Zapraszamy do lektury relacji z naszej 50. (pięćdziesiątej!) fotowyprawy – trzeciej do Gruzji, ale pierwszej do Armenii. Fotowyprawa odbyła się w dniach 6-16 września 2018. Więcej zdjęć z tej i poprzednich fotowypraw do Gruzji – w naszym portfolio:

https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/gruzja/

Fotowyprawa do Gruzji: wieczór w Tbilisi

Tbilisi, fotowyprawa do Gruzji, nocne miasto, podświetlone kamieniczki

Trzecia fotowyprawa do Gruzji rozpoczęta, dotarliśmy do Tbilisi i zostało nam trochę czasu na wieczorną sesję.

Zanim jednak wyciągnęliśmy z plecaków aparaty fotograficzne, a z toreb i walizek statywy, odbyliśmy długą podróż. Spotkanie o 4 rano na lotnisku w Warszawie, rytuał odpraw, kontroli bezpieczeństwa i wędrówki przez terminal lotniska im. Chopina, później przelot do Kijowa, tam akurat tyle czasu na przesiadkę, żeby zjeść śniadanie, i wreszcie samolot do Tbilisi. Może dlatego, że przeloty w dużej części przespałem (na fotowyprawach trzeba spać, gdy tylko jest okazja), ale mam wrażenie, że przejazd przez zakorkowane Tbilisi do hotelu trwał dłużej niż przelot.

Tbilisi dojrzewa

W stolicy Gruzji jesteśmy trzeci raz na przestrzeni kilku lat i za każdym razem wygląda ona inaczej. Staje się coraz bardziej europejska, dojrzała, zagospodarowana. Owszem, urocza XIX-wieczna zabudowa starówki jest i ma się świetnie. Owszem, mury i fortyfikacje miejskie są odnowione i wieczorem pięknie podświetlone, więc Tbilisi nie traci nic ze swojego historycznego uroku. Jednocześnie jednak przybywa nowoczesnych wieżowców, wiele z nich jest projektowanych z rozmachem i fantazją. Coraz mniej w centrum straszy ruin, ruder, placów budowy i nieoświetlonych przejść. Wieczorem też miasto jest bardziej gwarne, żywe, przywodzi na myśl bardziej klimat śródziemnomorski niż byłą republikę radziecką.

Łaźnie w Tbilisi, ceglane kopuły, historyczne centrum, fotowyprawa do Gruzji

Jutro żegnamy Gruzję

O poranku ruszamy do Erewania, a najbliższe dni to fotograficzna eksploracja Armenii. Do Gruzji wrócimy, wrócimy też na sam koniec fotowyprawy do Tbilisi, a wówczas będzie więcej czasu na fotograficzne spotkanie z miastem.

Mężczyzna ze smartfonem, łaźnie w Tbilisi, warsztaty fotograficzne Gruzja

Wszystkie zdjęcia zrobione w okolicy historycznych łaźni, położonych na gorących źródłach, które zgodnie z legendą były powodem założenia Tbilisi. U góry charakterystyczna zabudowa gruzińska z drewnianymi balkonikami, sfotografowana podczas błękitnej godziny (która tutaj trwa jakieś 20 minut). Niżej same łaźnie, których kopuły są punktem spotkań. Choć nie mamy pewności, czy wszystkie spotkania dochodzą do skutku… 😉

Armenia: nie ma jak porządna granica

Sevanavank nad jeziorem Sevan, Armenia, fotowyprawa

Zanim fotografowaliśmy klasztor Haghpat oraz zachód słońca nad jeziorem Sewan, musieliśmy przedostać się przez granicę gruzińsko-armeńską, co było… ciekawym doświadczeniem.

