląda (plus jeszcze decyzje, które podejmuje się na etapie edycji).

Więc najpierw trzeba wiedzieć, co się chce pokazać. To bywa najtrudniejsze albo najłatwiejsze. Później – jak to chcemy pokazać: duże czy małe, samotne lub w towarzystwie, w całości lub we fragmencie. Następnie trzeba sprawić, żeby – cytując klasyka – „ten cholerny aparat nie przeszkadzał zrobić takiego zdjęcia, jak chcemy”, czyli pokręcić kółkami i powciskać guziki.

No i wreszcie jest moment wciśnięcia spustu migawki. Ale który moment? Teraz czy za chwilę? Czasem ma to ogromne znaczenie, czasem nie ma żadnego.

W tym wszystkim automatyka aparatu nam niewiele pomoże. Nawet w kręceniu pokrętłami i wciskaniu guziczków nie zastąpi, bo nie zgadnie, czy chcemy z płytką głębią ostrości czy z dużą, z krótką ekspozycją czy długą. O tym i wielu innych rzeczach musimy sami decydować. A jak nam się wydaje, że wcale nie musimy, bo pstrykniemy to, co akurat będzie – to też podejmujemy decyzje: zrzucając je na przypadek. Te wszystkie decyzje i tak zostają podjęte, tylko nie są nasze.

O fotograficznych decyzjach, zarówno tych przed wciśnięciem spustu migawki, jak i po nim, będziemy oboje opowiadali podczas Zjazdu DFV.

Co się na Jurze działo
Z pieskiem, czy bez pieska

4 komentarze

  1. Piryt

    “Fotografowanie to podejmowanie decyzji”.
    Pokazałem zdjęcie żonie, szybko podjęliśmy decyzję.
    Dzielimy zdjęcie na pół.
    Żona bierze dół, ja górę.
    Wszyscy są usatysfakcjonowani 😉
    Koniec.

  2. sewo

    Dobrze jest mieć tylko jedną żonę, idą czasy, gdy trzeba będzie dzielić zdjęcia na więcej części 🙂

  3. Piryt

    Można sobie pożartować, ale ja Wam powiem, że to jest w sumie bardzo poważny problem. Bo jeżeli wzrok sobie po zdjęciu błądzi i błądzi i jedynym wyjściem z sytuacji jest rozcięcie zdjęcia, to o czymś to świadczy.
    A jeżeli po rozcięciu każdy łapie swój kawałek i jest zadowolony, nikt się nie kłóci, to wnioski są niepokojące. Prawdopodobnie na odbiór ma wpływ mnóstwo różnych czynników np. rodzaj wykształcenia odbiorcy (humanistyczne, techniczne), prywatne zainteresowania, chwilowy nastrój, być może także płeć (z moich obserwacji tak wynika). Teoria zaczyna być bezradna, im dalej w las, tym więcej wątpliwości. Jak z tym żyć? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *