Jesienna fotowyprawa do Toskanii była okazją do napawania się nie tylko legendarnymi krajobrazami, ale też toskańską kuchnią. No i do pogłębiania wiedzy fotograficznej podczas spotkań warsztatowych i dyskusjach o zdjęciach.

Czas wykorzystaliśmy do maksimum – pierwsza sesja fotograficzna wśród krajobrazów Val d’Orcia była już w dniu przylotu, a ostatni poranny plener – w dniu wylotu.
Wszystkie poranki nasze!
Wieczory zresztą też, natomiast muszę pochwalić się grupą, która w komplecie wstała na wszystkie poranne plenery! Ostatni poranny plener mieliśmy w dzień wyjazdu i tutaj także frekwencja była stuprocentowa. To nie zdarza się często, bo – co tu ukrywać – Toskania kusi dolce far niente.

Przełom września i października to na szczęście dość późne wschody słońca. Dzień zaczyna się nieco po siódmej rano, a w przypadku Toskanii bardzo wczesne wstawanie nie ma dużego sensu. O ile „normalnie” kolorowe niebo przed świtem jest bardzo pożądane przy fotografii krajobrazu, to w Toskanii to nie jest optymalne światło. Owszem, góra kadru bywa spektakularna, ale na dole nie widać jeszcze charakterystycznych falujących wzgórz, bo do tego potrzebne jest niskie, ale bezpośrednie, rzeźbiące światło.

Owszem, czasem coś można zrobić z brakiem kontrastu i przestrzenności na dole kadru, jeśli tylko niebo jest wystarczająco efektowne. Na przykład można wykorzystać charakterystyczne kształty cyprysów do ujęć konturowych. W końcu jesteśmy w kraju, gdzie powstało chiaroscuro!

Moment, gdy słońce oświetla część sceny, a część nadal pozostaje w cieniu, to okazja właśnie do takich krajobrazowych chiaroscuro.

Jeśli jednak chcemy kolory, cienie i przestrzenność na toskańskich wzgórzach, to musimy poczekać, aż słońce wyjdzie znad horyzontu. Pierwsze pół godziny dnia (albo ostatnie) jest najlepsze – cienie są długie, wyraźne, kolory najbardziej żywe, sceneria przestrzenna.
Wiosna jesienią

Toskania ma wyraźny problem z trzymaniem się teraźniejszości. Wiele miejsc wygląda jak z renesansowych obrazów. Czy jednak tylko wygląda? Powyżej jesienne (tak, jesienne!) wzgórza niedaleko Pienzy. Fotografowaliśmy je na przełomie września i października, a tam wyraźnie wiosna w pełni.

Jesienne scenerie też oczywiście były w obfitości. Trzeba jednak przyznać, że taka kolorystyka to też kwestia subtelnych korekt w pozycji obiektywu. Zdjęcie było zrobione pod światło i tutaj część tych brązów to efekt lekkiej flary. Dobra flara nie jest zła, prawda?
Rano i wieczorem krajobrazy, w dzień miasteczka

Rytm fotowypraw do Toskanii jest stały. O wschodzie i o zachodzie słońca krajobrazy z cyprysami, willami i wzgórzami, a w środku dnia miasteczka. Byliśmy zarówno w słynnych, jak San Gimignano czy Pienza, jak i bardziej kameralnych – San Quirico d’Orcia, Montichiello czy Monteriggioni. W Orvieto i i San Gimignano zostaliśmy do wieczora, co było okazją do ćwiczeń z wieczornej fotografii ulicznej.

Jeśli uważnie się rozglądało, można było dostrzec pewne ciekawostki, np. jak że odwiedzający katedrę w Orvieto są wyraźnie zainteresowani palcami u stóp pewnej rzeźby.

Krążąc wokół katedry w Orvieto można poćwiczyć zabawy formą i fakturami, a także stworzyć taki intrygujący wzór. W tym przypadku użyta była jedna z technik z arsenału intencjonalnego poruszenia aparatu.

A z kolei w San Quirico d’Orcia zalągł się Him (pozdrowienia dla grających w Wiedźmina 3 😉 ).
Toskania z drona

Jak już widać po wcześniejszych zdjęciach, fotografowałem toskańskie krajobrazy z grzbietów wzgórz, ale też z nieco wyższej perspektywy. Warunki do latania dronem były bardzo dobre – nie padało ani razu, było praktycznie bezwietrznie, a większość porannych i wieczornych plenerów trafiła nam się bezchmurna. Trudno o lepsze warunki.

Podniesienie aparatu o te kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów (w Toskanii nie ma sensu latać bardzo wysoko) pozwala pokazać znane miejsca w nowy sposób. To też sposób na zajrzenie za ogrodzenie, trzeba jednak pamiętać, że przepisy wymagają co najmniej 150 metrów dystansu od budynków mieszkalnych.

Ptasia perspektywa to też dobra metoda, aby pokazać kameralność toskańskich miasteczek. Gdy wędruje się labiryntem uliczek Pitigliano czy Montichiello trudno pokazać kameralność tych miejscowości. Zaprezentowane wyżej Monteriggioni to nieco skrajny przykład, bo tutaj naprawdę są trzy uliczki na krzyż, ale lepiej widać to z pewnego dystansu.
Toskania od zmierzchu do świtu

W Toskanii wcale jednak nie potrzeba drona, aby fotografować z góry. Do tej słynnej z filmu „Pod słońcem Toskanii” serpentyny staliśmy wszyscy na przeciwległym wzgórzu. Tajemnicą takiego zdjęcia jest czas – trzeba je zrobić nie za wcześnie i nie za późno. Musi być dostatecznie ciemno, aby uzyskać długi czas naświetlania, ale jednocześnie dość jasno, aby poza smugami świateł samochodów zarejestrowało się także otoczenie. Oczywiście potrzebne są także jadące po tej drodze samochody – najlepiej, aby było ich kilka i aby jechały w obie strony.

A żeby nie było tak mrocznie, to jeszcze ta sama droga z góry, nieco wcześniej. Toskańskie serpentyny może są trudne dla kierowców, ale fantastyczne dla fotografów!
Toskania – wracamy za rok!

Dzięki entuzjazmowi grupy udało nam się zrobić rekordową liczbę plenerów. Jedyną niedogodność była trzygodzinna przerwa na łatanie przebitej opony – grupa miała wówczas nieplanowany plener w Montepulciano. Samo Montepulciano było oczywiście planowano, ale niekoniecznie tak krótko i tak późno – powtórzyliśmy wizytę w tym miasteczku już z załataną oponą.

Powyżej uczestnicy fotowyprawy do Toskanii 2026, a więcej fotografii z tego regionu Włoch w naszej galerii. Następna zaś okazja, aby wybrać się z nami na fotowyprawę do krainy łagodnych wzgórz, urokliwych miasteczek i pysznej kuchni już we wrześniu 2027, zapraszamy!