W Europie, dzięki Schengen, granice są wyłącznie liniami na mapach. Przejazd z Gruzji do Armenii przypomniał, jak wygląda prawdziwa granica. Oba kraje nie są skonfliktowane, a sam proces odprawy nie był szczególnie rygorystyczny. Był standardowy, ale dla nas oznaczało to sporo wysiłku i straconego czasu. Jeszcze po gruzińskiej stronie musieliśmy wyciągnąć wszystkie swoje bagaże z autobusu i ciągnąc walizki, wlokąc plecaki przedreptać z paszportem w garści przed celnikami. Bagaży nam nikt nie kontrolował, ale mógł – więc musieliśmy je taszczyć przez odprawę. Po opuszczeniu Gruzji, w strefie ziemi niczyjej, czekał na nas autobus ormiański (bo przecież nie możemy jeździć po Armenii autobusem gruzińskim), do którego mogliśmy zapakować bagaże. Ale daleko z nimi nie pojechaliśmy – po kilkudziesięciu metrach znowu musieliśmy wyciągać walizy i plecaki, żeby je osobiście przenieść przez ormiańską odprawę graniczną. Bo znowu mogli chcieć je skontrolować. Ale Ormianie też nie chcieli zaglądać do naszych tobołów, więc ponownie zapakowaliśmy je do autobusu i ruszyliśmy w drogę. Wszyscy docenili dobrodziejstwa Schengen.

strop, kopuła, klasztor, Armenia, Haghpat, fotowyprawa, warsztaty fotograficzne

Klasztor Haghpat czyli ćwiczenia z kontroli ekspozycji

Nasz pierwszy plener w Armenii to sesja w klasztorze Haghpat. Interesująca budowla zbudowana w stylu przypominającym romański – grube mury, kopułowate stropy, kolumny, wąskie okienka. Zwłaszcza te wąskie okienka, w połączeniu z silnym słońcem tworzą fotograficzne wyzwanie – ogromne kontrasty. Można ten problem nieco łagodzić, np. chowając okienka za kolumnami, ale nadal różnice jasności są ogromne. Na szczęście w tutejszych klasztorach nie ma problemu z rozstawianiem statywów, więc kombinować z wielokrotnymi ekspozycjami można do woli.

Wieczór spędziliśmy przy klasztorze Sevanavank nad jeziorem Sevan – zdjęcie górne. Niżej strop w jednym budynków klasztoru Haghpat.

Armenia: poranek z widokiem na Ararat

Zvartnost, ruiny katedry, Ararat o wschodzie słońca, fotowyprawa do Armenii

Są rzeczy, których nigdy w Armenii nie robiono, dopóki my tam nie przyjechaliśmy. Fotowyprawa do Armenii to nie tylko nowe doświadczenie dla nas, ale też dla Ormian, którym zdarzyło się trafić na bandę fotowariatów.

Wschód słońca w Zvartnost

Na przedmieściach stolicy Armenii leżą ruiny wczesnochrześcijańskiej katedry. Ruiny są bardzo szacowne i zasłużone, a udostępnione do zwiedzania w normalnych godzinach otwarcia wszystkich muzeów. Ponieważ jednak przy odrobinie szczęścia do pogody za ruinami Zvartnost widać górę Ararat, normalne godziny otwarcia nas zdecydowanie nie satysfakcjonowały. W magiczny sposób sprawiliśmy więc, że bramy Zvartnost otwarły się przed nami przed godziną szóstą rano. Dzięki temu nie tylko mogliśmy fotografować podświetlony wschodzącym słońcem Ararat z ruinami katedry na pierwszym planie, ale też mieliśmy ten zabytek tylko dla siebie. Co zresztą uczestnicy fotowyprawy w pełni wykorzystali. 🙂

Zvartnost, warsztaty fotograficzne w Armenii

I byliśmy pierwszą grupą, która fotografowała Zvartnost o wschodzie słońca!

Symfonia Kamieni

Nie mniej ciekawa była dalsza część dnia. Po śniadaniu pojechaliśmy do niezwykłych wulkanicznych formacji skalnych, które noszą nazwę Symfonia Kamieni. Dojazd tam był nieco skomplikowany, bo dokąd dał radę dojechać nasz autobus, dotąd dojechał, a później zostaliśmy przesadzeni na… skrzynię ciężarówki. Dalsza część podróży do Symfonii Kamieni przebiegała wśród okrzyków: „Uwaga, gałęzie!” i „Lewa strona głowy w dół!”. Szczęśliwie wszyscy wykazali się odpowiednią zręcznością i refleksem i w komplecie dojechaliśmy do bazaltowych formacji.

