Pod koniec czerwca 2019 intensywnie fotografowaliśmy na południu Francji – zadebiutował nowy projekt Fotowyprawa Prowansja. Poniżej zamieszczamy relację, spisywaną na żywo, dzień po dniu.

Dzień flamingaFlaming w locie, fotowyprawa do Prowansji

Wprawiliśmy w konfuzję personel francuskich kolei, dotarliśmy do Prowansji, mamy za sobą pierwsze sesje w Camargue, słony początek dnia i stada ptaków, które wystraszyłyby Hitchcocka.

Czy ten bilet to jest bilet?

Do Prowansji część grupy dotarła autobusem pod opieką Ewy i Wojtka, a część samolotem i TGV. Tę drugą część grupy prowadziłem ja, wyposażony w długi i drobiazgowy instruktaż niezgubienia się na lotnisku De Gaulle’a przy przejściu z terminalu 1 do stacji TGV, a także w bilet dla grupy na tenże superszybki pociąg. Bilet okazał się wyzwaniem dla francuskich kolejarzy. Najpierw pracownik informacji kolejowej stwierdził, że to nie jest właściwy bilet, ale na jego podstawie można w automacie dostać taki prawdziwy. Pani obsługująca automat biletowy powiedziała, że owszem, ale akurat z tym biletem automat sobie nie poradzi i muszę iść do biura. W biurze dostałem karteczkę z numerem 0159 i ustawiłem się w kolejce. Gdy przyszła na mnie pora, pani za biurkiem obejrzała uważnie bilet z każdej strony i ogłosiła, że może mi go zamienić na właściwe bilety, ale potrzebuje ode mnie karty kredytowej. Na pytanie: „Po co karta, skoro bilet jest opłacony?”, zamyśliła się i wezwała bardziej doświadczonego kolegę. Bardziej doświadczony kolega ponownie obejrzał bilet i ogłosił interpretację, zgodnie z którą to może być właściwy bilet, ale muszę go okazać na peronie konduktorowi i przedstawić mu całą grupę, która na tym bilecie ma podróżować. Znalazłem na peronie konduktora. Gdy wcisnąłem mu do ręki bilet, zerknął na niego, rzucił uwagę, że „wagon numer 5 to w tamtą stronę”, oddał bilet i poszedł. W pociągu kontroli biletów nie było, więc nadal dręczy mnie ta niepewność: „był to właściwy bilet, azali nie był?”.

Flamingi, długa ekspozycja, warsztaty fotograficzne w Prowansji

Słony początek dnia

Na pierwszą sesję wyruszyliśmy o 5 rano. Celem były rozległe solniska Salin de Giraud. Różowa woda, a nad nią różowe niebo, a także wzory ze skrystalizowanej soli na brzegach strumieni były tematem na pierwszy poranny plener. Później powrót do hotelu na śniadanie (wręcz wyjątkowo bogate i obfite jak na francuskie śniadania), a następnie sesja wśród wiatraków, kamiennych domów i okiennic malowanych na makowy błękit w miasteczku Fontvieille. Przed obiadokolacją zdążyliśmy jeszcze zrobić spotkanie warsztatowe przygotowujące na wyzwania następnych dni. Została nawet chwila na sjestę – w ramach dostosowywania się do lokalnych tradycji i długiego fotograficznego dnia.

Fotografowanie flamingów, warsztaty fotograficzne w Prowansji

Flamingi, wszędzie flamingi

Popołudnie i wieczór to spotkanie z flamingami w Pont de Gau. Flamingów było mnóstwo, blisko i daleko, łażących, latających, biegających indywidualnie i stadnie. Powyżej zdjęcie pokazujące jak ciężko było, gdy flamingi za nic sobie miały minimalne dystanse ostrzenia obiektywów i niemal łaziły uczestnikom fotowyprawy po nogach.

Czaple na drzewie na tle księżyca, fotowyprawa do Prowansji

Ptaków było więcej. Czaple, ślepowrony, rybitwy, mewy i różne gatunki ptaków brodzących zachowywały się jednak lepiej, dając szanse użyć teleobiektywów.

Konie z Camargue
Konie w galopie, Camargue, Francja

Dzisiaj był kolejny dzień fotowyprawy do Prowansji, w którym migawki grzały się do czerwoności, a ręce nie nadążały zmieniać kart pamięci. Wszystko to za sprawą koni z Camargue.

Najpierw konie, śniadanie później

Świt przywitaliśmy fotografując konie, także zachód słońca upłynął nam na sesji wśród błot Camargue. Fotografowaliśmy konie biegnące po wodzie, po piasku, wzbijające tumany pyłu na drodze ziemnej. Pod słońce, ze słońcem, pojedyncze i w grupach, ćwicząc statyczne portrety, panoramowanie pędzącego stada i zamrażanie go w pędzie.

