Sikorki na obradach

Grudniowy weekend spędziliśmy wraz z kameralną grupą miłośników fotografii przyrody na obrzeżach Puszczy Białowieskiej. Przygotowane wspólnie z Markiem Kosińskim warsztaty koncentrowały się na fotografowaniu ptaków z czatowni oraz żubrów z podchodu.

Więcej zdjęć z tych oraz poprzednich warsztatów w Białowieży w naszym portfolio:
https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/polska-bialowieza/

Warsztaty zaczęliśmy w piątek kolacją, po której Marek zaprezentował czekające grupę możliwości i potencjalne trudności tak przy fotografowaniu z czatowni, jak i podchodzeniu, a także pokazał serię swoich fotografii, pokazujących różne strategie estetyczne dostępne przy fotografowaniu ptaków i żubrów.

Dzięcioły duże, Białowieża

Pracowita sobota
Sobotę zaczęliśmy bardzo wcześnie, podzieleni na dwie grupy, z których jedna wyjechała do czatowni przed szóstą rano, a druga mogła sobie długo pospać, bo aż do śniadania o… szóstej. 🙂 Sprawiedliwość jednak musi być, więc w niedzielę było odwrotnie i każdy mógł sprawdzić, jak wygląda poranek w czatowni, a także podchodzić żubry po wczesnym śniadaniu.

Grupa, która w sobotę przed świtem wyruszyła do czatowni, spędziła tam cały dzień. Nie było to takie straszne, jak brzmi, bo… Czatownie Marka to nie czatownie, ale pięciogwiazdkowe hotele! No dobra, może nie pięcio-, ale dwugwiazdkowe – ogrzewane, z solidnym dachem, fotelami i materacami do wyboru, a nawet toaletą w przedsionku. Jest tam ciepło (im bliżej środka, a więc dalej od otwartych okien, tym cieplej) i sucho bez względu na pogodę na zewnątrz. Spędzanie tam całego dnia może trudno nazwać komfortowym, ale też nie jest to tak uciążliwe, jak potrafi być siedzenie zimą w czatowni.

Sobotni wieczór wypełniło nam oglądanie i dyskutowanie fotograficznych zdobyczy.

Myszołów, Białowieża

Co przyleciało przed czatownie
A co się działo przed czatowniami? Liczba mnoga, bo mieliśmy sesje w dwóch czatowniach: długa nasiadówa w nadrzecznej, przygotowanej pod kątem dużych ptaków, a także krótsze fotografowanie w czatowni przygotowanej do fotografowania ptasiego drobiazgu.

Największym ptakiem, który dał się sfotografować, był myszołów. Trzeba mu przyznać, że był bardzo zdyscyplinowany: pojawiał się codziennie, więc każda z grup miała swoją szansę. Co więcej, konsekwentnie po pierwszych rozpoznawczych przylotach i odlotach w końcu lądował na dłużej i przez dłuższy czas pozował. Było też sporo dzięciołów (kilka dużych, białogrzbiety, a nawet zielonosiwy), sikory, sójki i kowaliki.


Podchodzenie żubrów
Nie ograniczaliśmy się do siedzenia przy okienkach. Za żubrami jeździliśmy i chodziliśmy. Dzięki dobrej komunikacji między Markiem a żubrami, te ostatnie były zawsze tam, gdzie podjeżdżaliśmy. Podchodziliśmy na minimalną rozsądną odległość, czyli jakieś 30-40 metrów. Żubry wprawdzie nie należą do agresywnych zwierząt i mimo groźnego wyglądu nie są znane z ataków na człowieka (aczkolwiek młode osobniki mogą postraszyć szarżą), to jednak należy zachować rozsądny dystans. Rozsądność dystansu wskazują same żubry – jeśli zaczynają machać ogonami (jak na filmie powyżej), to wcale nie znaczy, że się cieszą, lecz wręcz przeciwnie – że są zdenerwowane. Jeśli nie zareagujemy na ten sygnał, to następną rzeczą, jaką będziemy mogli sfotografować będzie tył oddalającego się żubra…

Żubr się wychyla, Białowieża

Zima na do widzenia
A na koniec warsztatów dostaliśmy… zimę. Pod koniec przedpołudniowej niedzielnej sesji, a tuż przed obiadem kończącym spotkanie w Białowieży, zaczął padać śnieg. Zima więc spóźniła się na warsztaty, więc nie ma jej na zdjęciach za wyjątkiem zdjęcia ostatniego – grupowego portretu uczestników.

warsztaty Białowieża 2015Uczestnicy warsztatów “Łowy na żubra II” – Białowieża 2015.