Słynne drzewo na jeziorze Wanaka, Nowa Zelandia, fotowyprawa, wschód słońca

Nowa Zelandia – jeziora

Ostatnia aktualizacja:

Dopiero co wróciliśmy z pierwszej fotowyprawy na Nową Zelandię. Oj, było co fotografować!

Fotowyprawa na Nową Zelandię obfitowała w piękne plenery i jeziora nie były jedynym typem krajobrazu, który fotografowaliśmy, ale od czegoś trzeba zacząć relację. No to zaczynamy ikonicznym drzewkiem. Każdy kraj ma swoje ikoniczne drzewko, w przypadku Nowej Zelandii to wierzba. Stoi sobie na środku jeziora Wanaka – przeważnie wygląda, jakby wyrastała z wody, ale zdarza się, że poziom wody jest tak niski, że można do niej dojść suchą stopą.

Słynne drzewo na jeziorze Wanaka, Nowa Zelandia, fotowyprawa, wschód słońca

Na szczęście nasz plener był przy odpowiednim poziomie wody i drzewko z jeziora Wanaka wyglądało tak, jak powinno. Byliśmy o wschodzie słońca, było trochę fotografów, ale znalezienie miejsca do rozstawienia statywu nie było problemem. Fotografując drzewko z jeziora Wanaka chodzi się wzdłuż brzegu, wybierając sobie tło. Tutaj wierzba jest między wysepką a ścianą kolorowych topoli. Parę kroków w prawo i drzewko byłoby na tle przebarwionych topoli, parę w lewo i mamy je w osi wyspy.

Prosta kompozycja – jezioro, góry i niebo

Widok na Aoraki przez jezioro Pukaki, Nowa Zelandia, fotowyprawa

Na fotografii znad jeziora Wanaka trudno nie zauważyć ośnieżonych szczytów gór. W końcu po to pojechaliśmy na Nową Zelandię w kwietniu (czyli w tamtejszą jesień), żeby mieć właśnie kolorowe liście i ośnieżone szczyty. A jak się ma taką scenerię i jeszcze względnie gładką wodę (co prawda czasem ją wygładzaliśmy filtrami szarymi), to kompozycja z odbiciem aż się prosi. A jak prosi, to trzeba zrobić, prawda?

Widok na Aoraki przez jezioro Pukaki, Nowa Zelandia, wyprawa fotograficzna

Kolorowe niebo daje kolejną opcję – góry z odbiciem na dole, powyżej dużo przestrzeni na kolory. To samo jezioro Pukaki, te same góry, ale inaczej rozłożone akcenty.

Widok na Aoraki przez jezioro Pukaki, Nowa Zelandia, fotowyprawa

No i zostaje jeszcze trzecia opcja: masywne góry zamykają kadr od góry, a większość kadru wypełniamy wodą odbijającą wieczorne niebo. Bez ruszania się z miejsca, nie przenosząc nawet statywu i tylko kręcąc głowicą. W przypadku takich miejsc, niewiele się chodzi, bo przy rozległym jeziorze i odległych górach trudno uzyskać inną perspektywę. Za to warto czekać, bo kolory na niebie zmieniają się w kolejnych minutach, oferując cały przegląd palety czerwieni i żółci.

W poszukiwaniu drzewa, kamyka lub gałązki

Gałąź i pędzące chmury nad Moke Lake, Nowa Zelandia, warsztaty fotograficzne

Czasem nasze plenery w Nowej Zelandii odbywały się nad pustymi brzegami jezior, często jednak coś ciekawego w wodzie udawało się znaleźć. Drzewo, martwa gałąź, kamień, a idealnie – pomost, to doskonałe motywy na pierwszy plan. Powyżej wschód słońca nad jeziorem Moke, gdzie grupa przetuptała znaczną część obwodu jeziora, tropiąc co ciekawsze motywy pierwszoplanowe. Zostały znalezione dwie gałęzie i nieco odizolowana kępa traw.

Resztki pomostu na jeziorze Wakatipu, Nowa Zelandia, fotowyprawa

Nowa Zelandia jest słynna z pomostów na jeziorach. Same pomosty nie są jakoś szczególnie unikatowe, ale zyskują na uroku w takich sceneriach. Stan techniczny pomostu jest dla celów fotograficznych zupełnie obojętny, a nawet lepiej, żeby nie lśnił on nowością. Zrujnowane resztki pomostu mają jeszcze tę zaletę, że nikt nam na niego nie wlezie, żeby zrobić sobie selfika i powdzięczyć się do telefonu w czasie najładniejszych kolorów na niebie.