Tak wspaniałą współpracę ze strony koni zapewniły nam trzy amazonki, z których najbardziej brawurowo jeździła drobna brunetka nie korzystająca z takich ułatwień jak siodło i strzemiona. Faktycznie, dzikie konie z Camargue nie są tak całkiem dzikie, choć miewają narowy, a niektóre zamiast pobiegać nam przed obiektywami próbowały zwiać, co skutkowało spektakularnymi pościgami.

białe konie w wodzie, galop, Prowansja, fotowyprawa

Dzikie konie z Camargue

Dzikość koni z bagien Camargue jest obecnie umiarkowana – każdy z nich ma właściciela, przyzwyczajone są też do ludzi na tyle, że odważają się podejść blisko, zwłaszcza że są ciekawskie jak wszystkie konie. Aby jednak były uznane za dzikie, czyli zakwalifikowane jako należące do manady, muszą spełniać kilka warunków. Przede wszystkim nie znają one stajni: przez cały rok spędzają dni i noce wśród rozlewisk Camargue. Muszą należeć do stada (manady) składającego się z co najmniej 4 klaczy rozpłodowych i mającego do dyspozycji co najmniej 20 hektarów. No i dzikie konie z Camargue nie są ujeżdżone – te, na których jeździły amazonki, już do manady nie należą i po pokazie zostały zabrane do stajni.

Koń z Camargue, zachodzące słońce, warsztaty fotograficzne, Francja

Choć więc konie pasą się na rozlewiskach Camargue swobodnie i przez cały rok, to szansa przypadkowego spotkania ze stadem pędzącym przez wodę jest zbliżona do trafienia głównej nagrody w totka. Zostawione same sobie konie jak to konie – większość czasu spędzają z głową w dół, skubiąc trawę.

Dla nas biegały przez ponad godzinę rano i wieczorem, co zaowocowało tysiącami zdjęć, które uczestnicy fotowyprawy będą żmudnie przeglądać w poszukiwaniu najlepszych, najbardziej dynamicznych ujęć. Od organizatorów naszego fotograficznego rodeo dowiedzieliśmy się, że byliśmy pierwszą polską grupą, która w ten sposób fotografowała konie z Camargue!

Długi dzień między wschodem a zachodem

Słoneczniki, fotowyprawa do Prowansji

Co robić w Prowansji o wschodzie i zachodzie słońca – wiadomo. A co robić z resztą dnia, która pod koniec czerwca jest wyjątkowo długa?

Nie da się ukryć, że fotowyprawa do Prowansji jest trudna logistycznie i nigdy byśmy nie organizowali jej w czerwcu, gdyby nie kwitła wtedy lawenda. Cały czas liczymy, że ktoś tę lawendę jednak zmodyfikuje genetycznie, żeby kwitła tak ze dwa miesiące wcześniej lub trzy później… Koniec czerwca to nie tylko wysokie temperatury, ale także bardzo długi dzień i tłok wywołany zbliżaniem się szczytu sezonu urlopowego. Przeżycie tygodnia w takich warunkach nie jest łatwe i już tęsknimy do Islandii czy listopadowej Szkocji. Staramy się jednak zmniejszać niedogodności, modyfikując organizację tej fotowyprawy.

Kolorowe mydełka, kosmetyki, warsztaty fotograficzne w Prowansji

A teraz grupa idzie spać

Jak wiedzą wszyscy, którzy z nami jeżdżą, na fotowyprawach nie ma czasu wolnego – staramy się zapełnić fotograficznie każdą wolną chwilę, z wyjątkiem przerw na posiłki i paru godzin w nocy na sen. W czerwcu w Prowansji ten czas na sen jest wyjątkowo krótki, bo z jednej strony ogranicza go czas dojazdu na wczesny wschód słońca, a z drugiej – powrót z późnego zachodu. Wprowadziliśmy więc południowe sjesty – serio, serio! Nie, żeby pozwalało to się wyspać, ale przynajmniej wszyscy jesteśmy mniej nieprzytomni. Sjesta ma jeszcze jedną zaletę.

Scena uliczna, bar, Prowansja, fotowyprawa

Prowansalskie miasteczka

Na fotowyprawie w Prowansji, podobnie jak w Toskanii, początek i koniec dnia są zarezerwowane na pejzaże, ale czas między nimi wykorzystujemy na fotograficzną eksplorację miasteczek. Tutaj fotografowaliśmy już Uzes, Saint-Remy, Fontvieille, a jeszcze kilka przed nami. Zwiedzanie w środku upalnego dnia nie jest jednak najprzyjemniejsze, więc staramy się sesje miejskie robić zaraz po plenerze porannym. W ten sposób na czas największego skwaru wracamy do hotelu i staramy się przespać upał.

Sklep z kapeluszami, Uzes, warsztaty fotograficzne w Prowansji

Przenieśliśmy się z Camargue w stronę pól lawendy i niedługo na blogu będzie bardzo fioletowo. Na razie jeszcze impresje z miasteczek Prowansji i podążania śladami Van Gogha.

Szukając idealnej lawendy

fotowyprawa Prowansja

Jak powszechnie wiadomo, w czerwcu i lipcu całe południe Francji pokryte jest pięknymi, zadbanymi polami lawendy. Szkoda, że to nieprawda.

Lawenda z domieszką zieleni

Owszem, pola lawendy w Prowansji są. Nie jest ich jednak wcale tak dużo, więc jeśli się nie wie, gdzie szukać, można spędzić trochę czasu na jeżdżeniu. Nawet jeśli się lawendę znajdzie, to może ona odbiegać od wyobrażeń na temat idealnego pola z równymi fioletowymi rządkami. Raz, że z tymi równymi rządkami różnie bywa, a dwa, że bardzo często sporo tam też rośnie chwastów, a niekiedy fiolet jest przytłumiony przez zieleń traw.

Nie zawsze takie pola ciągną się po horyzont, wiele z nich jest małych, do tego otoczonych jakimiś krzakami czy plantacjami pomidorów. Na opłacalność upraw to pewnie nie wpływa, ale na potencjał fotograficzny – owszem.

Dodajmy jeszcze, że trudno z wyprzedzeniem przewidzieć, które pole będzie ładnie wypielone, a które zarośnięte. Nawet marcowy rekonesans, który przeprowadził nasz przewodnik Wojtek, nie gwarantował, że trafimy na najbardziej zadbane pola.

Lawenda, światło kontrowe, pod słońce, fotowyprawa Prowansja

Lawenda zachwyca wszystkich

Powszechny zachwyt kwitnącą lawendą to też dodatkowy problem. Pewnie nie powinienem krytykować turystów, ściągających z całego świata na fioletowe pola – w końcu my też po to przyjechaliśmy. Są jednak turyści mniej uciążliwi, a są i tacy bardziej irytujący.

Pejzażyści są z tych najmniej przeszkadzających – rozstawiają statywy z brzegu pola i raczej nie pchają się na środek. Środek pola to najlepsze miejsce dla pamiątkowych fotek i selfików robionych przez rodzinne wycieczki Azjatów. Zaletą rodzinnych azjatyckich wycieczek jest pośpiech – z pewnością nie będą czekać do zachodu, pewnie wówczas mają w programie zwiedzanie Madrytu albo kolację w Londynie.

Gdzieś między środkiem a brzegami pola sytuują się portreciści. Ci przychodzą z całym zespołem produkcyjnym: modelka albo dwie, asystent (albo dwóch) trzymający lampy błyskowe, fotograf, niekiedy jeszcze kilka osób o niejasnej roli, wymagającej jednak z pewnością biegania po polu w różnych kierunkach.

Wszystkie te grupy muszą oczywiście parkować samochody tuż przy krawędzi pola. Ładne, pozbawione chwastów pole lawendy można poznać z daleka po tym, że otoczone jest gęstym wianuszkiem samochodów.

Drzewo na polu lawendy, Prowansja, warsztaty fotograficzne

My jesteśmy po dwóch wieczornych i jednym porannym plenerze w lawendzie, czekają nas jeszcze dwie takie sesje.

Fotowyprawa Prowansja 2018 – ostatnia sesja

pole lawendy, fotowyprawa do Prowansji, Francja

Było kolorowo, intensywnie, nastrojowo, a czasem i bardzo dynamicznie; ostatni wschód słońca (oczywiście wśród pól kwitnącej lawendy) za nami. I pod tym względem fotowyprawa Prowansja 2018 była wyjątkowa – po raz pierwszy wszyscy uczestnicy fotowyprawy stawiali się w komplecie na wszystkie wschody słońca! Wyjątkiem był tylko ostatni wschód, który odpuściła jedna osoba – takiej frekwencji na świtańcach jeszcze na fotowyprawie nie mieliśmy!

Ostatni zachód słońca

Końcowa sesja prowansalskiej fotowyprawy odbyła się oczywiście w lawendzie. Oprócz samych krzaczków, ich rzędów, zbiegających się linii i gry z geometrią na falujących polach, fotografowano z dużym zapałem flarę. Straszliwy błąd konstrukcyjny obiektywów okazał się bardzo poszukiwanym dodatkiem do fioletu krzaczków. Jak się okazało, uzyskać ciekawą flarę wcale nie jest tak łatwo.

Okiennice, ochra, warsztaty fotograficzne Prowansja

Więcej kolorów Prowansji

Wcześniej fotografowaliśmy ochrowe zaułki słynnego Roussillon (na zdjęciu powyżej), a jeszcze wcześniej wschód słońca na polach zboża i lawendy przed miasteczkiem Banon. Wydaje się, że grupa została zalawendowana po same uszy. Dzisiaj sjesta została zastąpiona warsztatową dyskusją o wykonanych zdjęciach – czasu na sen będzie sporo w drodze powrotnej. W sobotę rozpoczynamy powrót do Polski: grupa samolotowa przez Paryż do Warszawy, a autobusowa przez Wrocław do Krakowa.

Jeździec na koniu pod słońce, fotowyprawa Prowansja

Następna fotowyprawa Prowansja za rok – jak moglibyśmy zrezygnować z jedynej fotowyprawy, na której można pospać w południe? 😉

Fotowyprawa Prowansja