Symfonia Kamieni, bazaltowe kolumny, fotowyprawa Armenia

Jeszcze niedawno powiedziałbym, że bazalty to się fotografuje na Islandii, ale fantastycznie powyginane, miejscami podcięte bazaltowe kolumny Symfonii Kamieni przebijają nawet to, co można zobaczyć na islandzkiej plaży Reynisfjara. Co więcej, te kamienne formacje ciągną się przez co najmniej kilkaset metrów, formując najróżniejsze układy i formy. Fotograficznie było tam co robić!

To był długi dzień

Zdążyliśmy jeszcze urządzić sesję w klasztorze Geghard, zjeść obiad w restauracji z widokiem na pięknie zachowaną klasyczną świątynię w Garni, a na koniec dnia fotografować plener wokół twierdzy Amberd. Góra Ararat miała szansę pokazać nam się ponownie podczas tej wieczornej sesji, ale zamiast tego mieliśmy dramatyczne niebo i widok na niedaleką burzę.

Armenia: od Araratu po Stonehenge

Wschód słońca, Armenia, warsztaty fotograficzne

Dzisiaj ponownie witaliśmy dzień pod górą Ararat, lataliśmy nad najsłynniejszym ormiańskim klasztorem i fotografowaliśmy gwiazdy nad kaukaskim odpowiednikiem Stonehenge.

Coraz bliżej Araratu

Drugi pod rząd poranny plener z widokiem na Ararat odbył się przy klasztorze Chor Virap – znacznie bliżej biblijnej góry. Widoki stamtąd były piękne w każdą stronę i nie trzeba się było ograniczać do fotografowania słynnych scenerii.

Klasztor Tatev, płyta kamienna, Armenia, jaszczurka, fotowyprawa

Skrzydła Tatewu

W środku dnia „dolecieliśmy” kolejką (do niedawna najdłuższą na świecie – ponad 5 km jazdy) do najbardziej znanego ormiańskiego klasztoru Tatew. Oprócz sakralnej architektury celem dla obiektywów były liczne i niekiedy imponująco duże jaszczurki, żyjące wśród szczelin i spękanych kamieni tworzących klasztor. Jedną z jaszczurek można znaleźć na zdjęciu powyżej.

Zorats Karer pod gwiazdami

Dzień zakończyliśmy sesją wśród megalitycznych kamiennych obelisków Zorats Karer – stanowiska archeologicznego pod wieloma względami podobnego do słynnego Stonehenge. Potężne głazy, o wysokości sięgającej 3 metrów nad ziemią, poustawiane są w kręgi i łuki. Wiele z głazów ma wywiercone pojedyncze okrągłe otwory. Ich pierwotna funkcja nie jest jasna, natomiast dzisiaj są jednym z najstarszych zabytków Armenii – a także najładniej położonym, bo na trawiastej wyżynie, otoczonej przez pasma gór.

Zorats Karer nocą, fotografia nocna, fotowyprawa do Armenii

Gdzie indziej podobnej klasy zabytek byłby ogrodzony, biletowany i zamykany na noc. Tymczasem Zorats Karer jest w pełni otwarty i dostępny nawet w nocy. Oczywiście skorzystaliśmy z tego, przedłużając popołudniowy plener wśród potężnych głazów do nocy. Pozwoliło nam to zmieścić jeszcze ćwiczenia z malowania światłem i fotografowania gwiazd (choć na to ostatnie warunki nie były optymalne, ze względu na przebiegające niedaleko drogi).

Armenia: ormiańska Kapadocja i klasztor wśród czerwonych skał

chaczkar, malowanie światłem, Noravank, fotowyprawa do Armenii

Ostatni fotograficzny dzień w Armenii rozpoczęliśmy krótką sesją przy niewielkim wodospadzie, później eksplorowaliśmy jaskiniową wioskę, by zakończyć plenerem przy klasztorze Noravank.

Chndzoresk – ormiańska Kapadocja

To, że pierwsi mieszkańcy zasiedlili jaskinie w dzisiejszym Chndzoresk już dwa tysiące lat temu, nie dziwi. W końcu dach nad głową w czasach, gdy nie wynaleziono jeszcze dachu to gratka. Bardziej zaskakujące jest, że wioska składająca się z jaskiń funkcjonowała do lat 50-tych XX wieku. Aż tak wygodnie te groty nie wyglądają, to nie domki z Santorini, z drugim pokojem wykutym w tufie. Dzisiaj w jaskiniach nie ma już mieszkańców, choć można tam znaleźć nieco porzuconego sprzętu domowego, a na okolicznych stokach nadal wypasane są krowy.

Chndzoresk, krowa, Armenia, skalne miasto

Chndzoresk jest ciekawy nie tylko za sprawą jaskiń, ale też skał, które się nad nimi wznoszą. Niektóre ostańce i kamienne słupy przypominają kształtem charakterystyczne grzyby z Kapadocji.

Noravank – klasztor wśród czerwonych skał

Ostatni już z ormiańskich klasztorów, które fotografowaliśmy, jest najładniej położony. Noravank stoi w dolinie otoczonej przez skały o karmazynowym zabarwieniu. Razem z żółcią spalonych słońcem traw i zielenią drzew barwne urwiska tworzą piękny i wyrazisty pejzaż. Wokół klasztoru można pochodzić, więc uczestnicy fotowyprawy fotografowali Noravank z różnych stron i z różnej wysokości do ostatniego promienia słońca.

Noravank, klasztor, Armenia, fotowyprawa

A gdy już słońce zaszło, ćwiczyliśmy jeszcze malowanie światłem chaczkar – kamiennych płyt wotywnych, ustawionych przed klasztorem.

Fotowyprawa do Gruzji: Wardzia – metropolia w skalnej ścianie

Skalne miasto, Wardzia, Gruzja, fotowyprawa

Szósty dzień fotowyprawy do Gruzji i Armenii upłynął nam głównie na przejazdach, ale mieliśmy też długą sesję wśród jaskiń i przejść kamiennego miasta w Wardzi.

Wardzia – jak z planu filmowego

Ponad 3000 pomieszczeń na 13 poziomach, do tego przejścia, tunele, schody – wszystko to wykute w zboczu góry pod koniec XII wieku. Niestety, już 100 lat później trzęsienie ziemi zniszczyło większość skalnego miasta Wardzia. W tej chwili do eksploracji dostępne jest około 300 pomieszczeń – choć to zaledwie jedna dziesiąta niegdysiejszego miasta królowej Tamary, to nadal jest gdzie chodzić.

My fotografowaliśmy Wardzię częściowo w deszczu, co podnosiło stopień trudności podczas wędrówek po kamiennych (i mokrych) schodach, skalnych przejściach i stalowych pomostach. Wszystkie miejsca, z których można spaść, są zabezpieczone barierkami, co z jednej strony ułatwia wędrówkę, ale jednocześnie nieco przeszkadza w fotografowaniu. Mimo to można się tam poczuć jak na planie filmu „Między nami jaskiniowcami”. Pokoje, okienka i półeczki wykute w kamieniu potrafią być sugestywne! Co ciekawe, nie było tam wielu turystów – z żadnego ze zdjęć nikt nie został wyklonowany.

skalne miasto, Wardzia, Gruzja

Problemy komunikacyjne

Wyjątkowo kiepskie drogi od granicy z Armenią sprawiły, że podróżowaliśmy dużo dłużej niż planowaliśmy. Udało nam się jednak dzisiejszą obiadokolację zjeść przed północą, więc liczy się jako dzisiejsza, a nie jutrzejsze śniadanie. 😉

W najbliższych dniach prawdopodobnie nastąpi przerwa w relacji, bo udajemy się na wysoki Kaukaz. Gdy ostatnio byliśmy w wiosce Uszguli, internet tam jeszcze nie dotarł.

Wieże Uszguli

kamienne wieże, Uszguli, fotowyprawa do Gruzji, Kaukaz, Swanetia

Skończyły się żarty, zaczął się wysoki Kaukaz. Na wschód słońca w Uszguli zakładaliśmy wszystko. Po prostu wszystko.

Niezapomniana droga do Uszguli

Do tej pory podróżowaliśmy dużym i wygodnym autobusem, w Mestii przesiedliśmy się jednak do samochodów terenowych. Inaczej nie da się do Uszguli dojechać. Trasa (ok, możemy ją umownie nazwać drogą) wiodąca krawędzią urwiska, dnem którego płynęła górska rzeka, to atrakcja sama w sobie. Sporo tej atrakcyjności dodawali dżygici chwilowo przesadzeni za kierownice terenówek.

Uszguli – wioska z kaukaskiej bajki

Kamienne wieże, a przy każdej malutki domek – tak wygląda wioska wpisana na listę zabytków UNESCO. Nad wioską ośnieżony masyw Szchary, a po drogach biegają owczarki kaukaskie, krowy, byki, konie i czasem stadko świń.

Zachód słońca, Uszguli, Kaukaz, Gruzja, Szchara

Uszguli się zmienia – na lepsze. Dolna część wioski, gdzie trzy lata temu ruiny wież straszyły zawaleniem się w każdej chwili, jest rekonstruowana. W górnej, bardziej turystycznej części Uszguli przybyło miejsc noclegowych i kawiarni. Jak widać, jest nawet internet – a trzy lata temu był problem z zasięgiem telefonów.

Poranek z widokiem na Szcharę

W środku dnia i wczesnym popołudniem powietrze w Uszguli jest rześkie – nieco poniżej 20 stopni w cieniu, za to w słońcu wyraźnie ciepło. Wschód słońca to inna historia: wprawdzie temperatura pozostaje powyżej zera, ale po wcześniejszych bardzo ciepłych dniach odczuwa się ją jako niższą.

wschód słońca, Szchara, Kaukaz, Gruzja, górska rzeka, góry w śniegu, warsztaty fotograficzne

Zdecydowanie najłatwiej fotografowało się zachód słońca. Nocna sesja z Drogą Mleczną na jedną z kamiennych wież była już nieco trudniejsza – po godzinie zeszliśmy z placu boju jako ostatni. Najtrudniejszy był poranek. Później, przy śniadaniu, jedna z uczestniczek zapytana, czy smaczne jest to, co je, odpowiedziała: „Nie wiem, ładuję kalorie”.

Przed nami jeszcze jeden zachód tutaj, jeden wschód i jeszcze jedna okazja do fotografowania fantastycznie rozgwieżdżonego nocnego nieba. I nieco spacerów – fotograficznych, niespiesznych (i wcale nie z powodu wysokości 2200 metrów 😉 ).

U góry odrestaurowane wieże w dolnej części Uszguli, w środku zachód słońca na wioską, na dole wschód słońca z widokiem na Szcharę.

Fotowyprawa do Gruzji: w stronę zachodzącego słońca

Motocyklista i wieże Uszguli, pod światło, Gruzja, fotowyprawa

Bardzo ważną częścią fotowypraw są wschody i zachody słońca. Bynajmniej nie chodzi jednak o fotografowanie wstającej i znikającej za horyzontem słonecznej kuli, tylko o to, co ta kula robi z resztą świata. A robi rzecz najważniejszą: oświetla interesującym blaskiem. Nasz drugi zachód słońca w Uszguli spędziliśmy w miejscu maksymalnie dostępnym, czyli tuż przy drodze. I było naprawdę ciekawie.

Uszguli składa się z trzech odrębnych przysiółków – grup domostw z wieżami usadowionych w dolinkach i oddzielonych od siebie wzgórzami. Stojąc wieczorem tuż nad drogą przy środkowym przysiółku, widzi się z jednej strony kamienne wieże i budynki ozłocone niskim, ale padającym na wprost światłem. Z drugiej strony natomiast widzi się po prostu słońce i trzeba przysłonić oczy dłonią, żeby zobaczyć pod to słońce zachodni przysiółek. Obiektyw trzeba koniecznie zaopatrzyć w osłonę przeciwsłoneczną, żeby on też coś zobaczył: dużo blasku i podświetlone krawędzie.

W stronę zachodzącego słońca można zobaczyć wiele interesujących obiektów. Drogą wracają do Uszguli na noc zwierzęta gospodarskie, więc przy odrobinie cierpliwości można „upolować” świnie, krowy czy konie obramowane ciepłym blaskiem. Dodajmy do tej cierpliwości odrobinę szczęścia, a może się zdarzyć również motocyklista… ba, w takim świetle nawet kurz na drodze jest piękny!

Droga Mleczna, wieże Uszguli, Gruzja, fotowyprawa, nocna fotografia

A gdy już słońce zajdzie, można się udać na pyszną gruzińską kolację. W tym czasie niebo przyciemni się na tyle, że pojawią się gwiazdy, a na Kaukazie tych gwiazd jest naprawdę dużo. Kamienne wieże i Droga Mleczna – takie kompozycje to tylko w Swanetii.

Fotowyprawa do Gruzji: finał w Tbilisi

katedra w Gruzji, Cminda Sameba, Gruzin, warsztaty fotograficzne

Fotowyprawę do Gruzji i Armenii zaczęliśmy w Tbilisi i w tym samym mieście ją skończyliśmy. Ponieważ jednak zwieńczeniem tej podróży była gruzińska uczta, nie byliśmy w stanie zdać relacji na żywo. Doszliśmy już jednak do siebie i poniżej relacja z ostatnich dwóch dni podróży oraz podsumowanie całej fotowyprawy.

Wieczór i poranek w Mestii

Po ostatnim poranku w Uszguli (ten wschód akurat był pochmurny i mało efektowny), zjechaliśmy spektakularną drogą górską do Mestii. Tam czekała nas popołudniowa sesja z widokiem na Uszbę, a później wieczorna dyskusja przy zdjęciach wykonanych przez uczestników fotowyprawy.

Poranny plener był nieco przerzedzony (ostatnie wschody słońca przeważnie mają słabszą frekwencję), ale całkiem udany. Widok ze wzniesienia na podświetlone jeszcze kamienne wieże Mestii i okoliczne góry wart był wstawania przed szóstą rano. Uszba tym razem się nie pokazała – nie mieliśmy aż tyle szczęścia, co trzy lata wcześniej. Biorąc jednak pod uwagę, że w nocy padał deszcz, a według prognoz miał padać także o świcie – było całkiem nieźle.

wschód słońca, góry, Gruzja, fotowyprawa

Nie wierz meteorologom

Gdyby miały sprawdzić się prognozy pogody, to znaczna część fotowyprawy, w tym cały pobyt w Uszguli, odbyłaby się w ulewnym deszczu. Nie pojechalibyśmy także na wschód słońca nad Mestią. Tymczasem w rzekomo deszczowe dni mieliśmy bardzo udane plenery poranne i wieczorne, a także dwie sesje fotografowania gwiazd przy zupełnie bezchmurnym niebie. Padało tylko w dniu, gdy zwiedzaliśmy skalne labirynty Wardzi, a i to najsilniejsze ulewy były w trakcie przejazdu. Nie ma co wierzyć w prognozy, tylko iść w plener i czekać na światło.

ćma fruczak gołąbek, gruziński koliber, Gruzja, fotowyprawa

50. fotowyprawa po raz pierwszy!

Po powrocie do Tbilisi mieliśmy mieliśmy wieczorną ucztę w gruzińskim stylu. Sami rozumiecie, że tego wieczoru nie daliśmy już rady napisać relacji… 😉 Daliśmy za to radę wstać następnego dnia na ostatnią sesję – parę godzin wśród ulic stolicy Gruzji. A później w samolot i do domu. I tak zakończyła się nasza 50. (pięćdziesiąta! 🙂 ) fotowyprawa. Do Gruzji i Armenii z pewnością jeszcze wrócimy. I zapewne nieco przed setną fotowyprawą.

U góry: dżygit przed katedrą Cminda Sameba w Tbilisi, wschód słońca w górach nad Mestią i “gruziński koliber” – a tak naprawdę ćma fruczak gołąbek, która lata całkiem jak koliber.

Uczestnicy fotowyprawy do Gruzji i Armenii 2018

Uczestnicy fotowyprawy do Gruzji i Armenii w wiosce Uszguli – wrzesień 2018.