Nad laguną Glenorchy, Nowa Zelandia, fotowyprawa

Ta grupa drzew rosła tuż obok pomostu, którego nie pokażę, bo znajdował się pod nieustanną chińską okupacją. Na szczęście z dużymi grupami turystycznymi spotkaliśmy się w kilku zaledwie miejscach, a to było jedno z nich. Generalnie Nowa Zelandia podczas naszej fotowyprawy była dość pustawa, co miało też tę zaletę, że nie było problemów ze znalezieniem miejsca na kolację dla grupy. Muszę jednak zastrzec, że było to po sezonie – lato podobno bywa tam tłoczne i mówi się, że miejsca w restauracji trzeba rezerwować w niektórych miejscach na miesiąc naprzód.

Fotograf nad jeziorem Tekapo, Nowa Zelandia, fotowyprawa

Trudno w to uwierzyć, ale okazja do zobaczenia i fotografowania takich widoków jest tu uznawana za niski sezon. Nie chcę zobaczyć wysokiego sezonu, zwłaszcza że baza noclegowa na Nowej Zelandii jest dość skromna i znalezienie noclegu dla grupy blisko plenerów w kilku miejscach wymagało sporo szukania.

Jesienne symetrie

Jesienne symetrie, Nowa Zelandia, wyprawa fotograficzna

Ta niesezonowa pora roku sprawiała, że nawet niezbyt spektakularne miejsca wyglądały zjawiskowo. Ot, jakieś drzewa i krzaki porastające brzeg kolejnego jeziora. Miesiąc wcześniej nie byłoby po co wyciągać aparatu…

Doskonałe odbicie, Nowa Zelandia, fotowyprawa

Kolory zachodzącego słońca na niebie oczywiście też pomagają w budowaniu eleganckiej kompozycji, ale to przede wszystkim fantastyczna symetria odbić i kontrast żółtych krzaków z zielonymi nadal drzewami odpowiada za magię jesieni na Nowej Zelandii.

Jesienne mgły nad jeziorem, Nowa Zelandia, fotowyprawa

A jak jeszcze trafią się poranne mgiełki, to już robi się zupełnie bajkowo. To zupełnie idylliczna bajka, bez złego wilka i rozbójników, więc uspokajająca symetria zaprasza do medytacji w jesiennych tonacjach.

Jeziora, wszędzie jeziora

Kamień w jeziorze Tekapo, Nowa Zelandia, zachód słońca, widok na Mt Cook, fotowyprawa

Sporo tych jeziorek, prawda? A to wcale nie wszystkie, jakie fotografowaliśmy podczas 15 dni fotowyprawy na Nową Zelandię. W ciągu tych ponad dwóch tygodni przejechaliśmy 4800 kilometrów i przeszliśmy pieszo około 150 kilometrów. Brzmi poważnie? Dziennie to wychodzi raptem 320 kilometrów jazdy i 10 kilometrów pieszo – to bardziej spacery niż trekking. Muszę jednak przyznać, że dni były długie. Zawsze zaczynaliśmy plenerem o wschodzie słońca, a kończyliśmy kolacją po zachodzie słońca. Na szczęście jesienny dzień był dość krótki, więc na sen też starczyło czasu (chyba że akurat poszliśmy fotografować gwiazdy).

Objechaliśmy wyspę od północnego krańca aż po fiordy na południu, mieliśmy sesje zarówno na wschodnim, jak i zachodnim wybrzeżu. Były lasy, fiordy, fantastyczne rzeki warkoczowe, a nawet nieco architektury.  To wszystko w następnych odcinkach relacji.

Deszczowe popołudnie nad Te Anau, Nowa Zelandia, pomost nad jeziorem, chmury i odległe góry, fotowyprawa

A powyżej dowód, że nie zawsze mieliśmy kolorowe wschody i zachody słońca. Deszcz też się trafił, nawet trzy razy. Pada czy nie pada, ale trzeba iść fotografować… takiej perspektywy powietrznej nie można odpuścić  🙂

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *